Dopłacać czy nie?
Sobota, 7 czerwca 2014 (10:48)Minister rolnictwa nie zdecydował jeszcze, czy dodatkowe dopłaty bezpośrednie otrzymają plantatorzy truskawek i malin. Duże wątpliwości w tej kwestii zgłosili posłowie z sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
W ramach programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013 takie dopłaty wynosiły równowartość 400 euro do 1 ha upraw truskawek lub malin. Inne gatunki owoców miękkich (np. porzeczki) były z tych płatności wyłączone. Przy czym dotacje dotyczyły jedynie tych malin i truskawek, które były przeznaczone do przetwórstwa: na mrożonki czy soki. Bogumiła Kasperowicz, dyrektor departamentu rynków rolnych ministerstwa rolnictwa, poinformowała, że minister Marek Sawicki rozważa kontynuowanie wsparcia dla tej kategorii producentów owoców miękkich, ale decyzja jeszcze nie zapadła. Zastrzegła, że resort musi brać pod uwagę to, że przepisy UE stanowią, iż celem płatności nie może być wzrost produkcji owoców.
Co jest nie mniej istotne, w puli pieniędzy przeznaczonych na dopłaty bezpośrednie nie ma żadnych wydzielonych funduszy na płatności do malin i truskawek. I gdyby minister Sawicki zdecydował o ich uruchomieniu, miałoby to określone konsekwencje. – Jak będą płatności do owoców miękkich, to pomniejszamy pulę na dopłaty bezpośrednie – powiedział poseł Henryk Kowalczyk (PiS).
Wiceprzewodniczący komisji, poseł Mirosław Maliszewski (PSL), który jest jednocześnie szefem Związku Sadowników RP, przypomniał, że gdy w PROW 2007-2013 przyznano naszym rolnikom dopłaty do truskawek i malin, było to bardzo potrzebne narzędzie. Wówczas bowiem plantatorzy narzekali na bardzo niskie ceny skupu owoców przeznaczonych do przetwórstwa, bo ogromne ilości owoców i mrożonek sprowadzano z Chin i Serbii (z tego kierunku chodziło głównie o maliny). W efekcie dzięki dopłatom poprawiła się znacznie opłacalność produkcji.
Maliszewski nie jest jednak przekonany do tego, że te płatności należałoby utrzymać także w ramach PROW 2014-2020. I nie chodzi tylko o argumenty, które podał poseł Kowalczyk. Zdaniem wiceprzewodniczącego, teraz warunki prowadzenia upraw malin i truskawek znacznie się poprawiły. I ostrzegał, że gdyby te dopłaty jednak zostały przywrócone, to wtedy bierzemy na siebie ogromne ryzyko, że powstaną wielkie plantacje, które będą nastawione głównie na dopłaty. Oczywiście, to, co wyprodukują, będą też sprzedawały na rynek i w ten sposób zagrożą egzystencji niedużych plantacji, które dominują w tym sektorze owoców. – To może spowodować, że małe gospodarstwa zostaną pozbawione dochodów – obawia się Mirosław Maliszewski. – Trzeba temu ryzyku przeciwdziałać – podkreślił poseł.
Jego zdaniem, gdyby resort zdecydował się na wypłacanie plantatorom dodatkowych dotacji, to powinny one być ustalane w oparciu o tzw. rok referencyjny. Taki system polega na tym, że minister ogłosiłby, iż będzie płacił tylko za te plantacje, które były uprawiane np. w 2014 roku. Wtedy nawet gdyby powstały jakieś wielkie plantacje, to i tak by ich właściciele nie dostawali dodatkowych płatności. – Warto się zastanowić nad zabezpieczeniem tego systemu przed pójściem tych środków do wielkich gospodarstw – podsumował Maliszewski.
Kwestia dopłat do owoców miękkich powinna zostać rozstrzygnięta w ciągu kilku najbliższych miesięcy.
Krzysztof Losz