Nieco więcej trzody
Wtorek, 27 maja 2014 (19:36)W styczniu i lutym nieco wzrosło pogłowie trzody chlewnej, ale można być prawie pewnym, że ten pozytywny trend zahamował afrykański pomór świń, który spowodował rolnikom ogromne problemy ze sprzedażą tuczników.
Na początku marca – jak wynika z informacji Głównego Urzędu Statystycznego – pogłowie świń liczyło 11 mln 186 tys. sztuk, co oznaczało wzrost w porównaniu z analogicznym okresem 2013 roku o 2,3 proc., czyli o prawie 255 tys. sztuk. Natomiast w porównaniu do poprzedniego raportu GUS z listopada 2013 roku liczba świń hodowanych w Polsce zwiększyła się o 1,7 proc., czyli o prawie 192 tys. sztuk. GUS precyzował, że w porównaniu do marca 2013 r. zmniejszył się w strukturze krajowego stada świń udział prosiąt (o 3 punkty procentowe) i grupy trzody chlewnej o wadze 50 kg i więcej z przeznaczeniem na chów (o 0,2 pkt proc.), zwiększył się natomiast udział warchlaków (o 0,1 pkt proc.) oraz grupy trzody chlewnej o wadze 50 kg i więcej z przeznaczeniem na ubój (o 3,1 pkt proc.). W całej krajowej hodowli najwięcej mamy trzody o wadze 50 kg i więcej, z przeznaczeniem na ubój – 39,0 proc., potem prosiąt o wadze do 20 kg – 25,6 proc. i warchlaków o wadze od 20 do 50 kg – 26,2 proc. Z kolei 9,2 proc. stanowi trzoda chlewna o wadze 50 kg i więcej, z przeznaczeniem na chów (w tym lochy prośne – 6,0 proc.).
Poprzedni rok był bardzo zły dla sektora mięsnego, bo ciągle spadało pogłowie trzody, które pod koniec 2013 roku wynosiło mniej niż 11 mln sztuk. W ten sposób poziom hodowli spadł do stanu sprzed ponad pół wieku. Teraz więc powiało trochę optymizmem, bo niejako odwrócił się poprzedni trend. Jednak eksperci są bardziej ostrożni. Wskazują, że te informacje, choć rzeczywiście dobre, to jednak obejmują jeszcze okres przed kryzysem, jaki dotknął hodowców trzody po ogłoszeniu, że w Polsce wykryto dwa ogniska afrykańskiego pomoru świń (ASF) u dwóch padniętych dzików. Rolnicy z powiatów ze „ściany wschodniej”, które były objęte strefą buforową, przez wiele tygodni – od około 18 lutego do połowy maja – nie mogli sprzedać tuczników, bo zakłady mięsne ich nie kupowały z powodu obaw o obostrzenia sanitarne. W rezultacie tysiące świń, zamiast trafić do rzeźni, stały dalej w kojcach, ich waga wzrastała do 150-200 kg, co oznaczało wyższe koszty hodowli, a w dodatku za takie przerośnięte sztuki płacono rolnikom o wiele mniej (nawet 2-3 zł za 1 kg) niż wynikało to ze standardowych cen skupu. Co więcej, skoro były kłopoty ze zbytem, to rolnicy nie kupowali warchlaków, bo nie mieli ich gdzie trzymać, i w efekcie nie odnawiali swoich stad. To zaś może mieć duży wpływ na poziom hodowli w okresie marzec – maj, ale również i w kolejnych miesiącach. I najbardziej niepokojący jest właśnie wskaźnik spadku liczby prosiąt, bo to oznacza, że w przyszłości obniży się pogłowie świń.
Kłopoty związane z ASF dały o sobie znać – choć w mniejszej skali – w całym kraju, bo spadały ceny skupu. W pierwszym kwartale 2014 r. przeciętna cena 1 kg żywca wieprzowego wynosiła w skupie 4,80 zł i była o 8 proc. niższa od cen w pierwszym kwartale 2013 r. W marcu za 1 kg żywca płacono rolnikom tylko 4,73 zł – to o 11,6 mniej niż w marcu 2013 r., czyli mięso było wciąż znacznie tańsze – o ponad 1 zł – niż koszty jego produkcji. Potem, co prawda, wieprzowina zaczęła drożeć, ale to nie zahamowało negatywnych trendów. Taka sytuacja mogła spowodować, że część rolników zdecydowała się na dalsze zmniejszanie hodowli lub zrezygnowała z trzymania zwierząt w chlewniach. Czy tak się stało, dowiemy się z kolejnych raportów GUS.
Krzysztof Losz