Arabscy szejkowie vs. piłka nożna
Wtorek, 21 sierpnia 2012 (10:29)Zakończyły się igrzyska w Londynie, o fatalnym Euro już prawie zapomnieliśmy… Czym więc w nadchodzących dniach, tygodniach i miesiącach przyjdzie się emocjonować „niedzielnym” kibicom? Słowa "niedzielny" nie używam tu wszakże w pejoratywnym znaczeniu, ale w oddającym najpełniej sens tego sformułowania. Zajęty codzienną pracą człowiek, a potem obowiązkami domowymi nie ma zwyczajnie czasu, aby śledzić wszystkie zmagania sportowe, które być może by chciał, a które z tego właśnie powodu przechodzą mu koło nosa. Dlatego też najczęściej dla statystycznego kibica niedziela jest świętem, co najmniej z dwóch powodów. To wtedy możemy bowiem nadrobić zaległości w informacjach ze stadionów i aren świata, a nawet obejrzeć na żywo jakiś ciekawy mecz.
Po blamażu polskich piłkarzy w towarzyskim meczu z Estonią pod dużym znakiem zapytania stoi, czy będzie nam dane oglądać eliminacje do mistrzostw świata na wysokim poziomie w wykonaniu naszych reprezentantów. Z drugiej strony też rozpoczynają się zmagania ligowe w najlepszych klasach rozgrywkowych w Europie. Ruszyła już przecież angielska Premiership. Niemiecka Bundesliga, francuska Ligue 1 czy hiszpańska BBVA są o krok od startu. W tych wszystkich przypadkach mamy zagwarantowany najwyższy poziom, niestety mamy też do czynienia ze wspomnianym przeze mnie deficytem czasu, jaki dotyka niedzielnego kibica. Zwyczajnie nie jesteśmy w stanie śledzić tych rozgrywek na bieżąco. Na szczęście na ratunek przychodzi nam Liga Mistrzów, gdzie najlepsze zespoły wspomnianych lig możemy oglądać jak w pigułce.
A skoro Liga Mistrzów, to jak co roku stawiamy sobie pytanie: Czy rozgrywki te zostaną zdominowane przez drużyny należące do „szejków”? Jak do tej pory na szczęście dla futbolu w tych prestiżowych zawodach nie tryumfowały teamy złożone z supergwiazd zakupionych przez bogaczy ze Wschodu. W XXI wieku trend budowania takich drużyn zapoczątkował Roman Abramowicz i jego Chelsea. Dobrze pamiętamy, jak niebotyczne pieniądze Rosjanin wykładał, aby ściągnąć do Londynu największych piłkarzy ówczesnego futbolu z Szewczenką, Ballackiem i Drogbą na czele. Zwycięstwo w Lidze Mistrzów przyszło dla Chelsea dopiero po wielu latach i wielu zmianach trenerów, o dziwo kiedy Abramowicz nie szastał już tak pieniędzmi, a zakupy piłkarzy były bardziej przemyślane.
Później nastała era nowych „Galacticos” w Realu Madryt. Było jasne, że drużyny na poziomie tej z Raulem, Guttim, Figo, Ronaldo i Zidanem się nie zbuduje, ale na Santiago Bernabeu za duże pieniądze ściągnięto Cristiano Ronaldo, Pepe, Kakę czy Karima Benzemę. Największą zaś gwiazdą, jaką sprowadzono do „Królewskich”, był portugalski trener Jose Murinho. Jak do tej pory, poza naprzemiennym zdobywaniem tytułu mistrza Hiszpanii z Barceloną, odnowiony Real pod wodzą „Special One” po najwyższe trofeum europejskie sięgnąć nie może.
Jednym z najświeższych przykładów klubu z zapleczem stworzonym przez „szejków” jest Manchester City. Dotychczas największym prestiżem dla każdego piłkarza na Wyspach była gra dla ich rywala zza miedzy - United. Tym razem jednak pieniądze w sąsiednim klubie są tak duże, że ulegają im najwięksi. Arabowie wyłożyli naprawdę grube miliony na takich zawodników, jak Sergio Aguero, Samir Nasri, David Silva czy Carlos Teves. Jeden z najlepszych zawodników Euro 2012 Mario Balotelli też do City nie przeszedł za worek piłek i korkotrampki. Temu naszpikowanemu gwiazdami klubowi udało się sięgnąć po mistrzostwo Premiership, ale w europejskich pucharach sukcesów na razie brak.
W tegorocznym sezonie najbardziej „szejkowym” klubem będzie jednak francuskie PSG. Przekonamy się, czy petrodolary rzucone tym razem na paryskie podwórko przyniosą inny rezultat niż do tej pory. Na Parc des Princes trafili już na mocy przedsezonowych transferów Thiago Silva i Zlatan Ibrahimovic z Milanu oraz uważany z jednego z najlepszych napastników ligi włoskiej Ezequiel Lavezzi. Do Paryża przeniesie się także prawdopodobnie brazylijski supertalent Leo Moura, sprzątnięty przez arabskich inwestorów niemal sprzed samego nosa Alexowi Fergusonowi, trenerowi Manchesteru United.
Dzięki zakupieniu tak wspaniałych piłkarzy z całą pewnością wzrośnie liczba kibiców paryskiego klubu. Jednak czy PSG już w swoim pierwszym „złotym” sezonie będzie w stanie pokonać bardziej zgrane ekipy z boisk Hiszpanii, Anglii czy Niemiec? Oby nie. Osobiście nadal wierzę w to, że pieniądze same nie grają, a najbardziej prestiżowe rozgrywki padną łupem klubu, który przeprowadza mądre transfery, wprowadza do składu wychowanków i sukcesywnie kontynuuje swoją myśl szkoleniową. Kilka takich klubów jest, a co dodatkowo cieszy - są w nich także czasem Polacy.
Łukasz Sianożęcki