Pakistański terror
Wtorek, 21 sierpnia 2012 (06:30)Pod pretekstem rzekomej profanacji Koranu pakistańska policja aresztowała jedenastoletnią dziewczynkę z zespołem Downa. Krótko po jej zatrzymaniu tłum islamskich fanatyków powiadomionych o zdarzeniu otoczył stołeczną dzielnicę slumsów zamieszkałą przez chrześcijan, grożąc podpaleniem ich domostw.
Jeśli sąd uzna skargę muzułmanina Syeda Muhammada Ummada, 11-latka zostanie skazana na karę śmierci. Tak bowiem stanowi prawo o bluźnierstwie wprowadzone w życie w roku 1985 przez ówczesnego dyktatora Zia-ul-Haka. Rodzice dziewczynki również znaleźli się w areszcie.
Jak podaje portal Dawn.com, Rimsha Masih, pakistańska dziewczynka z zespołem Downa mieszkająca w ubogiej chrześcijańskiej dzielnicy Islamabadu, w miniony piątek pomagała w kuchni w przygotowaniu posiłku. By rozpalić ogień, poszła na śmietnik pozbierać walające się tam papiery.
Wróciła do domu i włożyła je w ogień. Wtem do mieszkania wkroczył nieznajomy mężczyzna i oskarżył rodzinę o palenie Koranu. Zaraz potem pospieszył na posterunek policji i tam złożył skargę na 11-letnią dziewczynkę.
Wedle jego słów, miała ona dopuścić się bluźnierstwa, paląc rzekomo 10 stron Koranu. Wiadomość w błyskawicznym tempie obiegła muzułmanów zebranych na piątkowych modłach w stołecznych meczetach.
Jak poinformowała na swoich stronach internetowych pozarządowa organizacja Christians in Pakistan, rozwścieczony 5-tysięczny tłum muzułmanów ruszył niezwłocznie w stronę dzielnicy zamieszkałej przez blisko 2 tys. chrześcijan. Nad dzielnicą uniósł się swąd palonych opon, a do uszu tamtejszych mieszkańców zaczęły docierać groźby o doszczętnym spaleniu ich domostw. Około 300 osób zdołało zbiec z oblężonej dzielnicy i udało się w poszukiwaniu schronienia do innych części stolicy.
Tahira Abdullah, rzecznik organizacji Women´s Action Forum walczącej o prawa kobiet w Pakistanie, zażądała natychmiastowego zwolnienia dziewczynki i jej rodziny. Wyraziła również oburzenie postawą policji, która uniemożliwiła prawnikom i przedstawicielom społeczeństwa obywatelskiego widzenie z nią.
Rimsha Masih na naszych oczach staje się kolejną ofiarą pakistańskiego prawa o bluźnierstwie. Jak podkreślają obrońcy praw człowieka, jest ono bardzo często wykorzystywane w walce z obecnymi w Pakistanie mniejszościami religijnymi, a także w przypadkach sąsiedzkich sporów. Wystarczy słowo jednego człowieka, by wnieść oskarżenie o świętokradztwo.
Bardzo często dochodzi tam do samosądów i nim trybunał zdąży wydać wyrok, oskarżony podlega linczowi islamskich fanatyków. Do takiego właśnie morderstwa doszło w ubiegłym miesiącu, kiedy to fanatyczna gawiedź islamistów wyprowadziła chorego umysłowo mężczyznę z lokalnego posterunku policji i pobiła go na śmierć za rzekome spalenie kilku stron Koranu.
Media państwowe podały, że prezydent Asif Ali Zadari wezwał wczoraj ministra spraw wewnętrznych do przedstawienia mu dokładnego raportu w sprawie piątkowego aresztowania. Jego publiczna reakcja nie dziwi szczególnie w kontekście ogólnoświatowej krytyki, jaka dotknęła jego rząd po odmowie wprowadzenia zmian w kontrowersyjnej ustawie. Apelowano o to wielokrotnie, zwłaszcza po głośnych zabójstwach, jakich dokonano w ostatnich dwóch latach w obronie tego właśnie prawa.
Dość wspomnieć śmierć pendżabskiego zarządcy Salmana Taseera, a krótko potem Shahbaza Bhattiego, ministra ds. mniejszości religijnych. Obaj zostali zgładzeni w ubiegłym roku przez islamskich fanatyków za ich sprzeciw wobec nieludzkich zapisów. To oni wstawiali się za aresztowaną w 2010 r. Asią Bibi, chrześcijanką, matką pięciorga dzieci oskarżoną o rzekome bluźnierstwo, która do tej pory czeka na wyrok sądu apelacyjnego.
Anna Bałaban