Paragraf za pomnik
Czwartek, 29 maja 2014 (02:05)Prokuratura tłumaczy, że wymalowanie sowieckich pomników czerwoną farbą musi skutkować „wdrożeniem postępowania karnego”. Czyn ten jest w Polsce ścigany z urzędu – w 25. roku tzw. wolności.
Artur Górski (PiS) wstawił się za dwoma młodymi mężczyznami, którzy w 2011 r. oblali czerwoną farbą dwa pomniki wdzięczności armii sowieckiej znajdujące się na warszawskiej Pradze. Napisali na nich też „czerwona zaraza”.
Poseł wystosował w tej sprawie pismo do prokuratury, w którym podkreśla, że obydwaj młodzi ludzie nie brali udziału w bezmyślnej dewastacji, ale jedynie dali wyraz swego patriotyzmu i poglądów na temat obecności takich monumentów w przestrzeni publicznej. Prokuratura oskarża ich o dewastację i znieważenie pomników. Ale najdziwniejsze jest to, że mimo iż sąd już raz umorzył postępowanie, to prokuratura odwołała się od tego orzeczenia. W związku z tym studenci znów zasiedli na ławie oskarżonych.
Prokurator, odpowiadając posłowi, broni swojego postępowania, podkreślając, że jest powołany do ścigania przestępstw i zgodnie z zasadą legalizmu był zobowiązany nie tylko do wszczęcia postępowania, ale również wniesienia sprawy do sądu i obrony stawianych zarzutów.
W piśmie prokuratury czytamy, że wymalowanie pomników czerwoną farbą: „obligowało prokuratora do wdrożenia postępowania karnego”, gdyż czyn ten ścigany był z urzędu.
Prokurator Paweł Śledziecki zapewnia, że działania podjęte w tej sprawie są suwerenne i nikt ani żadna instytucja nie ma na jej zachowanie i poglądu żadnego wpływu.
„Nie mogę jednak podzielić poglądu o jednoznacznie entuzjastycznej ocenie ich postawy. Nie można bowiem patriotyzmu utożsamiać z dewastacją obiektów publicznych niezależnie od formułowanych ocen zasadności ich funkcjonowania w przestrzeni publicznej” – twierdzi prokurator Śledziecki. Dodaje, że wynika to m.in. z konieczności przestrzegania umów międzynarodowych zawartych między RP a Federacją Rosyjską w 1992 i 1994 roku. To istotne, ponieważ zdaniem posła, postępowanie prokuratury wygląda na realizację zamówienia politycznego obecnej władzy, która „chętnie tłamsi wszelkie przejawy patriotyzmu wśród młodych ludzi, przestając być obiektywna i niezależna. Jak napisał, staje się przez to ”stroną sporu politycznego o kształt i wolność Polski, występując przeciwko wolności, chroniąc symbole zniewolenia naszego kraju„.
Prokurator zapewnił w piśmie skierowanym do posła, że opinie biegłych historyków składane w sądzie nie pozostaną bez wpływu na postawę prokuratora względem zarzutów formułowanych wobec Daniela L. i Wojciecha B.
Zdaniem Artura Górskiego, daje to nadzieję na pozytywne zakończenie sprawy.
– Widać, że prokuraturę stać na refleksję i chce uwzględniać różne okoliczności, w tym opinie historyków, co może mieć wpływ na wysokość ewentualnego wyroku za ”znieważenie„ sowieckich pomników – ocenia poseł.
Przyznaje również, że niewątpliwie istnienie oficjalnej umowy polsko-rosyjskiej, kwestionowane dziś przez stronę polską, wymusza na prokuraturze działanie z mocy prawa, jednak – jak podkreśla –to działanie nie musi oznaczać penalizacji czynu w kierunku odpowiedzialności karnej ze względu na niską szkodliwość społeczną.
Jak mówił przed sądem dr Wojciech Muszyński, historyk IPN, pierwotnie pomnik na pl. Wileńskim nosił nazwę Bohaterów Armii Czerwonej. Zarówno projekt, jak i całość prac związanych z jego budową pozostawała w gestii sowieckiej. Jednak za odlew monumentu zapłacić musiała strona polska. Podczas ostatniej rozprawy historyk przypomniał, że polskie podziemie niepodległościowe niszczyło tego typu monumenty, których w Polsce zainstalowano ponad 350. W przypadku bryły na pl. Wileńskim było to niewykonalne, gdyż otaczały ją dookoła różne ekspozytury NKWD i UB. Historyk IPN ocenił jednoznacznie, że pomnik był swoistym potwierdzeniem podbicia Warszawy, czego Sowietom nie udało się podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku.
Maciej Walaszczyk