• Piątek, 24 kwietnia 2026

    imieniny: Grzegorza, Fidelisa

Sławomir N. ma sfatygowany czasomierz

Czwartek, 29 maja 2014 (10:11)

Na szczęście jest „Gazeta Wyborcza”. To dzięki niej wiemy o kulisach niesprawiedliwego potraktowania Sławomira N.

Opowiedziała o tym, jak sąd prowadzący sprawę znanego peowskiego polityka Sławomira N. przesłuchał biegłych, którzy szacowali cenę zegarka byłego ministra. Debatowali oni nad ostateczną wyceną słynnego „szwajcara”. Jeden z nich uznał, że wartość zegarka Sławomira N. (bliskiego współpracownika i przyjaciela Donalda Tuska) została znacząco i bezpodstawnie zawyżona.

Osoby pełniące funkcje publiczne mają wykazywać w swoich oświadczeniach majątkowych wartość przedmiotów przekraczających 10 tys. złotych, jeśli tego nie zrobią, a takie przedmioty posiadają, grozi im kara nawet do pięciu lat pozbawienia wolności.

Jeden z nowo przesłuchanych biegłych uznał, że zegarek ma uszkodzenia, jest sfatygowany, szkiełko jest zatarte, dysponuje paskiem o złej kondycji, co zdecydowanie zmniejsza jego wartość. Ba, biegły zdziwił się, że poprzedni ekspert, (który tymczasem rakiem wycofał się ze swojej nieprofesjonalnej ekspertyzy) wycenił go aż na 17 tys. złotych. Nowy biegły obniżył więc wartość zegarka. Teraz słynny czasomierz wart jest od 10 tys. do 12 tys. złotych.

Myślę, że z biegiem czasu wartość ekskluzywnego przedmiotu znów spadnie. Im dłużej będzie trwać ten słynny proces, tym szybciej cena zegarka będzie spadać, aż spadnie poniżej 10 tys. złotych. Jeśli nie, to przyjdzie czwarty, piąty lub szósty biegły rachmistrz i Sławomir N. zostanie oczyszczony ze wszystkich zarzutów, bo zegarek zacznie kosztować 100 złotych, okazując się być zegarkiem radzieckim, tanią podróbką wspaniałej marki Ulysse Nardin, którą kupiono jeszcze za epoki stadionowego Jarmarku Europa.

To bardzo dobrze się składa. Im szybciej znajdzie się bystry biegły, tym lepiej dla Polski. Po wyborach do europarlamentu (których wyniki były efektem bardzo długiego i skrupulatnego procesu przeliczania głosów, oczywiście tylko w tym celu, aby przypadkiem nie popełnić żadnych błędów, aby były w pełni uczciwe), zwalniają się miejsca w dwóch ministerstwach i Donald Tusk szuka nowych, równie wspaniałych kandydatów, porównywalnych co najmniej do tak wybitnych polityków, jak Bogdan Zdrojewski i Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Sławomir N. pasuje jak ulał do tych dwóch resortów, dlatego wielka szkoda, że nie posiada umiejętności multiplikacji (sprawność bilokacji jest w tym przypadku mało przydatna, bo trzeba stawiać się na rozprawach).

Sprawdziłby się on bowiem zarówno w sektorze dla kulturalnych polityków, by swobodnie i mądrze nadzorować polską kulturę, jak również doskonale odnalazłby się jako pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, gdyż bolesne doświadczenia nierównego traktowania z ostatniego czasu były dla niego uzdrawiające i pogłębiły w nim umiejętności empatii, uwrażliwiły na różne niesprawiedliwości tego świata.

Nie jest to już ten sam Sławomir N., jakie zdołaliśmy poznać w epoce jego świetności. Znany był wówczas z nowo otwartych autostrad, ekspresówek, dróg, jezdni, ścieżek rowerowych. Ten znakomity i uśmiechnięty gospodarz często osobiście nadzorował postępowy proces zwany „Polską w budowie”.

Zmiany czasu dotknęły go i zmieniły. Stał się wrażliwszy, kulturalniejszy, sprawiedliwszy w kontakcie ze sprawiedliwym wymiarem sprawiedliwości w Polsce, a właśnie takimi ludźmi chce nas, wszystkich Polaków obdarować dobry premier Tusk, by budować polski raj na ziemi dla wszystkich, bez wyjątku, także dla takich biednych poszkodowanych i niedocenionych fachowców, jak były minister Rostowski czy nowy lublinianin Michał Kamiński.

Dr Tomasz M. Korczyński