• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Sawicki oszukał producentów tradycyjnych wędzonek

Środa, 21 maja 2014 (21:15)

Z Fryderykiem Kapinosem, przewodniczącym Polskiego Stowarzyszenia Producentów Wyrobów Wędzonych Tradycyjnie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Minister Rolnictwa zapowiedział wycofanie  z Komisji Europejskiej wniosku o ulgowe potraktowanie producentów wędzonek. Jest Pan tym zaskoczony?

– Przypomnę, że wcześniej ten sam minister wnioskował do Komisji Europejskiej o 2-3-letni okres przejściowy dla polskich produktów wędzonych. Naszym zdaniem, byłby to dobry ruch, bo zyskalibyśmy czas, żeby sprawę załatwić definitywnie w sposób pozytywny dla polskich producentów wędlin tradycyjnie wędzonych i dla konsumentów, którzy wciąż mogliby się cieszyć zdrową i smaczną żywnością. Stanowisko ministra Sawickiego, który zapowiedział wycofanie wniosku, jest dla nas niezrozumiałe i stanowi wielkie zaskoczenie. Wygląda na to, że wszystko, co serwował nam minister Sawicki i jego urzędnicy, zarówno podczas spotkań w Związku Województw Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie, jak i z producentami wędlin i rolnikami w Tarnowie, a mianowicie, że wszystko idzie w dobrym kierunku, było po prostu kłamstwem, bo inaczej tego nazwać nie można.   

Co mogło spowodować zmianę frontu przez ministra rolnictwa?

– Tak naprawdę nie wiemy i możemy się tylko domyślać, jaki był powód. Przecież nie atakowaliśmy ministra, ale rzetelnie, w sposób rzeczowy, przedstawialiśmy swoje obiektywne racje, popierając swoje stanowisko badaniami, także naukowymi. Jeżeli argumenty do kogoś nie docierają, to naprawdę trudno taką osobę przekonać.

Minister Sawicki zarzucił wędliniarzom rozdmuchanie i upolitycznienie całej sprawy.

– To, że w sprawę ratowania polskich wędzonek przed zakusami unijnych urzędników i tworzonych przez brukselską administrację nieżyciowych przepisów zaangażowali się przedstawiciele różnych środowisk, w tym również politycznych, nie oznacza, że sprawa jest upolityczniana. Podczas happeningu pod Sejmem 8 maja każdy z parlamentarzystów, niezależnie od barw partyjnych, który chciał wypowiedzieć swoje stanowisko, mógł to zrobić. Ponadto apelowaliśmy do wszystkich od prawa do lewa o pomoc, bo jest to nasz, wszystkich Polaków, interes. Nasze stowarzyszenie skupia ludzi, przedsiębiorców o różnych poglądach i sympatiach politycznych, ale w tej sprawie mówimy jednym zdecydowanym głosem, bo nasze wyroby nie mają barw politycznych. Kwestia przyszłości polskiego sektora produkcji tradycyjnych wędlin i zdrowia naszych obywateli jest sprawą apolityczną i wymaga działań ponad podziałami. Dlatego wypowiedź ministra Sawickiego dziwi, a argument o upolitycznieniu jest niedorzeczny i śmieszny.

Nie ma Pan wrażenia, że minister Sawicki od początku Was zwodził?

– Pierwsze spotkania dawały nadzieję. Mieliśmy wrażenie, że resort rolnictwa rozumie problem, że dostrzega, iż wyniki, o które sami producenci się postarali, bo nikt z rządu się tym nie interesował, nie są korzystne i coś z tym faktem trzeba zrobić. W trakcie kolejnych rozmów zauważyliśmy jednak, że po drugiej stronie brakuje jasnego stanowiska. Kiedy zażądaliśmy konkretów, zaczęło się „pływanie”. Najlepiej pokazuje to kilkustronicowe pismo od ministra Sawickiego, w którym jest całe mnóstwo ogólników, opisów, słowem – lanie wody, a nie pojawiają się żadne konkrety. To wzbudziło nasz niepokój i podejrzenia, które teraz się potwierdzają. Nie rozumiem działania ministra Sawickiego, wygląda na to, że ze swoimi argumentami odbijamy się niczym od ściany.

Co oznacza ta decyzja ministra Sawickiego?

– Oznacza to, że od września, kiedy w życie wejdą nowe unijne przepisy odnośnie do zawartości substancji smolistych w wyrobach wędzonych, gros polskich wędzonek ich nie spełni. To z kolei może oznaczać, że firmy z Podkarpacia i Małopolski, gdzie jest ich najwięcej, będą zmuszone zaprzestać działalności. Wiąże się to ze zwolnieniami tysięcy pracowników i zachwianiem regionalnego przetwórstwa mięsa, a także małego przydomowego chowu trzody chlewnej w rozdrobnionych gospodarstwach. Jest to zatem decyzja bez wątpienia niekorzystna. Sprawy nie załatwi ulga dla wyrobów wpisanych na Krajową Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, jak sądzi minister Sawicki, bo jest to tylko ułamek firm funkcjonujących na rynku.

Komu w takim układzie pomaga i czyich interesów broni minister Sawicki?

– Na pewno nie jest to działanie na korzyść małych i średnich producentów tradycyjnych wyrobów wędliniarskich, ale bardziej pod dyktando i potrzeby dużych producentów. Wielkie zakłady nie stosują wędzenia tradycyjnego, korzystając w dużej mierze ze środków chemicznych i tzw. płynów wędzarniczych, co sprawia, że owszem, wyrób ma zapach i kolor, ale z tradycyjnym wędzeniem nie ma nic wspólnego.

Jakie mogą być straty i kto je poniesie?

– Odbije się to na nas wszystkich, zarówno na producentach, jak i konsumentach, i oczywiście  na handlu. Z dnia na dzień dziesiątki tysięcy ludzi straci pracę, co odczujemy wszyscy. Dziwne, że nie rozumie tego PSL, które rządzi nie tylko w resorcie rolnictwa, ale także w resortach gospodarki i pracy, którego przedstawiciele mienią się obrońcami polskiej wsi i tradycji, którzy powinni dbać także o miejsca pracy, a de facto przyczyniają się do coraz większej zapaści w tych obszarach.

Czujecie się oszukani przez ministra Sawickiego?

– Tak, czujemy się oszukani. Jeżeli ktoś w jednym dniu mówi jedno, a w drugim postępuje tak, jakby tych deklaracji nie składał, to stawia swoją wiarygodność pod wielkim znakiem zapytania. Jesteśmy grupą poważnych ludzi i oczekujemy poważnego traktowania. My nie oczekujemy zasiłków, ale chcemy pracować i produkować zdrową żywność. Płacimy podatki do budżetu państwa. Aż dziw bierze, że ktoś może tego nie rozumieć.

Czasu na działanie pozostaje coraz mniej, co zatem zamierzają zagrożeni producenci?

– O dalszych krokach zdecyduje walne zgromadzenie Polskiego Stowarzyszenia Producentów Wyrobów Wędzonych Tradycyjnie. Nie ukrywam jednak, że spora część kolegów jest zdesperowana i niewykluczone, że zaczniemy blokować drogi. Nie wykluczamy też wizyty w Warszawie, tym razem przed resortem rolnictwa, i zapewniam, że nie będzie tam częstowania naszymi wyrobami, jak to miało miejsce ostatnio przed Sejmem.    

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki