Dzieci siłą wcielane do wojska
Piątek, 24 sierpnia 2012 (08:43)Wzrasta liczba dzieci przymusowo włączanych do udziału w krwawej wojnie toczącej się na terenie Demokratycznej Republiki Konga. W głównej mierze za tę sytuację odpowiedzialne jest ugrupowanie rebelianckie M23, które w ostatnim czasie ogłosiło utworzenie niezależnego rządu.
Decyzja M23 oznacza przede wszystkim dalszą eskalację konfliktu, w wyniku czego najbardziej będzie cierpiała ludność cywilna. - Szczególny niepokój budzi jednak fakt, że rebelianci zaczynają tworzyć niezależne od państwa struktury władzy – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Jerzy Kotwa SAC, który od lat pracuje w Rutshuru - leżącym w samym centrum działań zbrojnych. Jak wyjaśnił, w chwili obecnej „nie wiadomo, czy to tylko prowokacja rebeliantów z M23 wobec kongijskiego rządu, czy naprawdę czują się oni już na tyle mocni, że zaczynają tworzyć niezależne struktury państwa”. - Trudno jest o tym jednoznacznie przesądzić – stwierdził kapłan.
O sytuacji kongijskich obywateli, a przede wszystkim dramacie tamtejszych dzieci, alarmują różne organizacje humanitarne funkcjonujące na terenie tego kraju, szczególnie te z regionu północnego Kiwu. To właśnie tam toczą się najkrwawsze walki, w których giną cywile. Jak wyjaśnia Radio Watykańskie, rebelianci z M23 napadają na okoliczne wioski, grabiąc je bądź kompletnie niszcząc. Z tej dramatycznej sytuacji korzystają także lokalni bandyci, co powoduje radykalny wzrost liczby grabieży, zwiększonej liczby gwałtów i zastraszania lokalnej społeczności.
W wyniku działań ugrupowania M23 dotychczas zniszczonych zostało co najmniej 250 szkół, z których uprowadzano uczniów. Z osad siłą zabierani są głównie młodzi mężczyźni, lecz nie tylko.
Ofiarami porwań są także zaledwie kilkuletnie dzieci, które następnie zmuszne są do walki. UNICEF apeluje o pomoc nie tylko żywnościową, ale również mającą na celu tworzenie nowych placówek zapewniających chociażby podstawowe wykształcenie. Ta międzynarodowa organizacja zauważa, że jeżeli kongijskim dzieciom nie zostanie zapewniona możliwość uczenia się, to wyrosną na pokolenie niewykształcone i nieznające pokoju, a co za tym idzie - bez szansy na poprawienie swojej sytuacji. Ponadto kongijskie społeczeństwo żyje w ciągłym strachu i obawie przed kolejnymi atakami i walkami sił rebelianckich z poddziałami rządowymi.
Ksiądz Kotwa wyjaśnił, że równie wiele niepokoju wzbudza nieustanne przemieszczanie się wojsk, zarówno gdy chodzi o rebelię czy kongijskie oddziały rządowe, jak i pokojowe siły MONUSCO, które poruszają się w opancerzonych samochodach. Jak podkreślił kapłan, w miarę bezpiecznie ludzie czują się w ciągu dnia. Jednak w nocy – zauważa ks. Kotwa - boją się spać w swoich domach, szczególnie z dala od głównych dróg czy blisko strategicznych punktów. - Wówczas chronią się przy szpitalach, kościołach i szkołach. To, co się dzieje, nie zapowiada niczego dobrego – powiedział misjonarz z Polski.
Wojna na terenie Demokratycznej Republiki Konga spowodowała, że obywatele tego środkowoafrykańskiego kraju żyją w skrajnym ubóstwie, które w wielu przypadkach może doprowadzić do śmierci. Księża pallotyni pracujący w Rutshuru podkreślają, że ludność kongijska potrzebuje zarówno żywności, jak i lekarstw, po które każdego dnia przychodzi do misjonarskiego ośrodka. Ogromny problem ubóstwa dotyka przede wszystkim uchodźców i osoby, które opuszczają obozy przejściowe. - Ci ludzie są pozbawieni wszystkiego. Absolutnie nie mają możliwości uprawy ziemi, bo kiedy wyjdą w pole, mogą zginąć. Gdy uda im się cokolwiek wyhodować, przychodzą żołnierze i łupią plony. Ci ludzie wielokrotnie już stracili wszystko, co mieli, ale okradani są wciąż na bieżąco. Sytuacja jest napięta. Wiele dzieci siłą wcielono do wojska. Na całe szczęście jednak część nieletnich, których rebelianci wykorzystują jako tragarzy, wraca po jakimś czasie do domu. Jest też młodzież, która sama chwyta za broń i terroryzuje nawet mieszkańców własnych wiosek – relacjonuje watykańskiej rozgłośni ks. Kotwa.
Hierarchowie Kościoła w Demokratycznej Republice Konga, w związku z realną groźbą wybuchu wojny domowej w tym kraju, wielokrotnie apelowali do władz państwowych, by chronili integralność kraju i zapewnili pokój społeczeństwu. Kongijski Episkopat nie ustaje też w niesieniu pomocy ludności Republiki. Hierarchowie wezwali wszystkich mieszkańców do wytrwałej i gorliwej modlitwy o jedność narodową i pokój.
Ponadto na początku sierpnia we wszystkich diecezjach Demokratycznej Republiki Konga odbyły się marsze w intencji pokoju, które nazywano „Marszem nadziei”. Były one ukoronowaniem triduum modlitewnego zorganizowanego z inicjatywy kongijskiego Episkopatu. Ich skutkiem jest obecna wizytacja arcybiskupa stołecznej Kinszasy na terenach północnego Kiwu.
Izabela Kozłowska