Bezradne państwo
Wtorek, 21 sierpnia 2012 (06:33)Państwo nie ostrzegło obywateli przed piramidą finansową - przyznaje dwa tygodnie po ujawnieniu afery Amber Gold minister sprawiedliwości. Powinien uderzyć się we własne piersi. Jeszcze w marcu Jarosław Gowin rekomendował poluzowanie rygorów zawodu doradcy inwestycyjnego.
- Czas na wyciągnięcie wniosków wobec instytucji, być może konkretnych osób, które w tej sprawie zawiodły. Mam takie poczucie, że niezależnie od stopnia ryzyka, jakie podjęły te osoby, które przyłączyły się do piramidy finansowej, to rolą państwa jest co najmniej wystawianie znaków ostrzegających. Z tej roli państwo nie wywiązało się w sposób satysfakcjonujący - mówił minister Jarosław Gowin na specjalnej konferencji prasowej w gdańskim sądzie. Zapowiedział wyjaśnienie działań policji i prokuratury.
Gowin przyjechał do Gdańska, by ogłosić wyniki lustracji spraw sądowych, w jakich zapadały wyroki skazujące Marcina P. za przestępstwa gospodarcze i oszustwa. - Szef resortu nie chciał ich jednak komentować, powołując się na niezawisłość sądów.
- W odniesieniu do większości z tych wyroków nie istniała podstawa do odwieszania wykonania kary, dlatego że kolejne wyroki dotyczyły czynów podejmowanych przed wydaniem pierwszego wyroku - tłumaczył minister sprawiedliwości, wskazując na fakt dokonania ich przez osobę młodocianą, co było dla sędziów okolicznością łagodzącą.
Jak dodał, podstawą do odwieszenia wyroków już zasądzonych, ale takich, które nie uległy zatarciu, może być jedynie skazanie Marcina P. po raz kolejny.
W ocenie ministra, sądy rejestrowe powinny mieć bezpośredni kontakt z Krajowym Rejestrem Karnym, by móc szybko weryfikować dane osób rejestrujących działalność gospodarczą.
- Sądy rejestrowe nie mają możliwości, ale też obowiązku sprawdzania, czy dana osoba figuruje w rejestrze skazanych, czy nie. Potrzebna będzie nowelizacja ustawy o KRK, by można było automatycznie weryfikować dane - tłumaczył dziennikarzom. Gowin przyznał jednak, że na pewno w sprawie Amber Gold w jednym przypadku doszło do poważnego błędu prokuratora.
Wczoraj głos w tej sprawie zabrał też minister gospodarki Waldemar Pawlak. W 2009 r. spółka Amber Gold wystąpiła o wpis do rejestru domów składowych, a więc podmiotu spełniającego ustawowe wymogi zezwalające na przechowywanie towarów. Dlatego starając się o wpis do rejestru przedsiębiorstw składowych, do złożonego wniosku musiała również załączyć oświadczenie o niekaralności. Spółkę wpisano do rejestru 6 stycznia 2010 roku.
- Gdy rozpoczęły się procedury sprawdzające, pojawiło się podejrzenie wykonywania przez Amber Gold działalności bankowej. Departament Administracji Obrotem zwrócił się z tym podejrzeniem do KNF. Ministerstwo Gospodarki wystąpiło też do zarządu spółki o przedstawienie odpowiednich dokumentów, w tym zaświadczenia o niekaralności - mówił wczoraj wicepremier Waldemar Pawlak (PSL).
Świadectwo niekaralności złożyła więc żona Marcina P. Katarzyna. Dlatego resort zwrócił się do Krajowego Rejestru Karnego o informacje dotyczące jej męża.
- Wtedy okazało się, że prezes Marcin P. ma imponujący dorobek. Zgodnie z ustawą takiemu podmiotowi powinno zakazać się prowadzenia domu składowego na trzy lata - wyjaśniał wicepremier.
Wicepremier Waldemar Pawlak mówił o zaniedbaniach prokuratury w sprawie Amber Gold. Po wykreśleniu spółki z rejestru domów składowych Ministerstwo Gospodarki przekazało odpowiednie informacje do prokuratury, Komisji Nadzoru Finansowego i sądu. Jak relacjonował Pawlak, ciekawa była odpowiedź prokuratury, która nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego, "ponieważ zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego poświadczenie musi być fałszywe nie tylko obiektywnie, ale i subiektywnie".
- Widocznie gość, który był wielokrotnie skazany za oszustwo, był przekonany, że nie był skazany za dom składowy. Więc czuł się w tej przestrzeni niewinny - ironizował Pawlak.
