• Czwartek, 23 kwietnia 2026

    imieniny: Wojciecha, Jerzego

Ile razy przesłuchać Tuska

Piątek, 23 maja 2014 (02:23)

5 czerwca warszawski sąd okręgowy ogłosi, czy przyjmie pozew zbiorowy poszkodowanych przez Amber Gold przeciw Skarbowi Państwa.

Decyzja odmowna oznaczałaby, że oszukanym przez tę spółkę pozostaje dochodzenie sprawiedliwości przeciwko Skarbowi Państwa na drodze indywidualnej. O odrzucenie pozwu wnioskowała wczoraj Prokuratoria Generalna.

Poszkodowani przez Amber Gold utrzymują, że do ich oszukania przez firmę Marcina P. przyczyniły się zaniechania i błędne działania instytucji państwowych, w wyniku czego stworzono pozory rzetelności funkcjonowania tej spółki. Stąd też wystąpili z pozwem zbiorowym przeciwko Skarbowi Państwa. Nie jest jednak przesądzone, czy taki wniosek w ogóle zostanie rozpatrzony. Sąd Okręgowy w Warszawie wysłuchał wczoraj strony, a decyzję, czy sprawa będzie mogła być procedowana w trybie pozwu zbiorowego, miałby ogłosić 5 czerwca br. Nieprzyjęcie wniosku oznacza, że poszkodowani mający pretensje do Skarbu Państwa mogliby występować przeciw niemu indywidualnie.

Wspólna podstawa

O oddalenie pozwu wniosła wczoraj reprezentująca Skarb Państwa Prokuratoria Generalna. Według Prokuratorii, nie istnieją przesłanki, by w tej sprawie mógł być złożony pozew zbiorowy. Prokuratoria argumentowała między innymi, że ze względu na pozwy wobec wielu instytucji państwowych (w pozwie jest ich wymienionych ponad 20, m.in. ministerstwa, prokuratury, urzędy skarbowe) i stawiane tym instytucjom różne zarzuty nie ma wspólnej podstawy roszczeń i nie można prowadzić jednej sprawy. Reprezentujący Prokuratorię radca Artur Woźnicki przekonywał, że procedowanie sprawy w trybie pozwu zbiorowego postępowania ani nie przyspieszy, ani nie uprości. Ocenił również, że nie ma przesłanek do uznania, że to Skarb Państwa jest winny afery.

Przeciwnego zdania był pełnomocnik poszkodowanych. Zdaniem mecenasa Jarosława Chałasa, po to właśnie wprowadzono instytucję pozwów zbiorowych, by oszczędzając czas i koszty, w kwestii tego samego przypadku nie rozpatrywać tysiąca osobnych spraw. – Jeżeli Prokuratoria wyobrażała sobie, że będzie dużo lepiej, gdyby premier Donald Tusk był na świadka wzywany tysiąc razy, a nie jeden raz, to też jest jakieś nieporozumienie – zaznaczył Chałas.

Uzasadniając pozew przeciwko Skarbowi Państwa w związku z aferą Amber Gold, argumentował, że do oszustwa mogło dojść także z uwagi na zaniechania ze strony instytucji państwowych. – To prokuratura miała informację z Komisji Nadzoru Finansowego o tym, że ta działalność ma znamiona działalności przestępczej. Sąd rejestrowy wiedział, że pan Marcin P. był wcześniej karany i ma zakaz piastowania takich funkcji (w zarządzie). To inne instytucje wiedziały, że nie ma licencji bankowej ani też zezwolenia na obrót złotem. Skąd ludzie – którzy widzieli w telewizji mnóstwo reklam, osoby z najwyższych kręgów władzy, które witają się i zapraszają przedstawicieli tej spółki – miały mieć jakiekolwiek podejrzenia? Państwo stworzyło wrażenie rzetelności tej firmy i utrzymywało je przez dłuższy czas – podnosił Chałas.

