• Piątek, 24 kwietnia 2026

    imieniny: Grzegorza, Fidelisa

Ryzykowny eksperyment

Czwartek, 5 czerwca 2014 (06:11)

Z Agnieszką Szwejkowską-Kulpą z zespołu ds. edukacji w szkole podstawowej przy Komisji Międzyzakładowej Pracowników Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” w Gdyni, nauczycielem nauczania początkowego, rozmawia Izabela Borańska-Chmielewska

W jaki sposób do tej pory nauczyciele wybierali podręczniki do poszczególnych klas?

– Do tej pory dokonywaliśmy wyboru w szerokiej i ciekawej ofercie wydawniczej. W zespole nauczycieli analizowaliśmy cały pakiet podręczników obejmujący klasy I-III danego wydawnictwa, zawsze mając możliwość dokonania zmiany podręczników w zależności od możliwości i potencjału zespołu klasowego. Uważamy, że treści edukacyjne na każdym poziomie są ważne, gdyż stanowią podstawę na dalszych etapach nauczania. Zaobserwowaliśmy, że dotychczasowe oferty wydawnicze są do siebie zbliżone. Każde z wydawnictw przygotowuje dla ucznia podręczniki, zintegrowane karty pracy, ćwiczenia do edukacji matematycznej, dodatkowe ćwiczenia grafomotoryczne, plastyczne, materiały multimedialne. Wszystko połączone w harmonijną całość. Nauczyciel może korzystać z nowszych form prowadzenia zajęć lekcyjnych za pomocą tablicy multimedialnej, dysponując multibookiem. Różnice polegają jedynie na kolejności wprowadzania liter i tempie ich wprowadzania. Pracuję w szkole z klasami integracyjnymi, gdzie są dzieci z orzeczeniami o niepełnosprawności ruchowej lub intelektualnej. Przy doborze podręczników uwzględniamy również potrzeby tych dzieci, aby korzyści były współmierne dla wszystkich uczniów. Poprzez wprowadzenie „Naszego Elementarza” ten aspekt został zupełnie pominięty. Teraz narzuca nam się tylko jedną publikację, a każe się odrzucić wszystkie dotychczasowe. Chyba w tym momencie nie do końca działamy w duchu prawa wyboru i dobra dziecka.

Zgadza się Pani z opinią nauczycieli zwracających uwagę, że rządowy podręcznik narzuca zbyt szybkie tempo nauki liter?

– To prawda, „Nasz Elementarz” narzuca bardzo szybkie tempo nauki liter. Kiedy wprowadzamy daną literę dzieciom, bardzo ważne jest to, że następnego dnia ją utrwalamy. Dla dziecka każda nowa litera to znak, który trzeba przedstawić, ubrać w słowa, w sylaby, tak aby dziecko mogło literę dobrze utrwalić i zapamiętać wzrokowo. W przypadku propozycji MEN zdecydowanie brakuje czasu na powtórzenie, od razu dzień po dniu wprowadzane są po sobie kolejne litery. W pierwszej części podręcznika doliczyłam się 18 liter i 3 cyfr od 1 do 3. W pierwszej klasie wprowadzamy sylaby – to jest bardzo ważne, że dzielimy wyrazy, oznaczamy samogłoski, spółgłoski. Daje to dziecku obraz całego wyrazu, pewien schemat. Teraz w „Naszym Elementarzu” od tego się odchodzi, a szkoda, bo to później ma swoje odzwierciedlenie w ortografii i w gramatyce. Są to podstawy, które dobrze wpojone, przygotowują dziecko do dalszej nauki.

Z jednej strony szalone tempo nauki liter, a z drugiej – matematyka na bardzo niskim poziomie.

– Tak. Dochodzi do paradoksu, bo dzieci już w przedszkolu zaczynają liczyć i teraz poprzez „Nasz Elementarz” cofamy się i zaczynamy od zabaw i liczenia na paluszkach oraz kojarzenia znaku graficznego z liczbą elementów. Tak jak w przygotowanej pierwszej części proponowanego podręcznika, który zakłada dwa miesiące pracy ucznia i naukę liczenia w zakresie liczbowym od 1 do 3.

