Apetyt rośnie
Poniedziałek, 26 maja 2014 (02:00)Silna reprezentacja w Parlamencie Europejskim, przewodnictwo we frakcji EKR i premia na przyszłość. Tak wynik wczorajszych wyborów komentują politycy PiS.
Ani euforia, ani rozczarowanie – tak można opisać wczorajszą atmosferę w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości. – To są wybory dla nas trudne – mówił Jarosław Kaczyński w krótkim przemówieniu po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów do Parlamentu Europejskiego. Spośród kandydatów PiS mandaty zdobyli: Janusz Wojciechowski, Bolesław Piecha, Tomasz Poręba, Ryszard Czarnecki, Kosma Złotowski, Zdzisław Krasnodębski, Dawid Jackiewicz, Karol Karski, Marek Gróbarczyk, Anna Fotyga, Beata Gosiewska, Zbigniew Kuźmiuk, Jadwiga Wiśniewska. Prawdopodobnie mandaty uzyskali również: Ryszard Legutko, Andrzej Duda, Mirosław Piotrowski, Marek Jurek, Kazimierz Ujazdowski, Stanisław Ożóg.
– PiS jest trwałym i nieusuwalnym elementem sceny politycznej – komentowali politycy opozycji.
– Nie ma powodów ani do wisielczego humoru, ani do entuzjazmu, ale różnica w trendach między rokiem 2009 jest ewidentna ze wskazaniem na PiS – ocenia poseł Jan Dziedziczak. Przypomina, że wczorajsze wybory były pierwszymi od trzech lat, w których wyborcy głosowali na partie, a ostatnimi przed kolejnymi zmaganiami do parlamentu.
Politycy PiS przyznawali wczoraj, że kampania partii była bardzo trudna, z mniejszym akcentem na sprawy krajowe, takie jak problemy służby zdrowia, kwestie socjalne czy gospodarcze.
– Jeżeli jest remis na europejskim gruncie, to znaczy, że w przypadku kwestii krajowych, gdzie sytuacja jest dramatyczna, PiS będzie za rok zwycięzcą – ocenia poseł Krzysztof Szczerski.
W kuluarach przyznawano jednak, że partia powinna od dłuższego czasu dystansować Platformę o kilka punktów procentowych. I takie były też wczoraj oczekiwania. – Wobec tego, co się dzieje w Polsce, te wyniki, a chodzi o głosy uzyskane przez PO, to coś niezrozumiałego – rozkładają ręce.
Jednak znaczny skok w porównaniu z wynikiem w 2009 r. wzięto za dobry prognostyk na przyszłość.
Jarosław Kaczyński właśnie z taką nadzieją komentował wstępne wyniki głosowania. Podsumowując dane sondażowe, wyliczył, że to wynik lepszy niż 5 lat temu, który będzie premią na przyszłość. – Uzyskaliśmy najlepszy wynik ze wszystkich dotychczasowych. Różnica między nami radykalnie się zmniejszyła: od 17 punktów, co daje powody do optymizmu przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.
– To dobra podstawa do dalszej ofensywy. Naszym celem jest dobra zmiana w Polsce. Droga do tej dobrej zmiany została otwarta – mówił lider największej partii opozycyjnej.
Politycy PiS nie kryli oczywiście, że tym, co należy uznać za sukces, jest zwiększenie puli mandatów, jakie partia będzie miała w Parlamencie Europejskim.
Ze wstępnych wyników sondażowych wynikało, że PiS będzie reprezentować w europarlamencie 19 posłów. Poseł Krzysztof Szczerski ocenia, że dla PiS zdziesiątkowanego w PE frondami na rzecz Platformy Obywatelskiej i Solidarnej Polski to gigantyczna zmiana. – Daje to nam większą możliwość oddziaływania tu, w Polsce, ale także w PE, ponieważ wyniki z Czech i Wielkiej Brytanii pokazują, że to PiS będzie teraz kluczowym ugrupowaniem frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów – ocenia. Szczerski jest przekonany, że już dziś można mówić, że któryś z polityków PiS obejmie funkcję szefa frakcji.
Ewidentnym wyzwaniem dla polityków PiS jest fakt, że głosy jego potencjalnych wyborców padły na listy Solidarnej Polski, partii Jarosława Gowina czy Ruch Narodowy. – Dzisiaj wiemy, że każdy głos oddany na partię Zbigniewa Ziobry był głosem straconym. To powinno dać również wyborcom sporo do myślenia, bo to już jest koniec SP – ocenia Szczerski.
Dziedziczak dodaje, że najwłaściwsze było zblokowanie list z politykami Prawicy Rzeczypospolitej Marka Jurka, co dało temu ostatniemu prawdopodobną możliwość formułowania swojego stanowiska na forum PE. – Dla dobra naszych wartości liderzy obu partii potrafili się porozumieć, gdy tymczasem panowie Ziobro i Gowin nie będą mieli żadnego wpływu na rzeczywistość, a głosy, które padły na ich ugrupowanie, po prostu się zmarnowały – dodaje Dziedziczak.
Maciej Walaszczyk