Memorial Day - Dzień Pamięci
Środa, 28 maja 2014 (21:44)„Bo wolność krzyżami się mierzy
Historia ten jeden ma błąd...”
Dzień Pamięci obchodzony co roku w USA pod koniec maja to okazja i obowiązek oddania hołdu tysiącom weteranów poległych w bojach o wolność i niepodległość Ameryki, lecz również innych państw, gdzie walczyli i ginęli za wolność naszą i waszą.
Na nekropoliach amerykańskich spoczywają też tysiące polskich weteranów, którzy walczyli w obu wojnach światowych i po zawierusze wojennej zostali zmuszeni znaleźć się poza granicami Polski.
Nasz motocyklowy hołd rozpoczął się Mszą św. sprawowaną na cmentarzu św. Wojciecha, po której udaliśmy się pod pomnik Katyński i tablicę smoleńską, gdzie złożyliśmy symboliczne biało-czerwone kwiaty i odmówiliśmy modlitwę za te miliony z Golgoty Wschodu i Zachodu oraz tych, którzy polegli w Smoleńsku. Oni chcieli zmienić Polskę i oddali życie w służbie Rzeczpospolitej.
Następny przystanek to pomnik Hallerczyków i również biało-czerwone barwy, modlitwa wraz z wspomnieniem bohaterów z Błękitnej Armii, którzy porzucili swoje amerykańskie domy, rodziny stając przy boku żołnierza polskiego, walczącego w pierwszej połowie ubiegłego wieku o pełne odzyskanie niepodległości przez Polskę. Po Hallerczykach udajemy się na skromny grób Mieczysława Kaniewskiego, którego ojciec, polski inżynier pracował przy budowie kolei transsyberyjskich i tam zginał. Młody Mieczysław znalazł się na wschodnich terenach Polski zagarniętych przez wojska sowieckie, następnie opuszcza „sowiecki raj” z wojskami gen. Władysława Andersa, przebywa we Włoszech, potem Anglia i Ameryka, gdzie kończy żywot.
Jeśli pamiętamy film „Panienka z okienka”, to właśnie siostra Mieczysława, Maria Kaniewska była reżyserką tego filmu dla dzieci. Tu też skromne biało-czerwone kwiaty, proporczyk i modlitwa.
Podjeżdżamy dalej pod krzyż z nazwiskiem Haiman, znów proporce, kwiaty i modlitwa, prócz nas nikogo, a to przecież grób Mieczysława Haimana, poety, pisarza, reportera, dziennikarza, historyka, urodzonego pod Lwowem, założyciela i kustosza Muzeum Polskiego w Ameryce. To dzięki niemu wiemy o przybyciu i pobycie rodaków w pierwszej osadzie w Jamestown w Wirginii w 1608 roku. Zmarł w Chicago w 1949 roku, na jego pogrzebie były tłumy, pozostawił po sobie pokaźny dorobek literacki, wiele pozycji książkowych, artykułów prasowych i wierszy – tak jak te kilka strof z „Listu do kraju’’:
”A teraz matko, ściskam Ci kolana,
Niechaj Cię strzeże dłoń Bogarodzicy,
A przestań płakać, bo już dzionek bliski,
Kiedy zawita syn pod dach Wasz niski…„
Zawitał tylko raz w 1934 roku, odwiedzając m.in. gen. Hallera. Od siebie serdecznie zachęcam do pierwszej biografii Mieczysława Haimana autorstwa Teresy Kaczorowskiej pt. ”Herodot Polonii Amerykańskiej„ wydanej w 2008 roku.
Pozwolę sobie wspomnieć o wizycie pani Kaczorowskiej i mojej u obecnego prezesa Związku Narodowego Polskiego w Chicago p. Spuli w celu nakłonienia go do wydania wszystkich dziel Mieczysława Haimana w języku angielskim i rozprowadzenia do bibliotek i szkół amerykańskich. Spotkanie miało miejsce ponad 5 lat temu. Na odpowiedź wciąż czekamy. Po tych odwiedzinach przejeżdżamy na cmentarz Maryhill na kwaterę weteranów polskich pod ich pomnik z napisem ”Bóg – Honor – Ojczyzna„, jak i liczne groby. Zdążyliśmy na uroczysty harcerski apel i salwę honorową. Stajemy przed płytą twórcy ”Czerwonych Maków″; składamy kwiaty, wbijamy proporce, krótka modlitwa i stojąc na baczność, śpiewamy tę ulubioną pieśń naszemu rodakowi Feliksowi Konarskiemu.
„Czy widzisz te gruzy na szczycie
Tam wróg twój się kryje jak szczur…”
I ciąg dalszy jakże wciąż aktualny i dzisiaj wołający w imieniu tych z Monte Cassino, ale i innych, którzy oddali życie za Polskę.
„Musicie, musicie, musicie
Za kark wziąć i stracić go z chmur…”
A jest kogo strącać, wszak wrogów jeszcze przybyło, więc nie traćmy czasu, zdobądźmy się na czyn Jesteśmy tym najdzielniejszym z dzielnych winni nie tylko modlitwę i pamięć – uradujmy ich:
„Widzę, że nie jest On tylko robaków
Bogiem, I tego stworzenia co pełza.
On lubi huczny lot olbrzymich ptaków
A rozhukanych koni On nie kiełza…
On piórem z ognia jest dumnych szyszaków…
Wielki czyn często Go ubłaga, nie łza
Próżno stracona przed kościoła progiem:
Przed Nim upadam na twarz – On jest Bogiem!
Zachodzimy z kwiatami, flagami i modlitwą na grób wuja naszego kolegi ze Stowarzyszenia Rajd Katyński Pamięć i Tożsamość – por. Wacława Kulewika i jego żony Lucyny, która walczyła w AK.
Następnie podjeżdżamy na grób mojego brata Marka Kawczyńskiego, który był również członkiem naszego Stowarzyszenia, a który patronuje naszemu corocznemu Zlotowi w Merrillville. I znowu kwiaty, proporce, modlitwa. Brakuje cię, Marku! Odwiedzamy również miejsce pochowku Wojciecha Koleśnika – wywiezionego za młodu z Kresów do Niemiec; żołnierza USA służącego w Korei. Wbijamy proporce, składamy kwiaty i oczywiście modlimy się. Jeszcze kilka grobów, m.in Honoraty Oleksy z rodziny naszego kolego Krysa, gdzie zostawiamy biało-czerwone barwy wraz z modlitwą.
W zamyśleniu i powadze rozjeżdżamy się do domów, mając przed oczyma te odwiedzone pomniki, nagrobki, które reprezentują nazwiska ludzi znanych i nieznanych. Tych, którzy poświęcili swe życie Polsce i wolności, którzy nigdy nie pogodzili się z przegraną i z klęską. Tych, którzy nigdy nie zapomnieli, skąd przybyli i dokąd podążali. Ludzi, którzy byli motorem i przykładem dla nas oraz przyszłych pokoleń.
Powtórzmy za naszym św. Janem Pawłem II: ”Słaby to lud, który godzi się na swoją klęskę, gdy zapomina, że został posłany, by czuwać, aż przyjdzie jego godzina. Bo godziny wracają na wielkiej tarczy historii″ oraz te słowa: „Gdzie Twe groby Polsko – gdzie ich nie ma″.
Pamiętajmy i Czuwajmy.
Jacek Kawczyński, Chicago, wsp. Izabela Kozłowska