• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Hipokryzja Londynu

Czwartek, 22 maja 2014 (11:07)

W okresie poprzedzającym Święta Wielkanocne premier Wielkiej Brytanii David Cameron („konserwatysta”) zobowiązał swój rząd do walki z prześladowaniami chrześcijan za granicą, stwierdzając, że nie ma innej grupy religijnej, która byłaby pod tak wielką presją ze względu na swoją wiarę. Jednocześnie Londyn poradził sobie z problemem niepokornych lekarzy, głównie katolików, którzy powołując się na klauzulę sumienia, nie chcą zabijać lub pomagać w mordowaniu dzieci nienarodzonych. Osobom, które sprzeciwiają się aborcji, Królewskie Kolegium Położnictwa i Ginekologii zamknęło drogę do specjalizacji.

To nie pierwszy raz, gdy polityka brytyjska nakłada kajdany na wolność religijną. O braku swobód obywatelskich w Wielkiej Brytanii jest co jakiś czas głośno. Od czasów religijnych prześladowań katolików na początku XVII wieku angielski establishment podchodzi do „papistów” z nieufnością.

Gdybym miał zacząć wymieniać najważniejsze ograniczenia wolności w tym królestwie, zacząłbym przede wszystkim od faktu, że żaden katolik nie może w nim zostać premierem. To społecznie i politycznie niestosowne, dlatego Tony Blair ze swoją konwersją na katolicyzm poczekał aż do momentu zakończenia piastowania stanowiska premiera. Poza tym brytyjskie prawo zakazuje małżeństwa następcy tronu z katoliczką, i to pod groźbą utraty królewskiego dziedzictwa, natomiast mieszkańcy angielskiego miasteczka Lewes każdego roku palą kukłę Papieża, co powinno być (ale nie jest) klasyfikowane przez policję jako nawoływanie do nienawiści na tle religijnym.

Inny przykład. Kiedy rząd zmusił ośrodki adopcyjne do wydawania dzieci w ręce par gejów i lesbijek, Kościół katolicki musiał wybrać: albo podporządkuje się zdehumanizowanemu ustawodawstwu, albo zamknie swoje ośrodki. Zdecydował się słuchać bardziej Boga niż ludzi i po przegranej batalii z państwem zamknął domy dziecka oraz placówki adopcyjne, co przecież nie było łatwą decyzją, jako że Kościół katolicki był na tym obszarze najważniejszą i najlepszą jakościowo instytucją.

Na początku stycznia br. na łamach „Naszego Dziennika” komentowałem raport brytyjskiego sztabu ekspertów z think tanku Parliament Street z siedzibą w Londynie. Jego dane są szokujące. Chrześcijańscy duchowni są coraz częściej celem fizycznych napaści i naruszania nienaruszalności cielesnej w Wielkiej Brytanii. Zjawisko chrystofobii, jaka się rozlewa w Unii Europejskiej, dotyka także ich. Nie tylko są publicznie znieważani i obrażani, ale także w wielu przypadkach bici i atakowani przy użyciu broni, np. noży. Grupa ekspercka przeanalizowała doniesienia o dokonanych przestępstwach zgłoszonych na 25 posterunkach policji. W ciągu ostatnich pięciu lat przeszło dwieście razy atakowano duchownych, co oznacza, że co dziewięć dni dochodziło do bezpośredniej napaści na osoby konsekrowane.

W ostatnim czasie opinia publiczna w Wielkiej Brytanii została zszokowana informacją, że ciała dzieci nienarodzonych, zamordowanych podczas aborcji, są skrzętnie wykorzystywane przez placówki, w których dokonuje się tych masowych zbrodni. Do czego? Do ogrzewania szpitali i klinik. Z informacji „The Telegraph” wynika, że dwanaście szpitali przyznało się do palenie zwłok dzieci, z kolei Channel 4 uważa, że ten proceder mógł się odbywać nawet w trzydziestu szpitalach.

Praktyka znana z III Rzeszy, gdzie ciało ludzkie mogło się przydać do wielu praktycznych czynności dnia codziennego, na przykład do codziennej toalety, powraca, a wraz z nią totalny liberalizm.

Dzień przed wspomnianym na samym wstępie wystąpieniem Camerona lord David Alton, zasiadający w brytyjskiej Izbie Lordów, przemawiał podczas wielkopostnego czuwania poświęconego cierpiącemu Kościołowi w Syrii i na Bliskim Wschodzie. Podczas nabożeństwa Alton zwrócił uwagę na regularne zabójstwa i jawne prześladowania chrześcijan, które, jak stwierdził, „odbywają się bez najmniejszego szmeru dezaprobaty”. Uznał też, że „jesteśmy w błędzie, sądząc, że to, co się dzieje, nie ma nic albo ma niewiele wspólnego z nami”.

Bolejąc nad zjawiskiem prześladowań chrześcijan, lord Alton zwrócił uwagę, że od 1948 roku, czyli od uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, chociaż istnieje w niej zapis o prawie do wolności myśli, sumienia i religii, jednakże dokument ten „nie jest wart papieru, na którym został spisany”. Alton podkreślił, że coraz większa liczba krajów ignoruje te zapisy.

Myślę, że pomimo niewątpliwie szlachetnych pobudek lord Alton powinien zacząć bronić deptanej wolności religijnej w swoim własnym kraju. Wielka Brytania jest wiodącym państwem, obok krajów skandynawskich, Holandii, Belgii, Francji, Hiszpanii, Szwajcarii czy Niemiec, gdzie ten papier już dawno stał się nic nieznaczącą ciekawostką historyczną.

Ostatnie doniesienia o blokowaniu kariery chrześcijańskich lekarzy wykazują hipokryzję brytyjskiego establishmentu, a slogany o rzekomej wolności i tolerancji w Wielkiej Brytanii są tanim populizmem. Kiedy więc słyszę o konserwatyzmie Camerona i jego ekipy, o ich trosce o prześladowanych chrześcijan, mogę tylko zareagować oburzeniem i opłakiwać mordowane, w świetle zdehumanizowanego prawa rodem z III Rzeszy (czyli z piekła rodem), niewinne ofiary opresji postępującej i niekontrolowanej aborcji.

dr Tomasz M. Korczyński