• Czwartek, 23 kwietnia 2026

    imieniny: Wojciecha, Jerzego

Głosowanie powinno być obowiązkowe

Poniedziałek, 26 maja 2014 (00:30)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Znamy już pierwsze, sondażowe wyniki dzisiejszych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Przełomu nie było…?

– Wynik wyborów, wprawdzie wciąż sondażowy, pokazuje, że na polskiej scenie wciąż mamy dwóch liderów – PO i PiS. Nic się w tej materii nie zmieniło. Zaskakujący jest natomiast wynik SLD-UP, które przeskoczyły wcześniejsze sondaże, stając się trzecią siłą polityczną w Polsce.

O czym to świadczy?

– Ten wynik świadczy o tym, że SLD-UP przejęła część elektoratu Europy Plus Twój Ruch. SLD wraca do starego, tradycyjnego elektoratu.   

Jak skomentuje Pan wynik Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego?

– KNP okazuje się czarnym koniem i tak naprawdę największym zwycięzcą dzisiejszych wyborów. To również dowodzi, że ugrupowanie Janusza Korwin-Mikkego jest w stanie rywalizować i wygrać z PSL.

Platforma Obywatelska kolejny raz uwiodła Polaków…?

– Myślę, że nie. Ta partia broni swoich przyczółków i stanu swojego posiadania. Na wynik PO trzeba spojrzeć także pod kątem wyborów samorządowych, do których pozostało niespełna pół roku. Okazuje się, że kampania PO prowadzona pod hasłem „Silna Polska w bezpiecznej Europie” z wyraźnym akcentem na bezpieczeństwo z wplątaniem w to wszystko wątku ukraińskiego, dotarła do ludzi, dla których poczucie bezpieczeństwa ma wielkie znaczenie.   

Prawo i Sprawiedliwość, wprawdzie nieznacznie, ale kolejny raz przegrywa z partią Donalda Tuska…

– Stan posiadania obu ugrupowań jest niezmienny. W ostatecznym rozrachunku może się okazać, że różnice między PO a PiS będą ułamkowe, a o zwycięstwie mogą zadecydować zaledwie setki głosów w skali kraju. W tej sytuacji bardziej wskazywałbym na remis niż na zwycięstwo jednej czy drugiej partii.  

Czy niespełna 4-procentowy wynik Europy Plus Twój Ruch oznacza koniec politycznej „kariery” tej formacji?

– Według mnie, jest to przede wszystkim porażka Aleksandra Kwaśniewskiego. Były prezydent, stając się twarzą Janusza Palikota, stracił wiarygodność. Ten wynik pokazuje też faktyczne możliwości Kwaśniewskiego na polskiej scenie politycznej.

Porażka Solidarnej Polski czy Polski Razem pokazuje, że samodzielnie trudno cokolwiek zdziałać na scenie politycznej. Czy to schyłek tych ugrupowań?

– To potwierdzenie, że nie można w nieskończoność dzielić tego samego elektoratu. Czas na dojrzałość polityczną i uświadomienie, że dzielenie kończy się niebytem. Fakty są nieubłagane – Solidarna Polska i Polska Razem muszą czekać do jesiennych wyborów samorządowych i zacząć myśleć racjonalnie o swoim przyszłym bycie, w ewentualnych koalicjach czy też przekierowaniu na współdziałanie z innymi partiami. Zwycięstwo ma wielu ojców, a porażka jest zawsze sierotą. Dzisiejszy wynik pokazuje, że mamy sierotę na prawicy. Podejrzewam, że ten elektorat będzie szybko zagospodarowany przez PiS i KNP, a liderzy Solidarnej Polski i Polski Razem muszą podjąć decyzję, co dalej.

Sondażowa frekwencja to 22,7 procent. Komu tak naprawdę Polacy dali czerwoną kartkę, nie idąc na wybory: politykom czy może Unii Europejskiej, która coraz mniej przypomina wspólnotę…?

– Niska frekwencja pokazuje, że Polacy są zmęczeni, że mają po prostu dosyć kłótni i ciągłych waśni na politycznej scenie, bezładu i niedotrzymywania składanych przez polityków obietnic. W tej sytuacji powstaje pytanie, czy nie warto się zastanowić nad wprowadzeniem w Polsce obowiązkowego udziału w głosowaniu. Jeżeli spojrzymy na koszty wyborów w skali kraju, to z ekonomicznego punktu widzenia wychodzi na to, że jesteśmy marnotrawcami ogromnych pieniędzy publicznych. Trudno oczekiwać od polityków skuteczności, kiedy frekwencja wynosi niewiele ponad 20 procent. Blisko 80 proc. Polaków zostało w domach, mając w nosie wybory. Dzisiaj nikt nie rozlicza polityków, a jednocześnie nie zmusza ich poprzez zwiększenie frekwencji do większej aktywności i zabiegania o głosy poparcia. Wychodzi na to, że opłaca się być politykiem miernym, biernym, a po zdobyciu mandatu mieć pięć lat spokoju. Czas najwyższy to zmienić i zacząć szanować publiczne pieniądze. Skoro inne kraje potrafią to zrobić, to dlaczego nie my. Skoro obowiązkowe może być szczepienie dzieci czy nauka sześciolatków w szkołach podstawowych, to niby dlaczego tak ważna decyzja i tak kosztowna sprawa w skali kraju, jak głosowanie w wyborach, nie miałaby być obowiązkowa, a nieobecność nieusprawiedliwiona np. chorobą nie miałaby być karana mandatem. Narzekać na otaczającą rzeczywistość jest bardzo łatwo, czas najwyższy wyjść z domu i zacząć podejmować decyzje.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki