• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Bądźcie płodni

Wtorek, 3 czerwca 2014 (02:00)

„…abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną”

(Rdz 1,28)

Słowa błogosławieństwa, jakie usłyszeli pierwsi rodzice ze strony Stwórcy, odnosiły się do darów, jakie otrzymali. Powołanie do przekazywania życia: bądźcie płodni, rozmnażajcie się, a dar ten upoważnia i umożliwia podjęcie się zadania gospodarzy ziemi. Najważniejszą troską, czyli najbardziej istotnym elementem tego gospodarowania, jest zaludnianie. W tym będzie się mieścić kompetencja poddania sobie wszystkich wydarzeń, całej historii mieszkańców ziemi. Słowa te zostały skierowane do małżonków, do mężczyzny i kobiety, którzy z woli Boga tworzą jedność nierozerwalną, bliższą nawet niż więzy krwi.

Takie są podstawy przekazania władzy nad ziemią: nierozerwalna więź jako formuła tworzenia wspólnoty, odpowiedzialność za życie i odpowiedzialność za porządek społeczny.

Historia biblijna ukazuje nam kolejne rody, pokolenia, które przyjęły słowo Boga i podjęły się budowania ładu społecznego. Przyjęcie tej misji stwarza też postawę odpowiedzialności za sposób gospodarowania Bożym darem. Na tej bardzo szkicowo zasygnalizowanej myśli biblijnej opiera się jedna z definicji rodziny, jest ona szkołą życia społecznego. Troszcząc się o rozwój bogatego człowieczeństwa, przygotowuje ludzi odpowiedzialnych, kandydatów do przyjęcia misji publicznych.

W tym kontekście, a równocześnie w relacji do różnych faktów ostatnich dni stawiamy sobie pytanie: kto nami rządzi i przed kim odpowiada ten, komu zawierzyliśmy nasze codzienne sprawy? W odpowiedzi na to pytanie trzeba wziąć pod uwagę dwa zjawiska. Z jednej strony życie społeczne, a zwłaszcza polityczne i administracyjne, jest tak zorganizowane, że trzeba wyjść z domu rodzinnego, aby przejąć jakieś zadania na rzecz dobra wspólnego. Bardzo często są to nawet konkurujące ze sobą przestrzenie działania człowieka. Konflikt między pełnieniem funkcji społecznych a życiem rodzinnym tragicznie nieraz owocuje częstymi rozwodami. Można by powiedzieć, że w pewnym statystycznym wymiarze ludzie z najwyższych sfer zarządzania procentowo najczęściej mają kłopoty z wiernością przysiędze małżeńskiej.

Jeżeli już mówi się o integracji, to nie na korzyść domu rodzinnego, lecz na korzyść miejsca pracy, firmy, urzędu. Tak zwane spotkania integracyjne w programie wykluczają jakiekolwiek relacje rodzinne.

Jest jeszcze druga postawa, która może się legitymować troską o rodzinę, atmosferę domu i więź międzyosobową. Ale właśnie odnosząc się do tak rozumianego celu życia rodzinnego, zaleca się zamknięcie domu i niewłączanie się w życie społeczne nawet w wymiarze obowiązku udziału w wyborach. Wtedy dochodzi do widocznej patologii w ustroju, który uważany był za najbliższy pragnieniom ludzkim i najbardziej sprawiedliwy w demokracji. Cóż to za demokracja, w której decyzje podejmuje tzw. suweren, czyli naród reprezentowany w jednej piątej podzielonej na małe grupki i ograniczony w decyzjach ustaleniami w bardzo elitarnych gremiach partyjnych przy wystawianiu kandydatów do głosowania. Przecież to nie ma nic wspólnego ani z wolą ludu, ani z troską o dobro wspólne. Zachowujemy się jak kibice, którzy przyszli na mecz. Grupa specjalnie przygotowanych sportowców walczy o zwycięstwo. Nasz udział polega na aprobacie lub dezaprobacie wyniku. Natomiast nie mamy żadnego wpływu bezpośredniego na losy tego wyniku.

Z tego tytułu trzeba wrócić do przypomnienia o obowiązku wychowania obywatelskiego. Wiedza o życiu społecznym utrwala się w sercu człowieka od najmłodszych lat, i to przy bardzo aktywnym udziale rodziców. Oczywiście ich rolę próbują wyłączyć – wręcz nawet wyśmiać – ci, którzy budują środowiska polityczne. Przecież obywatel wyłączony z jakichkolwiek relacji z najbliższymi osobami staje się stosunkowo łatwym obiektem do sterowania i do włączenia go w program ustalony w zamkniętych gabinetach liderów politycznych.

Nie trzeba odbudowywać ustroju monarchicznego i wracać do dynastii Piastów i Jagiellonów, wystarczy, że w domu naszym podejmiemy odpowiedzialne rozmowy na temat troski o Ojczyznę, a gdy trzeba, wyjdziemy z domów i zadbamy o wspólną naszą Matkę przez odpowiedzialny głos na tych reprezentantów, którzy kwalifikują się największą odpowiedzialnością. To jest wychowanie elementarne, a nie jakiś luksusowy dodatek dla ewentualnych przyszłych elit politycznych. Skoro mówimy, że naród jest suwerenem, to tym bardziej suwerenem jest podstawowa struktura tegoż narodu – rodzina. Ale ten suweren musi być sprawny i mieć poczucie odpowiedzialności zarówno wobec swoich najbliższych, zwłaszcza młodego pokolenia, jak i wobec dobra wspólnego – Ojczyzny.

Ks. bp Stanisław Stefanek TChr