Nie wszystko złoto, co się świeci

W Amber Gold swoje pieniądze – w kwocie ponad 850 mln zł – ulokowało około 15 tysięcy osób. Spółka pod kierownictwem przebywających obecnie w areszcie Marcina P. i jego żony Katarzyny obiecywała wysoki procent od złożonych depozytów, przekonując m.in., iż inwestuje w złoto. Aby zyskać klientów, prowadziła wielką akcję marketingową. Na reklamach Amber Gold zarabiały największe gazety i stacje telewizyjne, a placówki spółki, wzorowane na oddziałach bankowych, lokowane były w centrach największych w kraju miast. Spółka Amber Gold była także właścicielem linii lotniczych OLT. Powszechnie znane jest zdjęcie przedstawiające wspieranego przez Platformę Obywatelską prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza przeciągającego wraz z innymi oficjelami po płycie gdańskiego lotniska samolot w barwach OLT. Tego typu happening zapewne również wpływał na uwiarygodnienie działania spółki. Dla linii lotniczych OLT pracował syn premiera Donalda Tuska.

Bankructwo Amber Gold ogłoszono w sierpniu 2012 roku. Mimo różnego rodzaju domysłów co do możliwych powiązań – choćby towarzyskich – właściciela Amber Gold z politykami nie udało się w Sejmie – wskutek braku zgody koalicji rządzącej PO – PSL – powołać komisji śledczej mającej zbadać sprawę, przez którą wiele osób straciło oszczędności całego życia. Okoliczności funkcjonowania Amber Gold i zanotowane w związku z jego działalnością zaniechania organów państwa uruchamiają jednak spekulacje, czy chodzi jedynie o zwykłe zaniedbania, które nie powinny się zdarzyć. Między innymi przed ogłoszeniem bankructwa spółki zastrzeżenia do działalności Amber Gold zgłaszała Komisja Nadzoru Finansowego. Mimo ponawianego przez KNF wniosku gdańska prokuratura odmawiała wszczęcia postępowania czy też było ono umarzane. Minister finansów Jacek Rostowski, składając sprawozdanie w Sejmie w 2012 r. na temat działalności organów skarbowych w sprawie spółki Marcina P., przyznał m.in., że Amber Gold nie składał miesięcznych deklaracji VAT, a urzędy skarbowe bynajmniej nie wykazywały się należytą gorliwością, by dokumenty zostały uzupełnione. Sam właściciel Amber Gold – Marcin P., mimo że karany za przestępstwa gospodarcze, zasiadał w zarządzie spółki – choć właśnie z tego względu nie powinien.

Tusk: Sami jesteście sobie winni

Głos w sprawie Amber Gold – odnosząc się do próby pozwania przez poszkodowanych Skarbu Państwa – zabrał wczoraj także premier Donald Tusk. – Z całą pewnością – i to stwierdziliśmy, analizując postępowanie wszystkich służb państwowych – można było, a niektórzy powinni działać energiczniej i starać się więcej dobrej woli włożyć w to, by dotrzeć z ostrzegawczym komunikatem do obywateli. Ale generalnie ten hazard, czyli obstawianie trochę jak w kasynie, obstawianie takich właściwie złudzeń, jakie proponują tego typu firmy jak Amber Gold, jednak wiąże się też z własną odpowiedzialnością za własne decyzje – stwierdził szef rządu.

Ze słów Tuska wysnuć można wręcz wniosek nie tylko, że ci, którzy powierzyli pieniądze Amber Gold, sami są sobie winni, ale też, że wręcz „od razu było wiadomo, że spółka Amber Gold to oszuści i naciągacze”. – Jeśli ktoś usłyszy kiedykolwiek, że powstaje instytucja finansowa i obiecuje szybki i łatwy zysk, większy niż taki średni na rynku, to proszę się zastanowić sto razy, zanim powierzycie takiej instytucji swoje pieniądze. Bo prawie bez wyjątku łatwy i szybki zarobek oznacza tak naprawdę gdzieś na końcu oszustwo czy wyłudzenie. Dlatego też ludzie muszą więcej uwagi poświęcić ocenie ryzyka, wtedy kiedy swoje pieniądze komuś powierzają – pouczał premier.

Artur Kowalski