Premier fanatyków czy wszystkich obywateli?
Środa, 28 maja 2014 (11:15)W Indiach wybory wygrali hinduistyczni nacjonaliści, którzy za podstawę swej ideologii uznają hinduczwę. Zastanawiam się zatem, czy dla chrześcijan z rzekomo największej demokracji świata mogą nastać jeszcze gorsze czasy?
Czytelnikom portalu NaszDziennik.pl nieobce są wydarzenia w Orisie, jakie dotknęły ten stan (szczególnie dystrykt Kandhamal) w sierpniu 2008 roku. Poważne napięcia na tle religijnym, które swobodnie można nazwać pogromami, spowodowały, że ok. 50 tys. chrześcijan musiało uciekać przed atakami hinduistycznych ugrupowań nacjonalistycznych, które zamordowały kilkudziesięciu wyznawców Chrystusa. Płonęli ludzie, w tym dzieci, a zakonnice były gwałcone.
Po spektakularnym zwycięstwie w wyborach do parlamentu przez Indyjską Partię Ludową (Bharatiya Janata Party), organizację reprezentującą hinduistyczny nacjonalizm, ugrupowanie to może rządzić samodzielnie.
Katolicki arcybiskup John Barwa stojący na czele archidiecezji Cuttack-Bhubaneswar we wschodnioindyjskim stanie Orisa podkreślił w rozmowie z przedstawicielem międzynarodowego dzieła katolickiego Stowarzyszenie Papieskie Pomoc Kościołowi w Potrzebie, że „pierwsze wypowiedzi premiera elekta Nerendry Modiego dają mi powody do optymizmu. Być może nasze niepokoje i wątpliwości były bezzasadne. Pożyjemy, zobaczymy. Oczywiście szanujemy wybór, którego dokonał naród. BJP wygrała zdecydowaną większością głosów i oczekiwania wyborców wobec niej są bardzo wysokie”.
Arcybiskup Barwa przyznał także, że w czasie pogromów w Orisie kontakty z przedstawicielami BJP „nie były pozytywnym doświadczeniem. Politycy tej partii nie wypowiadali się przyjaźnie o mniejszościach religijnych. Teraz jednak są odpowiedzialni za cały naród. Narendra Modi podkreślił, że zależy mu, aby każdy miał udział w rozwoju państwa. Bardzo bym się cieszył, gdyby te słowa okazały się szczere. Wtedy stałoby się oczywistym, że nie tylko hinduiści tworzą nasz naród, ale również wszelkie mniejszości. Na chwilę obecną pozostaje nam umacniać się w tej nadziei”.
Zapewne hierarcha, który jest na miejscu, widzi więcej i szerzej, jednak ja jestem sceptyczny. Pamiętam moje spotkanie z poprzednim ordynariuszem archidiecezji Cuttack-Bhubaneswar, tuż po pogromie w Orisie, i ból ks. abp. Raphaela Cheenatha z powodu tragedii, jaka dotknęła całą jego wspólnotę.
Wspomniany lider, od 26 maja nowy premier Indii Narendra Modi, jest odpowiedzialny i oskarżany o „opieszałość” podczas bezkarnego mordowania muzułmanów w 2002 roku. Dla wielu fundamentalistów islamskich, ale też zwykłych muzułmanów jego obecność w rządzie jest nie do wybaczenia i zaakceptowania, co podsumował jeden z wiodących uczonych muzułmańskich Salman Husaini Nadwi: „Narenda Modi jest wrogiem numer jeden muzułmanów w Indiach”. W czasach młodości, o czym także trzeba pamiętać, Modi należał do grupy nacjonalistycznej Rashtriya Swayamsevak Sangh (RSS), która wydała dla BJP wielu aktywnych bojówkarzy-faszystów, realizujących w praktyce założenia hinduczwy, czyli ideologii bazującej na (jakby znajomych) zasadach: jeden naród, jedna religia, jedna kultura, oczywiście hinduistyczna, a nie nazistowska. W każdym razie m.in. członkiem tej niebezpiecznej organizacji był morderca Mahatmy Gandhiego, Nathuram Godse.
Narenda Modi nigdy nie potępił pogromów chrześcijan, ponadto w stanach, gdzie rządzi jego partia BJP, ataki na wyznawców Chrystusa są smutną codziennością. Chciałbym zatem dołączyć do optymizmu abp. Johna Barwy, ale poczekam na fakty w postaci zniesienia antynawróceniowych praw (z hinduizmu na inne religie), które obowiązują w siedmiu stanach Indii (Himachal Pradesh, Gujarat, Madhya Pradesh, Chhattisgarh, Orisa, Arunachal Pradesh i Radżastan), postawienie przed sądem wszystkich zbrodniarzy, którzy dopuścili się gwałtów i morderstw, nie tylko w stanach Orisa czy Karnataka, oficjalnego potępienia tych pogromów, zapanowanie nad prześladowaniem chrześcijan w dwunastu stanach Indii, w końcu oświadczenia premiera, że Swami Laxmanananda Saraswati, przywódca organizacji Vishva Hindu Parishad (VHP) w Orisie, został zamordowany przez maoistów, a nie chrześcijan.
Zamach na życie organizatora licznych prześladowań w Kandhamal był zarzewiem i pretekstem antychrześcijańskich pogromów w Orisie. Pomimo tego, że maoiści przyznali się oficjalnie do mordu, hinduiści wykorzystali śmierć lidera i skierowali zemstę na bezbronną mniejszość chrześcijańską, aby raz na zawsze sprawa chrześcijan była w Indiach przeszłością. Zaproszenie na zaprzysiężenie prezydenta Pakistanu, chociaż wymowne i symboliczne, to za mało, a przynajmniej nie dotyczy bezpośrednio mniejszości chrześcijańskiej.
Dr Tomasz M. Korczyński