• Piątek, 24 kwietnia 2026

    imieniny: Grzegorza, Fidelisa

Przymykali oko na współwłasność

Czwartek, 5 czerwca 2014 (21:33)

Trzy osoby usłyszały zarzuty o charakterze korupcyjnym w sprawie dotyczącej nieprawidłowości przy rejestracji pojazdów w Jarosławiu. Według policji, sprawa ma charakter rozwojowy, a liczba osób zamieszanych w nią może być znacznie dłuższa.

Jak poinformował Paweł Międlar, rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego policji w Rzeszowie, policjanci zabezpieczyli dokumentację oraz zatrzymali dwóch mężczyzn, wśród nich inspektora Wydziału Komunikacji Starostwa Powiatowego w Jarosławiu – pracownika z kilkunastoletnim stażem.

– Inspektor otrzymał zarzut przyjęcia korzyści majątkowej, z kolei drugi z mężczyzn, który powoływał się na wpływy w urzędzie, usłyszał zarzut płatnej protekcji. Obaj przyznali się do stawianych im zarzutów – wyjaśnia Paweł Międlar.

Wobec inspektora Wydziału Komunikacji Starostwa Powiatowego w Jarosławiu prokurator zastosował środek zapobiegawczy w postaci zawieszenia w czynnościach służbowych. Wobec drugiego z mężczyzn, który powoływał się na wpływy w urzędzie, zastosowano dozór policyjny. Trzecią osobą podejrzaną w tej sprawie jest mężczyzna, który także usłyszał zarzuty i odpowie za wręczanie łapówki.

Z uwagi na rozwojowy charakter sprawy policja nie ujawnia więcej szczegółów śledztwa prowadzonego pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.

– Ta sprawa ma wymiar międzynarodowy i zanosi się, że będzie miała dalszy ciąg. Na razie jednak nie możemy mówić o szczegółach – dodaje Paweł Międlar.

Wszystko wskazuje na to, że chodzi o rejestrowanie pojazdów jako wspólnej własności Polaków i Ukraińców. Sprowadzenie samochodu z krajów zachodniej Europy to koszt ok. dwóch tysięcy euro. Po przewiezieniu go na Ukrainę, opłaceniu cła i innych kosztów cena takiego auta może wzrosnąć nawet czterokrotnie. Stąd Ukraińcom opłaca się jeździć samochodami na polskich rejestracjach. Żeby osiągnąć ten cel, muszą jednak zapłacić polskim współwłaścicielom. Proceder kwitnie w najlepsze, a niektórzy z Polaków zajmujących się tym „interesem” mają w swoich dokumentach wpisane w ten sposób nawet kilkaset samochodów.

Mariusz Kamieniecki