Katolickość zobowiązuje
Piątek, 24 sierpnia 2012 (06:19)Filipińskie szkoły o profilu katolickim oraz inne placówki pozostające w łączności z Kościołem mogą stracić przywilej swej "katolickości", jeśli ich działalność będzie stała w sprzeczności z nauczaniem Kościoła katolickiego. Taką deklarację złożył ks. abp José Palma, przewodniczący Episkopatu Filipin. To reakcja na to, że część nauczycieli tych szkół poparła zdecydowanie odrzuconą przez biskupów ustawę, w myśl której antykoncepcja ma być promowana i finansowana ze środków publicznych, a do szkół wprowadzona zostanie tzw. edukacja seksualna.
- Jeśli jesteśmy szkołą katolicką, to nie wolno nam uczyć niczego, co byłoby sprzeczne z oficjalnym głosem Kościoła - przypomina filipiński Episkopat.
To oczywiste - jak mogłoby się wydawać - stanowisko zostało przypomniane w związku z tym, że pracownicy niektórych katolickich placówek na Filipinach poparli przegłosowaną 6 sierpnia br. ustawę o odpowiedzialnym rodzicielstwie, zdrowiu reprodukcyjnym i rozwoju populacji. Zakłada ona promowanie antykoncepcji i finansowanie jej ze środków publicznych.
Do szkół wprowadzona ma zostać tzw. edukacja seksualna, która w praktyce staje się zazwyczaj promocją rozwiązłości oraz nieodpowiedzialnego podchodzenia do ludzkiej płciowości i seksualności. Nowe prawo daje również zielone światło legalizacji aborcji, która do tej pory była na Filipinach konstytucyjnie zabroniona.
Wydawać by się mogło, że podobną ustawę jednogłośnie powinny potępić wszelkie instytucje związane z Kościołem. Tak się jednak nie stało - niechlubny przykład dało wielu nauczycieli zatrudnionych w katolickich szkołach.
Przewodniczący filipińskiego Episkopatu podkreśla, że jeśli ktoś wspiera idee uderzające w człowieka, sprzeczne z nauką Kościoła, to z pewnością nie powinien tego robić w murach katolickiej szkoły.
Przecież jeśli rodzice wybierają dla dziecka szkołę reprezentującą Kościół, to dlatego że chcą, by było edukowane i wychowywane w duchu katolickim. Jednak - jak czytamy w oficjalnym serwisie informacyjnym Episkopatu Filipin - np. blisko 160 wykładowców katolickiego Uniwersytetu Ateneo otwarcie poparło zapisy wspomnianej ustawy dotyczącej tzw. zdrowia reprodukcyjnego ludzi.
Paradoksalnie na forum publicznym oświadczyli jednocześnie, że jest to ich zdanie prywatne i nie należy go kojarzyć ze stanowiskiem uczelni, którą reprezentują. Chcąc ratować dobre imię uniwersytetu, jego rektor o. José Ramon Villarin SJ zapewnił o poparciu stanowiska Kościoła odnośnie do antykoncepcyjnych zapisów.
Nie kończy to jednak problemu, bo - jak podkreślił ks. abp Palma - "nauczyciele powinni działać w oparciu o wewnętrzne pragnienie odkrywania tego, co dobre". - Są oni częścią katolickiego uniwersytetu i muszą być posłuszni jego misji oraz wizji i nie mogą podważać nauczania Kościoła - dodał.
Problematyczna sytuacja na Filipinach nie jest niestety ewenementem na skalę światową. Tylko w ubiegłym miesiącu Watykan wydał oświadczenie, że ze względu na zapisy, które stoją w sprzeczności z dyscypliną i moralnością Kościoła, Papieski Katolicki Uniwersytet w Peru nie ma już prawa do powoływania się na łączność z Kościołem katolickim.
Również w Stanach Zjednoczonych problem staje się palący. Dość wspomnieć przypadki promowania przez niektóre katolickie uczelnie wpływowych osób, znanych polityków o jawnie antykatolickich poglądach, a także środowisk gejowskich. Są również uczelnie, które ignorując głos Kościoła, decydują się na prowadzenie badań sprzecznych z prawem Bożym i naturalnym.
Benedykt XVI niejednokrotnie podkreślał, że katolickie szkoły winny być dziś zasadniczym narzędziem nowej ewangelizacji. By tak się działo, muszą nieustannie "potwierdzać swą odrębną tożsamość, zachowując wierność założycielskim ideałom oraz misji Kościoła w służbie Ewangelii".
Dotyczy to wszelkich płaszczyzn, w tym także postaw i głoszonych poglądów zatrudnianych nauczycieli. Nie może być tak, że przedsięwzięcia, którym patronuje Kościół, są od środka niszczone przez tzw. katolików-reformatorów.
Anna Bałaban