Jak się wkupić do partii?
Czwartek, 5 czerwca 2014 (19:56)Zdmuchnięty przez wyborcze tsunami wędrowiec po partiach szuka nowej pracy. Nie będzie łatwo przekonać aktyw, struktury i kadry kolektywu Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej (PZPO). Zamysł dalszego ogrzewania się przy europiecu nie wypalił albo, inaczej mówiąc, eksplodował pechowcowi prosto w twarz, dlatego przygnębiony Michał Kamiński szuka sposobu na szybkie zespolenie się w jeden byt z PZPO. Brak uznania dla jego zacnej osoby w PO-owskich strukturach boli, więc trzeba dać z siebie więcej.
W polskiej polityce, od co najmniej 2005 roku, gdy Donald Tusk przegrał z kretesem w walce ze śp. Lechem Kaczyńskim o fotel prezydencki, panuje naczelna zasada, że jeśli nie masz pomysłu na robienie politycznego biznesu, to uderz w prezesa. Dzięki temu taniemu, acz skutecznemu zabiegowi prorządowe i usłużne media pokażą cię w telewizji, puszczą w radiu, nagrodzą komentarzem, pogłaszczą, podrapią za uchem.
Ponieważ ta strategia stale się w Polsce opłaca, różni przegrani i przebrzmiali pseudopolitycy, pseudodziennikarze, pseudoartyści itp. dwoją się i troją w wymyślaniu co rusz nowych sztuczek, aby zelżyć i obrazić Jarosława Kaczyńskiego swoimi okazałymi wyziewami. Także wtedy, gdy przebywa w szpitalu.
Ponieważ Kamiński znajduje się wciąż poza PZPO, węszy, jak by się przypodobać władzom centrolewu. Ostatnio skorzystał z okazji i w światłach TVN-owskich reflektorów objaśniał nowej generacji Polaków (tym „nowoczesnym”, z „wielkich miast” i „wykształconym”), dlaczego to zabrakło prezesa Kaczyńskiego na obchodach 25. rocznicy czerwcowych wyborów. Przypodobanie się i łaszenie do potencjalnych panów to jeden z wielu zabawnych absurdów tej historyjki.
Fenomen Kaczyńskiego polega na tym, że niezależnie od tego, czy ktoś popiera, czy też nie szefa Prawa i Sprawiedliwości, wystarczy jego nieobecność (albo obecność) gdziekolwiek, aby media, publicyści, politycy i dziennikarze natychmiast to zauważyli i poddali dogłębnej analizie, co takiego się wydarzyć. Oczywiście dociekania te prowadzone są w sposób rzetelny, obiektywny, wiarygodny i trafny, bo jakże inaczej? Praca dziennikarza TVN, „Gazety Wyborczej” czy „Newsweeka” zobowiązuje!
„Niezależnie” myślący zakładają Kaczyńskiemu kartę pacjenta i diagnozują, pełni zatroskania o stan jego zdrowia.
Michała Kamińskiego, którego ku jego najpierw zdumieniu, a potem rozpaczy, nie dostrzegli lubelscy wyborcy, oświecała w studiowaniu alergii lidera najsilniejszej partii opozycyjnej lampa TVN-owskiej latarni i zachęcający naganiacze lunaparku.
Exspin doktor PiS bolał nad nieobecnością prezesa podczas obchodów rocznicy wyborów do parlamentu w 1989 roku. Przy tym nieważna jest obecność Obamy, Komorowskiego, Tuska czy Wałęsy, grunt, że nie było Kaczyńskiego. Minister Sikorski zaćwierkał nawet o tym na Twitterze.
Niewiarygodne, że jedyną racją bytu w przestrzeni publicznej dla tego typu postaci jest osoba Jarosława Kaczyńskiego. W gruncie rzeczy życie takich ludzi musi być bardzo smutne.
dr Tomasz M. Korczyński