• Piątek, 24 kwietnia 2026

    imieniny: Grzegorza, Fidelisa

Dzika radość z klapy

Poniedziałek, 2 czerwca 2014 (02:09)

Wynik słabszy nawet od PSL nie przeszkadza lubelskiej Platformie w wielkim świętowaniu spektakularnej porażki Michała Kamińskiego w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Pierwsze sondażowe wyniki powyborcze exit poll wskazywały, że Michał Kamiński może być pewny mandatu eurodeputowanego z listy Platformy Obywatelskiej. W niedzielny wieczór i w poniedziałek Kamiński odbierał gratulacje, a jednym z pierwszych gości wieczoru wyborczego, który z nimi pospieszył, był Roman Giertych, polityczny brat łata byłego już europosła. Rzeczywistość powyborcza dla Kamińskiego okazała się jednak brutalna: gdy Państwowa Komisja Wyborcza podała oficjalne wyniki głosowania, okazało się, że w regionie lubelskim Platforma Obywatelska poniosła sromotną klęskę, przegrywając nie tylko z PiS, ale i z PSL. W efekcie tylko te dwie partie wzięły po jednym mandacie do PE, a PO została z niczym.

– To klęska – przyznają działacze PO. Ich partia dostała w tym okręgu ledwie 16,24 proc. głosów (65 tys.), podczas gdy na PSL padło 17,54 proc. (70 tys.), a PiS uzyskało poparcie aż 41,20 proc. wyborców (prawie 165 tys.). To był najgorszy wynik PO w całym kraju i Lubelszczyzna okazała się jedynym okręgiem, gdzie partia rządząca nie zdobyła miejsca w europarlamencie. W porównaniu do wyborów w 2009 r. Platforma zanotowała tu znaczny spadek społecznego poparcia. Pięć lat temu dostała prawie 30 proc. głosów (112 tys.), czyli tylko o 6 proc. mniej niż PiS (137 tys.). PSL było zaś daleko w tyle z 13-procentowym poparciem (52 tys.). Zdaniem lubelskich działaczy Platformy, ten bardzo słaby wynik to dowód na ogólnopolską tendencję, gdyż PO dostała w każdym okręgu wyborczym znacznie mniej głosów niż 5 lat temu. Ale zdają się tym zbytnio nie przejmować.

Demobilizacja w PO

– W Lublinie duży wpływ na nasz wynik miała decyzja premiera, który zrzucił nam na spadochronie Michała Kamińskiego, dając mu w dodatku jedynkę na liście. Nie ukrywaliśmy, że to nam się nie podoba. W efekcie nasi członkowie niezbyt aktywnie włączali się w kampanię wyborczą po stronie Kamińskiego, co na pewno mu nie pomogło –mówi osoba z władz wojewódzkich PO w Lublinie. W geście protestu z miejsc na lubelskiej liście Platformy zrezygnowali: europoseł prof. Zbigniew Zaleski i Agnieszka Smreczyńska-Gąbka, była prezes Motoru Lublin. – Z naszych obserwacji i analiz wynika również, że to doprowadziło do demobilizacji znacznej części naszego elektoratu. Ludzie nie lubią po prostu, jak im się kogoś narzuca. Sytuacja byłaby inna, gdyby Kamiński był od lat naszym partyjnym kolegą. A on przyszedł do nas dopiero jak okazało się, że po wyrzuceniu z PiS nie uda mu się zdobyć mandatu posła do PE z innej prawicowej listy. Nasi wyborcy doskonale zresztą pamiętali jego wcześniejsze ataki na Platformę – dodaje nasz rozmówca.

I rzeczywiście, lider Michał Kamiński nie pociągnął całej listy, bo dostał ledwie 23,3 tys. głosów. W 2009 r. Lena Kolarska-Bobińska, która wówczas zdobyła dla PO mandat do PE, dostała 47 tys. głosów, czyli dwa razy tyle, co Kamiński.

