Nie chcemy do Rosji
Wtorek, 27 maja 2014 (20:47)Z Panią Katarzyną, mieszkającą w Polsce Ukrainką głosującą w wyborach prezydenckich, rozmawia Marcin Austyn
Dlaczego głosuje Pani poza granicami kraju?
– Mieszkam w Polsce, koło Zgorzelca, i pracuję w Niemczech.
Musiała Pani przyjechać aż do Krakowa?
– Tak, tu było najbliżej. To kawał drogi, ale nie można było nie głosować. Wiem, że ludziom nie zawsze chce się pójść do lokalu, który jest obok domu. Ale nasza sytuacja jest inna. Na Ukrainie jesteśmy krok od wojny. Ludzie wówczas inaczej reagują, gromadzą się, organizują.
To nie przyjechała Pani sama?
– Nie, jest nas większa grupa – ze Zgorzelca, Wrocławia i okolic. Właśnie czekam na przyjazd autobusu. Tak się stało, że z braku miejsca przyjechałam jednym autobusem, a mąż jest w tym drugim. Będziemy głosować razem. To dlatego czekam.
Mieszkają Państwo w Polsce, pracują na Zachodzie, tu płynie Państwa życie. Wiele osób zrezygnowałoby z wyborów.
– Być może, ale ja specjalnie wzięłam dwa tygodnie urlopu i przyjechałam zagłosować. Jutro muszę być w pracy w Niemczech. To trud, ale dla nas to bardzo ważne wybory. Jesteśmy Ukraińcami, to jest nasz kraj, i jeśli coś tam źle się dzieje, to nas bardzo boli.
Nie boją się Państwo, że głosowanie będzie takie jak na Krymie – delikatnie mówiąc, naciągane?
– W Polsce, w konsulacie, nie ma problemów z głosowaniem. Na zachodniej Ukrainie pewnie też nie jest źle, ale z tego, co słyszałam, to na wschodzie Ukrainy nie dzieje się dobrze i głosujący mogli nawet obawiać się o swoje bezpieczeństwo.
Mówi Pani, że dla Ukraińców to ważne wybory.
– Bardzo ważne. Przynajmniej tak to odbieram ja i moja rodzina. Jesteśmy Ukraińcami i bardzo nas boli to, co się dzieje w naszym kraju. Nigdy nie przypuszczałam, że doczekam takich czasów, że takie rzeczy wydarzą się na Ukrainie. To straszne przeżycie.
Są jakieś symptomy, że sytuacja w kraju się poprawi?
– Mam taką nadzieję. Niestety to, co się dzieje, powoduje w nas wielkie obawy o to, że Ukraina zostanie podzielona na dwie części. Ja urodziłam się na zachodzie Ukrainy i tej części kraju bliżej jest do Europy. Na wschodzie kraju jest nieco inaczej, ale tam też są ludzie, którzy nie chcą prezydenta rosyjskiego, tylko swojego, prawdziwego – ukraińskiego. Bardzo bym chciała, by nasi obywatele głosowali za Ukrainą, za jej przyszłością. Bo my nie chcemy do Rosji.
Co zmienią te wybory?
– Jestem przekonana, że będą miały większe znaczenie na zachodzie kraju, ale w rejonie Doniecka wpływy rosyjskie są bardzo silne. Tam po wyborach może być różnie.
Wśród 21 kandydatów widzi Pani człowieka, który jest w stanie zagwarantować lepszą przyszłość Ukrainie?
– Ja takiego kandydata mam.
Rosja nie będzie chciała łatwo pozbyć się wpływów na Ukrainie?
– Tak, bo zawsze miała tam wiele do powiedzenia. Teraz trzyma Ukrainę za bary i nie chce puścić. Myślę jednak, że co by się nie działo, nie oddamy naszej Ojczyzny. Naród ukraiński będzie walczył do ostatniej kropli krwi. Mam nadzieję, że tej krwi nie będzie trzeba więcej przelewać, bo to, co już się wydarzyło, nas przeraża.
W Pani ocenie, państwa unijne zrobiły wszystko, co można, by pomóc Ukraińcom?
– Z jednej strony widzę, że Zachód chce pomóc, ale z drugiej – nie wiem, czy wiele może zdziałać. Trudno powiedzieć. Myślę, że Zachód boi się Putina i nie chce zaogniać stosunków, bo ma swoje interesy.
Dziękuję za rozmowę.