Instytut Pamięci Niechcianej?
Czwartek, 23 sierpnia 2012 (14:47)Zredukowany budżet, niechęć wielu polityków i urzędników, a ostatnio także prawdopodobieństwo utraty posiadanej siedziby – takie problemy piętrzą się dziś przed Instytutem Pamięci Narodowej (IPN).
- Instytut znalazł się w niezwykle trudnej, by nie powiedzieć dramatycznej sytuacji – powiedział prof. dr hab. Antoni Dudek, wiceprzewodniczący Rady IPN, który był gościem programu "Polski punkt widzenia" w Telewizji Trwam.
Nowoczesny budynek, podniesiony ze stanu nieużywalności i wyposażony za pieniądze podatników, po jego przekazaniu badawczej instytucji w 2000 roku, został teraz sprzedany przez sprywatyzowaną spółkę RUCH S.A. Wg opinii prof. Dudka, obiekt ten był jedynym, jaki zaproponowano pierwszemu prezesowi Instytutu, profesorowi Leonowi Kieresowi. - Było to de facto ultimatum: albo to bierzecie, albo was nie ma – dodał.
Konsekwencją tego była cała seria wydarzeń, które doprowadziły do obecnego, trudnego położenia IPN. Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) znalazło w kooperacji z władzami Warszawy nieruchomość, którą zaproponowało kierownictwu RUCH jako rekompensatę za tą, przy ulicy Towarowej. Nie została ona jednak uznana za wystarczającą. MSP nie przedstawiło już kolejnej propozycji. Klasyczny pat ciągnął się latami.
Tymczasem w 2010 roku, spółka mająca w posiadaniu budynek, została sprywatyzowana. Co więcej, Aleksander Grad, ówczesny minister skarbu, nie wyłączył siedziby IPN z procesu prywatyzacyjnego, choć miał taką możliwość.
Doszło do paradoksalnej sytuacji, w której to miejsce urzędowania instytutu państwowego, znalazło się w rękach prywatnych. Profesor Dudek podkreślił jednak, że nowy właściciel pozostawił IPN możliwość pierwokupu. Niestety, minister Jacek Rostowski, zarządzający w gabinecie Donalda Tuska finansami, odmówił badaczom przeszłości wsparcia z rezerwy budżetowej.
Dodatkowo, ograniczenie przez Sejm o 36 mln zł tegorocznego budżetu Instytut, pozbawiło jego kierownictwo środków na wykupienie budynku przy ulicy Towarowej. Nie wykorzystano okazji i nieruchomość przeszła w ręce innego prywatnego inwestora.
Pomimo tego, prof. Antoni Dudek nie traci nadziei. Rok wypowiedzenia, jaki posiada Instytut, jest szansą na znalezienie innego lokum. Jednak, jeśli nie będzie to budynek z domeny publicznej, trzeba będzie wynająć bądź kupić go po cenach rynkowych, z czym wiążą się ogromne koszty. Nie trzeba dodawać, że dołączą one do blisko 17 mln zł wydanych na remont i przystosowanie centrali przy Towarowej.
Nieudolność rządowych decydentów nie tylko utrudnia pracę historykom z IPN, ale marnotrawi również publiczne pieniądze.
Jasne jest, że nie byłoby obecnego problemu, gdyby organy państwowe działały sprawnie. Niestety, trzeba przyznać, iż wiele wysoko postawionych osób patrzy niechętnie na działania Instytutu. Jak przypomniał profesor, w te działania wpisuje się również tegoroczny wniosek o likwidacji IPN zgłoszony przez Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD). Wychodzi na to, że instytucja pielęgnująca tożsamość historyczną Polaków jest zawadą dla kręgów władzy.
Jędrzej Kwiatkowski