Jaki wpływ na sześciolatki będzie miało bardzo szybkie tempo nauki liter?

– Oczywiście to tempo nauki liter jest dla dzieci sześcioletnich za szybkie. Musimy pamiętać, że sześciolatek poprzez swoją emocjonalność wcale nie przypomina siedmiolatka. Jest mu w szkole trudniej i jeśli nałożymy mu takie tempo nauki liter i całego materiału, to nie wiem, czy to nie będzie czynnik ograniczający jego sukces szkolny i motywację do pracy. Jest to swego rodzaju pułapka, bo obniżamy wiek szkolny, ale podstawa programowa pozostaje taka sama. Zarówno dziecko sześcioletnie, jak i siedmioletnie przychodzi do szkoły do pierwszej klasy i realizuje tę samą podstawę programową. Musimy pamiętać, że jednak rok różnicy to bardzo dużo na tym etapie w rozwoju emocjonalnym, poznawczym, manualnym dziecka. Nie mówiąc już o potrzebach indywidualnych każdego z uczniów, choćby w klasach integracyjnych.

Był taki pogląd, preferowany przez MEN, że dzieci sześcioletnie będą się w szkole bawić.

– To nieprawda, bo dzieci sześcioletnie tak samo muszą opanować podstawę programową. Szkoła pozostaje jednak szkołą i program musi zostać wprowadzony i utrwalony. To warunkuje dobry start i duże szanse na sukces w klasie drugiej i trzeciej. Edukacja przez zabawę jest nieodłącznym elementem w naszej pracy i zawsze tak było. Jednak nie może stanowić nadrzędnej i jedynej metody pracy. Należy pamiętać, że uczniowie klasy pierwszej przygotowują się i wdrażają do kolejnych etapów edukacji. Nie można zapomnieć o wszystkich wymogach, jakim uczeń powinien sprostać i jaki zakres umiejętności powinien opanować na koniec klasy pierwszej. Jest to jasno pokazane w podstawie programowej dla edukacji wczesnoszkolnej klas I-III i wymogach edukacyjnych dla ucznia na poszczególnych etapach edukacji wczesnoszkolnej.

Przemilczany aspekt to kwestia karty pracy ucznia w „Naszym Elementarzu”.

– Karta pracy ucznia to bardzo ważny aspekt pracy dziecka w szkole. Uczeń im młodszy, tym więcej pracuje na kolorowych pomocach dydaktycznych. Nie wiemy, jak od września ma wyglądać karta pracy dziecka, czyli wszelkie ćwiczenia, bo jeśli w podręczniku nie będzie można nic kreślić i pisać, to w jaki sposób będziemy ćwiczyć i pogłębiać wiedzę? Czy nauczyciele będą musieli kserować dzieciom ćwiczenia, a jeśli tak, to dlaczego mamy dzieci w ten sposób zubażać? Przecież materiały kserowane są szare, nieciekawe i sześciolatka nie zachęcą do aktywnej pracy. Zastanawiamy się, na ile taki elementarz będzie należał do dziecka. Bo to bardzo ważne, że teraz w podręczniku zakreślamy pewne rzeczy, oznaczamy samogłoski, spółgłoski. W „Naszym Elementarzu” nie będzie można tego robić. Stoimy na rozdrożu i uważam, że od 1 września w szkole będziemy przechodzić jeden wielki eksperyment. Szkoda tylko, że to będzie eksperyment na dzieciach, bo my, nauczyciele, sobie poradzimy. Zastanawiamy się, kto bierze odpowiedzialność za błędy przy wdrażaniu tak poważnych zmian. Kto ponosi odpowiedzialność materialną za zagubione bądź zniszczone podręczniki.

 

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Borańska-Chmielewska