Fortuna za zmorę
Czwartek, 22 maja 2014 (02:02)Za odlew pomnika „Czterech Śpiących” Sowieci zainkasowali od komunistycznych władz Polski – bagatela – równowartość 600 tys. dolarów.
Monument, teraz czasowo zdemontowany, został postawiony w 1945 r. początkowo z nietrwałego materiału. W 1947 r. wymieniono go na odlew ze spiżu wykonany w Berlinie, według projektu sowieckiego, który został formalnie zaakceptowany przez ówczesnego prezydenta stolicy Stanisława Tołwińskiego. Co więcej, strona polska musiała za niego zapłacić 700 tys. rubli i 1,4 tys. marek, co daje 240 mln ówczesnych złotych. To tylko jeden z przejawów drenowania wyniszczonej wojną Polski przez Związek Sowiecki.
– Budowa tego pomnika była typowym symbolem sowieckiej propagandy – mówił wczoraj w sądzie dr Wojciech Muszyński, historyk Instytutu Pamięci Narodowej. Zeznawał on jako biegły w procesie dwóch młodych ludzi, którzy w geście patriotyzmu oblali w rocznicę 17 września dwa obeliski w Warszawie. To ich sprzeciw wobec upamiętnień sławiących rzekomo wyzwoleńczą misję Armii Czerwonej. Teraz są oskarżeni o dewastację.
– Pierwotnie pomnik na pl. Wileńskim nosił nazwę Bohaterów Armii Czerwonej – podkreśla Muszyński, przytaczając odpowiedni dokument odnaleziony w Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy.
Autorem obelisku byli inżynierowie sowieccy, a strona polska nawet nie znała ich nazwisk, co widać w wykazie pomników warszawskich z 1950 r., gdzie w odpowiedniej rubryce jest puste miejsce.
W opinii Muszyński akcentuje, że całość prac związanych z pomnikiem pozostawała w gestii sowieckiej. Zresztą w latach 1944-1946 Polska była pod bezpośrednią okupacją Związku Sowieckiego, a polskie władze jedynie imitowały narodową rekomendację, wykonując polecenia sowieckich komendantów, do których należały nadrzędne decyzje. Autorem koncepcji pomnika z 1945r., pierwotnie składającego się z cokołu i trzech figur na szczycie, był inżynier Korolew.
Polskie podziemie niepodległościowe wysadzało tego typu monumenty, których w Polsce zamontowano wtedy ponad 350. Ale w przypadku pl. Wileńskiego nie było to wykonalne, bo dookoła otaczały go różne placówki NKWD i UB.
Historyk IPN ocenia, że pomnik był swoistym potwierdzeniem podbicia Warszawy, czego Sowietom nie udało się podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku.
Doktor Wojciech Muszyński zaznacza dalej, że po uzyskaniu niepodległości w 1918 r. władze Warszawy potrzebowały zaledwie kilku miesięcy, aby oczyścić stolicę z rosyjskich pomników i innych pamiątek zaborczych. Muszyński podkreśla, że cały proces decyzyjny dotyczący postawienia tych pomników pozostawał w gestii sowieckiej. Ale komunistyczne władze starały się legalizować tego typu działania. Z odnalezionych dokumentów wynika jednak, że strona polska nie miała wiele do powiedzenia. Gdy wymieniano pomnik w 1947 r. i rozbudowano go o figury żołnierzy, od czego zyskał swoją popularną dzisiaj nazwę „Czterech Śpiących”, prezydent Warszawy zaakceptował tylko jeden z dwóch przygotowanych przez Sowietów projektów. – To jedyny znany przypadek udziału czynnika polskiej władzy – podkreśla historyk IPN.
Poza tym strona polska zapewniała oprawę. Przed odsłonięciem pomnika 17 listopada 1945 r. jeden z urzędników zwrócił się do Agencji Propagandy Artystycznej o jej przygotowanie.
W ocenie historyka, fakt pokrycia kosztów bryły nie jest dowodem na współpracę strony polskiej w budowie monumentu. Tołwiński został mianowany przez reżim komunistyczny prezydentem i nie reprezentował mieszkańców stolicy. Według historyka, bryła „Czterech Śpiących” nie zasługuje na miano pomnika. Zwrócił na to uwagę nawet sędzia Dariusz Leszczyński z Sądu Rejonowego Warszawa-Praga Północ, stwierdzając w trakcie rozprawy, że będzie używał słowa „obiekt”.
Jednak ostrzegł na rozprawie, że może inaczej zakwalifikować czyn dwóch młodych ludzi. Teraz obaj są oskarżeni o znieważenie monumentów upamiętniających Armię Czerwoną z pl. Wileńskiego i parku Skaryszewskiego. Sędzia poinformował ich, że może zmienić kwalifikację czynu na uszkodzenie mienia, co jest zagrożone wyższą karą. A nawet więzieniem. Obaj młodzi ludzie, obecnie studenci, nie przyznają się do zarzutów znieważenia pomników, nie było ich zamiarem także niszczenie mienia.
– Pomniki Armii Czerwonej nie powinny stać w suwerennym kraju – powiedział Daniel L. – Był to z naszej strony idealistyczny czyn, którym chcieliśmy pokazać, zaprotestować przeciwko publicznej gloryfikacji systemu totalitarnego, a jednocześnie zakłamywaniu prawdy historycznej – podkreślił Wojciech B. Obrońcy kwestionują wysokość kosztów usuwania farby z obu pomników, który miał wynieść ponad 12 tysięcy. Na rozprawie Dariusz G., pracownik jednej z komunalnych firm odpowiadającej za opiekę m.in. nad pomnikami, zeznał, że przed wykonaniem usługi jej koszt był szacowany na blisko 6 tys. złotych. Sąd zamówił dwie opinie biegłych w tej sprawie, ale ich treść nie jest jeszcze znana. Według aktu oskarżenia Prokuratury Warszawa-Praga Północ mieli oni w nocy z 16 na 17 września 2011 r. znieważyć pomnik Braterstwa Broni poprzez namalowanie na nim napisu „czerwona zaraza”, a także pomnik Wdzięczności Armii Radzieckiej, na którym namalowali identyczny napis. Sąd już raz umorzył postępowanie, ale prokuratura odwołała się od tej decyzji.
Zenon Baranowski