Wśród działaczy Platformy z woj. lubelskiego panują mieszane uczucia. Z jednej strony porażka jest dotkliwa i na pewno władze regionalne będą się musiały z tego wytłumaczyć przed premierem Tuskiem i zarządem krajowym partii. Z drugiej jednak strony wiele osób z satysfakcją zaciera ręce, że wyborcy utarli nosa Kamińskiemu (i szefowi rządu). Pokazali bowiem, że nie zgadzają się na ignorowanie zdania lokalnych struktur przy układaniu list wyborczych. – Mam nadzieję, że nie będzie już takich ingerencji z centrali, gdy będziemy układali listy do Sejmu i Senatu. Premier Tusk nie będzie mógł sobie wtedy pozwolić na utratę choćby jednego głosu – słyszymy.

Już był w ogródku

Ale w partii rządzącej nie brakuje także opinii, że taki scenariusz wydarzeń premier przewidział i dlatego wysłał Kamińskiego do Lublina. Gdy bowiem były układane listy kandydatów do PE, notowania Platformy były jeszcze gorsze niż jej wynik i z wielu partyjnych sondaży wynikało, że w Lublinie PO straci swój jedyny mandat do parlamentu w Brukseli. Niektóre sondaże wskazywały nawet na to, że Lubelszczyzna będzie miała tylko jednego deputowanego z PiS, ale na szczęście frekwencja 25 maja okazała się nawet wyższa niż w 2009 r., więc Lublin zachował dwa mandaty do PE. Nic więc dziwnego, że mając w pamięci te niekorzystne sondaże, Michał Kamiński dawał odczuć, że swój wynik uważa wręcz za tryumf. –Przed moim przyjściem wcale nie było takie pewne, że Platforma weźmie na Lubelszczyźnie mandat –na gorąco komentował Kamiński jeszcze w powyborczy niedzielny wieczór wyniki sondażowe, co oczywiście wywołało irytację w Platformie. Bo działacze jego słowa odczytali jako bufonadę, że gdyby to nie Kamiński był liderem listy, to PO nie miałaby czego szukać w tych wyborach. Ale gdy pojawiły się nieoficjalne dane, że jednak Michał Kamiński musi się pożegnać z mandatem eurodeputowanego, nie był już tak rozmowny i radził czekać dziennikarzom na oficjalne wyniki.

– Furorę wśród naszych ludzi robiły potem internetowe memy, w których ludzie pokpiwali z Kamińskiego. Rozsyłaliśmy je sobie nawzajem z dużą satysfakcją –mówi działacz PO z Ryk. To – jego zdaniem – pokazywało najlepiej stosunek lokalnej Platformy do Michała Kamińskiego.

Wykorzystamy go w kampanii

Były spin doktor PiS nie zamierza jednak rezygnować z polityki. Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego zapowiedział przecież, że wstąpi do PO. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Michał Kamiński złożył już dawno Tuskowi propozycję większego zaangażowania się w jesienną kampanię wyborczą do samorządów i w przyszłoroczne wybory do Sejmu i Senatu. Jeden z posłów Platformy wyjaśnia nam, że Kamiński może się Tuskowi przydać, bo wiele na to wskazuje, że wybory parlamentarne w 2015 r. będą bardzo ostre. Gdyby nawet PO powtórzyła wtedy wynik z majowych wyborów do PE, to i tak straciłaby kilkudziesięciu posłów. Wtedy Tusk, żeby zachować władzę, musiałby zaprosić do koalicji także lewicę, a tego jeszcze chce uniknąć. Dlatego jak zwykle będzie chciał zdyskredytować PiS, strasząc powrotem do władzy Jarosława Kaczyńskiego. A ponieważ Kamiński od dawna przoduje w atakach na swoją dawną partię, można być pewnym, że będzie na tym polu jeszcze aktywniejszy. – W zamian ma dostać dobre miejsce na liście kandydatów do Sejmu w okręgu warszawskim albo w okolicach Warszawy – mówi nam działacz PO ze stolicy. – Entuzjazmu to u nas nie wzbudza i może zablokujemy taki scenariusz. Kamińskiemu niechętni są zwłaszcza obecni posłowie naszej partii, bo wszystko wskazuje na to, że nawet tutaj stracimy sporo mandatów – tłumaczy.

Krzysztof Losz