Kto wspiera Boko Haram?
Poniedziałek, 26 maja 2014 (19:24)Zajmując się problemem islamskiej organizacji terrorystycznej Boko Haram, kilkakrotnie podnosiłem na łamach portalu NaszDziennik.pl kwestię współpracy północnych rządów federalnych Nigerii z tymi groźnymi bandytami. Tragedia uprowadzonych chrześcijańskich dziewczynek z miejscowości Chibok w stanie Borno jest wyłącznie najnowszą odsłoną tej patologii.
Jak przypomina międzynarodowe dzieło chrześcijańskie Open Doors, część rządu Nigerii popiera antychrześcijańskie hasła głoszone przez Boko Haram. „Wielu Nigeryjczyków nie ufa wojskowym i policji, ponieważ niektórzy z nich podzielają poglądy Boko Haram” – mówi Samuel Dali, lider wspólnoty chrześcijańskiej w Mubi.
Większość policjantów to muzułmanie, a są wśród nich i tacy, którzy popierają islamskich rebeliantów. Dali twierdzi, że wielu rodziców jest rozczarowanych nieudolnością rządu.
Zastanawiają się, czy kiedykolwiek zobaczą swoje córki, zwłaszcza że w ich odczuciu władze zachowują się tak, jak gdyby nic się nie stało. Nie licząc wizyty gubernatora stanu Borno zaraz po porwaniu, nie odbyło się żadne spotkanie w tej sprawie. Interwencja wojska po porwaniach była znikoma, dlatego też Samuel Dali oskarża rząd o współdziałanie z rebeliantami.
Dali przyznaje, że są to poważne zarzuty, jednak ma silne przekonanie, że „Boko Haram przedarło się do wszystkich struktur rządowych”. Jego zdaniem, rodzice widzą jedyny ratunek w pomocy z zagranicy: „Reakcja ludzi na całym świecie dała im nadzieję i właśnie w pomocy z zewnątrz upatrują szansę na odzyskanie córek”.
Sharon Ikeazor, przedstawicielka nigeryjskiej opozycji, odwiedziła w zeszłym tygodniu Londyn, prosząc o pomoc w tej trudnej sprawie. „Ostatni miesiąc był dla nas koszmarem” – powiedziała BBC. „Najważniejsze było pierwsze dziesięć dni. To wtedy siły rządowe mogły najłatwiej odbić dziewczęta. Czujemy, że jeśli nie poczynili żadnych postępów w czasie trzydziestu dni, nic więcej się nie wydarzy”.
Podczas wywiadu dla BBC Sharon Ikeazor została zapytana o przyczynę braku zdecydowanej interwencji ze strony rządu. Jako przyczynę podała brak „silnej woli”. Akcja uprowadzenia takiej ilości dziewczynek to wyzwanie infrastrukturalne, a ślad operacji, w której bierze udział wiele pojazdów i ludzi, trudno jest ukryć.
Gubernator stanu Borno Kaszim Szettima powiedział, że „najważniejszych było kilka pierwszych dni. Niektóre ciężarówki zepsuły się po drodze i to właśnie wtedy części dziewcząt udało się uciec. Inne zbiegły, kiedy wysłano je po wodę”. Gubernator twierdzi też, że dopiero wzburzenie ludzi na całym świecie spowodowało, że nigeryjski rząd został wyrwany z letargu. Prezydent Jonathan Goodluck miał zainicjować dyskusję w tej sprawie dopiero dziewiętnaście dni po porwaniach.
Zrzucając odpowiedzialność na rząd centralny, gubernator całkowicie się skompromitował i wykazał potężnym cynizmem (nie pierwszy raz, o czym pisałem także tutaj). To w stanie, którym zarządza, doszło do tragedii chrześcijanek, on sam pierwszy nie zareagował, a przecież dysponuje odpowiednimi środkami do przeprowadzenia dochodzenia, w końcu to jego żołnierze i jego urzędnicy współpracują z Boko Haram.
Kilka krajów już udziela pomocy w poszukiwaniach, choć trzeba przyznać, że nigeryjski rząd centralny nie wykazuje wielkiej inicjatywy. CNN donosi, że zastosowano amerykańskie drony i załogowe samoloty rozpoznawcze. Dzięki CNN wiemy także, że Nigeria zgodziła się na współpracę ze swoimi czterema sąsiadami w dziedzinie wywiadu i nadzorowania granic. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i inne kraje Unii Europejskiej mają dostarczyć wsparcia technicznego i merytorycznego w walce z Boko Haram w tym regionie.
dr Tomasz M. Korczyński