Zdrada etyki dziennikarskiej
Piątek, 6 czerwca 2014 (18:39)Niedawno wysłuchałem ciekawej rozmowy Marka Jurka z dziennikarzem TVP Info dotyczącej państwowego pogrzebu z honorami Wojciecha Jaruzelskiego oraz dyskusji toczącej się wokół klauzuli sumienia polskich lekarzy i słynnej już (dzięki histerii „Gazety Wyborczej”) deklaracji katolickich lekarzy. W programie uderzyło mnie przede wszystkim samo jego zakończenie.
Marek Jurek komentował m.in. makabryczne poglądy feministki, goszczącej często na łamach „Gazety Wyborczej” pani prof. Moniki Płatek, która uznała, że deklaracja wiary lekarzy jest anarchią, bo przeciwstawia się prawu państwa, zaś obowiązkiem lekarzy jest pełne podporządkowanie się państwu. Przypomniał też, jak fatalnie zapisała się ona w historii polskiego prawodawstwa.
Jurek stwierdził, że w 2008 roku prof. Płatek sformułowała tezę, „która wywróciła polskie prawo do obrony życia, według której, dziecko pary gimnazjalistów, pary, która nie ukończyła piętnastu lat, nie ma prawa się urodzić”.
Dziennikarz, podsumowując rozmowę z europarlamentarzystą, stwierdził: „Dziękuję, gratuluję, jednocześnie pozostaniemy przy swoich poglądach, mnie są bliższe poglądy pani prof. Płatek…”.
I chciałbym w tym miejscu dotknąć sedna sprawy. Czy celem i zadaniem prowadzącego rozmowę dziennikarza jest prezentowanie opinii publicznej własnych poglądów? Wydaje się całkiem oczywiste, że nie. Jego zadaniem jest przybliżanie poglądów zaproszonych osób, prowadzenie rozmowy w sposób obiektywny, konfrontowanie gościa z wieloma poglądami, poszukiwanie odpowiedzi na ważne pytania, a nie lansowanie swoich koncepcji i stanowisk, szczególnie, gdy stają się swoistym podsumowaniem, sednem całego spotkania i dyskusji.
Prowadzący, który w ten sposób się zachowuje, jest podobny do badacza z obszaru nauk społecznych, który podczas realizacji badania wpływa na respondentów, sugeruje im odpowiedzi, prezentuje swoje przekonania i zaburza tym samym cały proces badawczy, całkowicie go deformując. To degeneracja, a nie dążenie do prawdy i troska o zachowanie rzetelności i obiektywizmu.
Taka postawa dyskwalifikuje zarówno socjologa czy psychologa, jak i dziennikarza. Ponadto taki dziennikarz staje po konkretnej stronie, przestaje być niezależny, jest ideologiem. Czy w telewizji publicznej takie wytyczne mają być normą?
Widocznie są, gdyż jeżeli przyjrzymy się programom radiowym i telewizyjnym w mediach prorządowych, widzimy, jak notorycznie łamie się podstawowe zasady etyki dziennikarskiej.
Doczekaliśmy takich czasów, że zapraszany do studia polityk, aktywista, filozof czy naukowiec jest proszony do siedzenia na fotelu w studiu, aby spełniać funkcje ozdobnika, rekwizytu dla prowadzącego program dziennikarza, który odgrywa określoną rolę, wcześniej przygotowaną i służącą partykularnym interesom swojego środowiska.
Dziennikarze mediów mainstreamowych, jeśli kiedykolwiek mieli jakieś sumienie i zasady, zdradzili już dawno swoje powołanie do poszukiwania prawdy.
Dziś to oni są w centrum uwagi, a nie zaproszeni goście czy eksperci. Szerząc nowe ideologie, zatruwają umysły słuchaczy. Dążenie do prawdy, rzetelności, trafności, obiektywizmu to dla mainstreamu przesąd z półki przestarzałego etosu, który ich nie dotyczy i nie jest dla nich żadną wytyczną.
Dr Tomasz M. Korczyński