• Czwartek, 23 kwietnia 2026

    imieniny: Wojciecha, Jerzego

Cisza wyborcza

Piątek, 23 maja 2014 (09:59)

Państwowa Komisja Wyborcza informuje, że cisza wyborcza przed wyborami do Parlamentu Europejskiego rozpoczyna się w dniu 24 maja od godz. 0.00 i trwa do zakończenia głosowania w eurowyborach w Polsce – do godz. 21.00 w dniu 25 maja 2014 r. (niedziela).

Innymi słowy, wkrótce przez niemal 48 godziny będziemy udawać, że nic się nie dzieje, chociaż dokonywać się będą ważne wybory dla naszej Ojczyzny. Niestety coraz więcej praw jest narzucanych naszemu krajowi w sposób zewnętrzny. Pod pretekstem sloganów o rzekomym duchu jedności Europy, Strasburg i Bruksela podcinają, ku uciesze libertynów, socjalistów, gejów, feministek i masonów, korzenie naszego Narodu.

Do tego ta cisza wyborcza. Jest ona archaicznym wymysłem w erze internetu i należy go nareszcie zlikwidować. Gdybyż była tylko absurdem…, ale niestety jest ona zniewalającym wolność wypowiedzi kagańcem, który dodatkowo narzuca cenzurę i autocenzurę wyrażanych opinii. To obywatele, a nie prawo powinni decydować, kiedy chcą milczeć na temat polityki i polityków, kiedy, mając ich dość, nie chcą o nich mówić. Dlaczego w ciągu tych dwóch dziwnych dni nie można samoistnie decydować o milczeniu na temat kandydatów do PE?

Tym bardziej że jeśli ktoś będzie chciał agitować, to znajdzie i na to metodę w czasie wyborów, pomimo ciszy, zakazów, gróźb, grzywien. Będzie potrafił i tak odpalić bombę w ostatnim decydującym momencie. Na przykład „Gazeta Wyborcza” chytrze rozegrała PiS w październiku 2007 roku, kiedy hasłem: „Zmień kraj. Idź na wybory” zasugerowała, że trzeba głosować przeciwko tej partii.

Jednak dla publicystów, komentatorów czy blogerów, którzy nie mają ochoty na taką tajną dywersję, stosowanie podchodów, szyfrowanie, ale chcą i są zobowiązani do udzielania jasnej i czytelnej wypowiedzi dla oczekującej tego opinii publicznej, jest to niewątpliwie poważne ograniczenie, z demokracją mające niewiele wspólnego. Problem nie leży też w tym, że publicyści nie mogą wyrażać swoich opinii politycznych w ciągu zaledwie 48 godzin, ale w tym, że w ciągu tych 48 godzin muszą politycznie milczeć, ponieważ przez dwa dni obowiązuje w kraju cenzura i ograniczenie prawa do wolności słowa.

Załóżmy hipotetycznie, że wybierający się do Europarlamentu kandydat ma coś na sumieniu, nie musi to być nawet dokonanie jakiegoś poważnego przestępstwa, ale wykroczenie bądź zdarzenie całkowicie go kompromitujące, o którym opinia publiczna powinna wiedzieć, zanim wyborcy oddadzą na niego swój głos. W sytuacji, gdy otrzyma immunitet bardzo trudno będzie go rozliczyć. Czy to jest wolność? Przeciwnie, to ograniczanie prawa opinii publicznej do pełnego dostępu do wiedzy. Wystarczyłby właściwie tylko jeden taki przypadek, a zasadność cenzury ciszy wyborczej legnie w gruzach.

Powiedzmy, że problem pojawia się nagle, w dzień wyborów, a dziennikarze posiadający wiedzę na ten temat nie mogą zareagować, ponieważ niestety trzeba milczeć. W tym czasie nie można bowiem  o kandydatach nic pisać i mówić, gdyż grozi za to kara. Nie można o niczym informować, bo nastąpi likwidacja portalu wynikająca z jego niewypłacalności po potężnej grzywnie, nie można rozmawiać o danym kandydacie z innymi ludźmi, bo jeszcze ktoś doniesie, więc po co ryzykować? Lepiej udawać, że nic się nie dzieje.

Poza tym założenie, że Polacy muszą mieć odpowiednią ilość czasu (niemal 48 godzin) na dokonanie wyboru jest czystą hipokryzją i obrażaniem zdrowego rozsądku. Dlaczego zatem nie wydłużyć ciszy wyborczej do tygodnia albo miesiąca, albo roku?

Kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego była nudna, raziła dyletanctwem uczestniczących w niej celebrytów (rzadziej rasowych polityków), była też pozbawiona dobrego gustu i smaku. Myślę, że mocno zniechęciła wahających się obywateli, którzy zastanawiali się, czy brać w wyborach w ogóle udział. Jeśli frekwencja przekroczy próg 20 proc., to można ogłosić wielki sukces. Dlatego także i w tym aspekcie cisza wyborcza nie pomaga w podwyższeniu frekwencji wyborczej, gdyż w tej ciszy o wyborach się zapomina (w ich kulminacyjnym momencie), są przez to mniej ekscytujące, brakuje bodźców, które mogłyby w jakimś sensie zachęcić wyborców do aktywnego włączenia się ich samych do walki.

Słyszymy często, że polscy politycy powołują się na demokrację amerykańską. Niech będą w tym konsekwentni do końca i zniosą nareszcie to ograniczenie wolności słowa. Kiedy wreszcie zostanie zlikwidowana w Polsce cisza wyborcza, nie wiem, ale jest to mój obywatelski postulat. Do ciszy nocnej nie mam zastrzeżeń.

Dr Tomasz M. Korczyński