• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Islam staje się problemem

Wtorek, 3 czerwca 2014 (02:16)

Z ks. infułatem Stanisławem Jeżem, rektorem Polskiej Misji Katolickiej we Francji, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Jaka jest historia pielgrzymowania Polonii do Lourdes?

– Jeżeli chodzi o Francję, to Polonia tu mieszkająca pielgrzymuje do Lourdes przez cały rok. Z chwilą, gdy otworzyliśmy w Lourdes Dom Pielgrzyma, nasi rodacy zdecydowali, że nie chcą mieszkać w hotelach, tylko tutaj, w polskiej atmosferze. W ubiegłym roku było na pielgrzymce ponad 400 osób, w tym roku jest ich o połowę mniej, ponieważ wielu pielgrzymów udało się na kanonizację Ojca Świętego Jana Pawła II. Nasi rodacy bardzo wcześnie zaczęli tutaj pielgrzymować, mamy sztandar w sanktuarium, który jest z XIX wieku. Polacy zostawili go tutaj na pamiątkę 170-lecia Polskiej Misji Katolickiej kilka lat po objawieniach.

W czasie ostatniej pielgrzymki mogliśmy wysłuchać trzech wykładów ks. prof. Tadeusza Guza poświęconych m.in. gender. Jak Francja radzi sobie z naporem tej ideologii?

– Francja się budzi, bo już kilkakrotnie miliony osób wyległy na ulice Paryża w proteście przeciwko ideologii gender. W większości były to młode rodziny z dziećmi, studenci i licealiści. To jest ważny znak, a akcja protestacyjna dalej trwa, bo co rusz organizowane są kolejne manifestacje, wykłady w obronie rodziny i chrześcijańskiej, antropologicznej wizji człowieka. Myślę, że Francja odbiła się od dna, np. w Paryżu na Collége des Bernardins filozofię i teologię studiuje około 3 tysięcy ludzi świeckich. Oprócz tego jest w tutejszym seminarium ponad 120 kleryków. W Paryżu jest 108 kościołów i kilka miejsc pielgrzymkowych, które są bardzo uczęszczane, jak Rue du Bac czy Sacré-Coeur, gdzie zawsze jest pełno ludzi. Bardzo ożyło tu przede wszystkim życie parafialne, głównie dzięki księżom ze Wspólnoty Emmanuel, Wspólnoty Jerozolimskiej i innych, jak również ruchowi neokatechumenalnemu.

Francuzi odczuwają potrzebę powrotu na drogę chrześcijańskiego życia?

– Tak. Kardynał Lustiger bardzo dużo zrobił dla diecezji. Wprowadził telewizję katolicką KTO katolicka, Radio Notre Dame, tygodnik „Notre Dame de Paris”, dzięki czemu Kościół jest obecny w mediach, z których korzysta cała Francja. Zapoczątkował również m.in. Msze Święte w każdą niedzielę o godz. 18.30 w katedrze Notre Dame, do której trudno jest wtedy wejść, gdyż tak piękna jest liturgia. We Francji jestem 35 lat i obserwuję ewolucję tutejszego Kościoła. Zanim wiele lat temu wyjechałem na misję do Afryki, wcześniej byłem we Francji, wówczas Kościół przeżywał tu kryzys. W seminariach zamiast teologii uczono socjologii i w ten sposób bardzo dużo powołań do kapłaństwa zostało utraconych. Teraz się to zmienia w tych diecezjach, gdzie biskupi troszczą się o powołania kapłańskie. Prowadzone są tu noce modlitwy o powołania kapłańskie i specjalne akcje diecezjalne z tym związane. W Tulonie zostało wyświęconych około 40 kapłanów, co na Francję jest dużym wydarzeniem, bo w całym kraju wyświęcono 110. W Tulonie jest właśnie biskup ze wspólnoty Emanuel, który bardzo ożywił swoją diecezję. Takich przykładów jest coraz więcej. 

Ksiądz Infułat też bardzo dużo zrobił, założył przecież około 40 parafii we Francji.

– W sumie założyłem 39 parafii, w samym Paryżu była jedna parafia, w tej chwili jest ich sześć. Pod Paryżem jest kilkanaście parafii, większość tych nowych ja zakładałem i postarałem się, aby przynajmniej w każdej diecezji wokół Paryża był jeden polski ksiądz. Najczęściej w diecezji jest jednak kilku księży. Zakładałem parafie po całej Francji, bo nie było ich w Nicei, Marsylii, Tulonie itd. Bardzo często łączę duszpasterstwo francuskie i polskie, ponieważ sami Polacy nie zdołaliby utrzymać księdza i wybudować kościoła czy jakiegoś ośrodka duszpasterskiego, są to ogromne koszta. Co roku sprowadzam 4-5 nowych księży do duszpasterstwa z tego względu, że biskupi proszą i akceptują duszpasterstwo polsko-francuskie. Tu, we Francji, Polaków niestety jest coraz więcej. 

Dlaczego niestety?

