Polskie rakiety w obronie polskiego nieba
Środa, 4 czerwca 2014 (18:45)Polskie uczelnie techniczne wraz z Polskim Holdingiem Obronnym mają przygotować studium wykonalności systemu obrony powietrznej, w tym przeciwrakietowej krótkiego zasięgu. Docelowo w ramach „Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych na lata 2013-2020” ma powstać m.in. sześć baterii rakiet.
Obecny system obrony przeciwlotniczej Polski trudno nawet nazwać parasolem ochronnym. Jak mogłoby być inaczej, skoro broń w kategorii krótkiego zasięgu wywodzi się jeszcze z czasów ZSRS. Tym samym w polskiej armii dominują zestawy Newa, Kub i Osa przewidziane do wymiany w ciągu najbliższej dekady. Dlatego wspólny projekt przygotowują: Politechnika Warszawska, Wojskowa Akademia Techniczna i Polski Holding Obronny (PHO). Efekty prac mają być przedstawione Ministerstwu Obrony Narodowej. W ocenie polskich uczelni i PHO modernizacja polskiego systemu przeciwrakietowego bez udziału polskiej myśli technicznej i polskiego przemysłu będzie niemożliwa. Dlatego współpraca z uczelniami jest tak ważna, bo z jednej strony przyniesie efekty w postaci konkretnych rozwiązań, a z drugiej pozwoli przekonać decydentów, że temat należy podjąć i zrealizować. – W studium ma zostać oszacowany czas, koszty i opłacalność potencjalnego projektu, dotyczy ono też zakresu niezbędnych prac badawczo-rozwojowych, uwzględni też możliwości eksportowe – tłumaczy dr hab. inż. Robert Głębocki z Uczelnianego Centrum Badawczego Obronności i Bezpieczeństwa Politechniki Warszawskiej. Również polskie firmy są przygotowane do podjęcia się takiego zadania. Na pewno nie startujemy od zera – uważa gen. bryg. prof. Zygmunt Mierczyk, rektor komendant Wojskowej Akademii Technicznej im. Jarosława Dąbrowskiego w Warszawie, wskazując na trwające próby poligonowe pocisku Błyskawica. Polski sprzęt w armii to także miejsca pracy, dodatkowe wpływy do budżetu i nowe technologie, na których też można zarobić.
Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić
Korzyści z wyprodukowania tego typu sprzętu w Polsce dostrzega także dr hab. nauk wojskowych Romuald Szeremietiew. Były minister i wiceminister obrony narodowej w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl podkreśla jednak, że trzeba mierzyć siły na zamiary i poznać do końca możliwości w tym zakresie, bo na razie takiej wiedzy nie ma. – Znając możliwości polskich ośrodków zajmujących się badaniami w tym zakresie, znając również potrzeby polskiej obronności, uważam, że takie możliwości istnieją. Jednak jak wiele tego typu przedsięwzięć, w szczególności zaś, gdy idzie nowoczesną technikę wojskową, wymagają one dofinansowania, a z tym bywa różnie – uważa dr Szeremietiew. Jego zdaniem, trudniejsze od wyprodukowania tego typu sprzętu może się okazać jego skonstruowanie. – O wiele łatwiej jest zainwestować w sprzęt obronny, który widzimy, niż w działania, które mają dopiero tę broń skonstruować. Mam nadzieję, że zapowiedzi poprawy finansowania do niezbędnego minimum 2 proc. PKB, jakie padły z ust prezydenta Komorowskiego, co nawiasem mówiąc już dawno powinno nastąpić, oraz podpisane między Polską a Stanami Zjednoczonymi porozumienie w zakresie innowacyjności, sprawią, że będą efekty – dodaje dr Szeremietiew.
Idzie lepsze
Bolączką Polski jest również to, że nie potrafimy wykorzystać nadarzających się okazji, a dyskusje o nadrabianiu zaległości zaczynają się wtedy, kiedy powinniśmy być już gotowi do działania. – To bardzo przykre, że programy modernizacyjne polskiej armii są podejmowane dopiero wówczas, kiedy - mówiąc kolokwialnie - mamy nóż na gardle, jak np. dzisiaj, kiedy zagrożenie pojawia się tuż za granicami naszego kraju. To świadczy o niedojrzałości polskich elit politycznych. Jest to tym bardziej smutne, że były takie możliwości, ale ich nie wykorzystano – dziwi się dr Szeremietiew. Szansa, żeby nadrobić zapóźnienia, ciągle jest i trzeba ją wykorzystać. Nie da się tego jednak zrobić od razu, ponadto nie każdy sprzęt wojskowy na światowym poziomie można wyprodukować w Polsce, np. samoloty czy rakiety dalekiego zasięgu. Kolejną sprawą jest negatywny stosunek do przemysłu obronnego, co dotyczy kolejnych rządów. – Owszem, trzeba było dokonać trudnej transformacji, ponieważ przemysł zbrojeniowy, jaki odziedziczyliśmy po PRL-u, był nastawiony na potrzeby Układu Warszawskiego, który preferował różnego rodzaju broń ofensywną. Po wejściu do NATO konieczne okazało się przeorientowanie rodzimego przemysłu zbrojeniowego pod rzeczywiste potrzeby, jakie się wówczas pojawiły. Fałszywa okazała się także koncepcja sił zbrojnych i trzeba było budować formacje typu ekspedycyjnego, tym samym rezygnując z obrony kraju. To wszystko spowodowało, że polski przemysł obronny znalazł się w bardzo trudnym położeniu i dopiero teraz pojawiają się symptomy zmian w artylerii, również elektronika zaczyna się zmieniać na lepsze – komentuje dr Romuald Szeremietiew. Zanim jednak Polska zbrojna zacznie się zmieniać na lepsze, potrzeba czasu.
W ramach „Planu modernizacji technicznej na lata 2013–2022” Siły Zbrojne RP mają otrzymać sześć baterii rakietowych Wisła i 11 baterii rakietowych Narew, ponadto 77 zestawów przeciwlotniczych Poprad, 486 rakiet przeciwlotniczych Grom lub Piorun, a także sześć przeciwlotniczych systemów rakietowo-artyleryjskich bliskiego zasięgu Pilica, 12 stacji radiolokacyjnych Soła oraz 15 stacji radiolokacyjnych Bystra.
Mariusz Kamieniecki