Wczoraj europoseł Zbigniew Ziobro poinformował, że Solidarna Polska złożyła do prokuratora generalnego wniosek o wszczęcie śledztwa w sprawie bezczynności organów państwa w związku z aferą Amber Gold. Jak podkreślał, pozwolono okraść ludzi przy bierności państwowych instytucji i premiera Donalda Tuska, a Marcinowi P. pozwolono działać i oszukiwać "pod nosem prokuratury, służb specjalnych i sądów".
- Miała być zielona wyspa, ale jest to zielona wyspa tylko dla oszustów, którzy mogą żerować na ludzkiej krzywdzie - komentuje Ziobro. Wskazuje nie tylko oszukanych klientów związanych z Amber Gold, ale również klientów upadłych biur podróży czy właścicieli stojących na skraju bankructwa firm budowlanych zaangażowanych w rządowy projekt budowy autostrad.
- Dlaczego musiało dojść do nieszczęścia? Premier mówił wiele o tarczy antykorupcyjnej, nie widać jej ani o niej nie słychać. Dzisiaj Donald Tusk rozpostarł tarczę osłaniającą ludzi, którzy żerowali na ludzkim nieszczęściu - kwituje poseł Andrzej Dera (SP).
Kto stał za P.?
Jedyną instytucją, która w ocenie Ziobry stanęła na wysokości zadania, była KNF, która próbowała walczyć z machiną oszustwa. Zdaniem lidera Solidarnej Polski, śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Generalną powinno bronić honoru prokuratury, która w jego ocenie kompletnie zawiodła.
Jak dodaje, tylko solidne śledztwo pomoże uzyskać odpowiedź na pytanie, czy oszustwa, jakich dopuścił się gdański hochsztapler, były możliwe w wyniku beztroski instytucji osłabionego w ostatnich latach państwa, czy też P. pomógł raczej patronat wpływowych osób, które użyły go jak słupa do rozkręcenia interesu.
- Czy za tym człowiekiem stał ktoś, kto tym wszystkim sterował i miał poparcie polityków? Doświadczenie życiowe podpowiada, że tak - ocenia Ziobro.
Zdaniem polityków opozycji (PiS, SP, SLD), sprawę powinna zbadać specjalna sejmowa komisja śledcza. Szczegóły tej inicjatywy Prawo i Sprawiedliwość ma przedstawić dziś na konferencji prasowej.
- Będziemy chcieli powołania przez Sejm komisji śledczej, szczegóły przedstawimy dzisiaj - zapowiada Mariusz Błaszczak, szef Klubu Parlamentarnego PiS.
Złożenie własnego wniosku deklaruje również Solidarna Polska. Na razie Prokuratura Okręgowa w Gdańsku sprawdza, czy złoto znalezione podczas przeszukania siedzib spółek i miejsc mających związek z działalnością firmy Amber Gold było przechowywane na potrzeby jej klientów.
Chodzi o odnalezione w czwartek 57 kilogramów złota, kilogram platyny oraz niecały kilogram srebra, które funkcjonariusze ABW zabezpieczyli w trakcie przeszukań kilkunastu pomieszczeń związanych z Amber Gold oraz OLT Express.
- Bardzo istotnym ustaleniem będzie teraz jednoznaczne stwierdzenie, czy firma Amber Gold zabezpieczone złoto kupiła dla siebie i na własny rachunek, czy kruszce te zostały zakupione w celu przechowania dla swoich klientów i osób, które zawarły umowy o lokaty terminowe - powiedział w poniedziałek dziennikarzom Wojciech Szelągowski z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Prokurator nie potwierdził jednak medialnych doniesień o odnalezieniu miliona złotych w gotówce ani wywiezienia samolotem gotówki do Niemiec.
- Obecnie nie posiadam jakichkolwiek informacji mogących potwierdzić bądź zaprzeczyć informacjom o tym, że pieniądze Amber Gold były wywożone z kraju. Nie jest także wiadomo, czy taka wersja śledcza jest w ogóle analizowana. Nie posiadam żadnych informacji w zakresie badania ewentualnych powiązań Marcina P. z innymi osobami. Jeśli takie powiązania nawet są badane, to sam fakt ich przeprowadzania jest objęty tajemnicą postępowania przygotowawczego - tłumaczył prokurator Szelągowski.
Władze gdańskiego poru lotniczego poinformowały wczoraj o zatrzymaniu samolotu OLT Express na poczet zaległości, jakie wobec spółki miały upadłe kilka tygodni temu linie lotnicze.
Maciej Walaszczyk