– Bo Polska się wyludnia, a to jest nienormalna sytuacja z punktu widzenia socjologicznego. To absurdalne, że najwięcej dzieci polskich rodzi się w Anglii. W samym Paryżu mamy na katechezie ponad 1800 dzieci, podobnie jest w innych większych miastach. Potem ci Polacy się wynaradawiają, jest także dużo rodzin rozbitych. Siłą rzeczy udziela im się francuski laicyzm, gdyż spotykają tu wielu niewierzących. Problemem we Francji staje się islam, dotyka on również środowisko polskie. Jest wiele Polek, które wychodzą za mąż za islamistów, nie znają islamu, nie wiedzą, że to nie jest religia, tylko system społeczno-polityczny o zabarwieniu religijnym i inspiracji teokratycznej.

Francuzi nie zauważyli, że ci, którzy 30 lat temu byli Marokańczykami, Tunezyjczykami, Algierczykami, dzisiaj są Francuzami i głosują. W niektórych miastach wybierają już tylko swoich. Miałem taki przykład na północy Francji, gdzie pewien ksiądz chciał przedłużyć wynajem mieszkania w bloku. Marokańczyk, zastępca mera od spraw lokalowych, powiedział mu, że ma inne priorytety, bo ma rodziny wielodzietne, i ksiądz musi opuścić mieszkanie.

Muzułmanie utrudniają życie katolikom we Francji?

– Tak. Mamy przypadki, że parafie polskie, które kiedyś były parafiami górniczymi, gdzie kościoły i plebanie wybudowali górnicy, w tej chwili otoczone są muzułmanami. Ksiądz polski musi regularnie robić razem z imamem tzw. marsz pokoju, żeby islamiści nie podpalali czy nie zniszczyli kościoła. Policja czy administracja już tu w ogóle nie interweniuje, bo jest bezsilna. W tej chwili oficjalnie we Francji jest ponad 8 milionów muzułmanów oraz wybudowanych 1800 meczetów. Państwo pomaga muzułmanom w budowie meczetów, a w budowie kościołów nie. Są takie przedmieścia w Paryżu, gdzie policja nie wchodzi, a jeżeli już interweniuje, to w grupie kilkudziesięciu policjantów, bo tak jest tam niebezpiecznie. Są to tzw. strefy bezprawia, gdzie wszystko jest paralelne, np. istnieją szkoły tylko koraniczne. Tymczasem, jak wspomniałem, Polki często wychodzą za muzułmanów. Najczęściej są zmuszone przejść na islam. Wiele z nich zniknęło, widocznie wywieziono je do krajów muzułmańskich, bo dziecko w islamie jest własnością rodziny.

W tym roku we Francji było 3850 chrztów dorosłych, z czego na katolicyzm przeszło 5 procent wyznających islam. Nawracają się z buddyzmu, judaizmu, także niewierzący przechodzą na chrześcijaństwo. O tym się głośno nie mówi, bo na tych, którzy porzucają islam, rzucana jest fatwa, czyli przekleństwo, i grozi im śmierć.

Czy Lourdes dalej pełni taką samą rolę duchowego centrum dla Polonii, jak wcześniej?

– Przez nasz Dom Pielgrzyma w Lourdes przewija się rocznie 7-8 tysięcy ludzi, w większości są to Polacy. Przyjęło się, że w Boże Narodzenie i Wielkanoc dom ten jest pełny, bo ludzie przyjeżdżają do nas całymi rodzinami, żeby spędzić święta w duchu tradycji polskiej. Lourdes jest dla Polonii bardzo ważnym miejscem, niektórzy wracają tutaj co roku. Poza tym są inne miejsca, które Polacy nawiedzają. 13 czerwca mamy pielgrzymkę na Sacré-Coeur w Paryżu, którą ponad 15 lat temu zainicjowałem. Bazylika jest wówczas pełna Polaków z Paryża i regionów. W pierwszą niedzielę lipca jest również Zjazd Katolicki u Księży Pallotynów, którzy prowadzą dom na 130 pokoi dla studentów polskich i międzynarodowych. Dodam, że założyłem pięć ośrodków, jak ten Dom Polskiej Misji w Lourdes, m.in. na Korsyce, w Bretanii i pod Paryżem.

W Lourdes ciągle dokonują się cudowne uzdrowienia?

– Jest 67 cudów uznanych oficjalnie przez Kościół jako cuda niepodważalne z punktu widzenia medycznego, ale jest też bardzo dużo uzdrowień duchowych, które idą w dziesiątki tysięcy. Symbolem tych uzdrowień jest pomnik ślepca, który stoi niedaleko groty. Jest na nim ślepy młodzieniec trzymający krzyż i patrzący w dal. Na pomniku znajduje się napis: „Odnaleźć wiarę to coś o wiele bardziej ważnego, niż odnaleźć wzrok”. Pomnik został wystawiony kilkadziesiąt lat temu, ufundowała go matka tego ślepca. Człowiek ten był bardzo zbuntowany przeciwko Panu Bogu i w nic nie wierzył. Matka namówiła go do przyjazdu do Lourdes, gdzie nie odzyskał wzroku, ale się nawrócił. Potem co roku wracał tutaj do Matki Bożej.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Czartoryski-Sziler