Uzdrowiona, by świadczyć
Środa, 21 maja 2014 (20:50)Floribeth Mora Diaz, jej mąż i synowie byli gośćmi dzisiejszych „Rozmów niedokończonych” w Radiu Maryja i Telewizji Trwam. Kostarykanka, która została cudownie uzdrowiona za wstawiennictwem św. Jana Pawła II, podzieliła się swoim świadectwem wiary, cierpienia i uzdrowienia.
– Jesteśmy w Polsce dlatego, że to właśnie tutaj urodził się i żył św. Jan Paweł II. Kiedy zostałam zaproszona do Polski, bardzo się ucieszyłam, bo wcześniej nie wyobrażałam sobie możliwości przyjazdu do tego kraju, który jest bardzo ważny dla mnie. Moim najistotniejszym zadaniem jest pozostawienie ziarenka nadziei i wiary w tych miejscach, które odwiedzam. Chcę, aby ludzie wiedzieli, że pomimo tego, że żyjemy w bardzo niespokojnych czasach, Pan Bóg w dalszym ciągu czyni cuda i bardzo często robi to za wstawiennictwem świętych – powiedziała Floribeth Mora Diaz.
Uzdrowiona Kostarykanka wspominała swoje spotkanie z Papieżem Polakiem. – Pamiętam, jak Jan Paweł II przyleciał do Kostaryki w 1983 roku. Miałam wtedy 19 lat. Niestey nie miałam tego szczęścia, żeby zobaczyć go z bliska, ale od tamtego dnia zapisał się w moim życiu, ponieważ tak bardzo promieniował szczególnością. Kościół ogłosił go świętym 27 kwietnia 2014 r., ale dla mnie zawsze był świętą osobą – mówiła Diaz.
Floribeth Mora Diaz ma 51 lat, jest żoną i matką czworga dzieci. Mieszka w mieście Tres Rios. Kostarykanka zachorowała w kwietniu 2011 roku, w jej mózgu powstał wrzecionowaty tętniak środkowej tętnicy. Jest to ciężkie schorzenie, które często prowadzi do śmierci. W szpitalu lekarze stwierdzili, że interwencja chirurgiczna jest niemożliwa ze względu na położenie tętniaka w niedostępnej dla narzędzi części mózgu. Możliwie było jedynie uśmierzanie bólu.
– Kiedy tylko dowiedziałam się o mojej chorobie, od razu złapałam się rąk Pana Boga i modliłam się przede wszystkim za wstawiennictwem Jana Pawła II. Pochodzę z bardzo wierzącej rodziny, także kiedy mój stan się pogarszał, połączyliśmy się łańcuchem modlitwy. Ja bardzo mocno chwyciłam się ręki Boga i czułam się jak taka malutka dziewczynka, która spaceruje ze swoim Ojcem. I w dalszym ciągu czuję się jak córeczka Tatusia. Mówiłam Panu, że bardzo się boję, jednak pozostawałam otwarta na wypełnienie się woli Bożej – wyznała uzdrowiona Kostarykanka.
1 maja 2011 r. Floribeth Mora Diaz obejrzała transmisję z beatyfikacji Jana Pawła II, a tuż po jej zakończeniu zasnęła. Po przebudzeniu poczuła się lepiej, siły zaczęły stopniowo wracać. Opiekujący się nią lekarze nie umieli wyjaśnić, dlaczego choroba ustąpiła. Rok później Kostarykanka przekazała swoje świadectwo do Watykanu, przed uznaniem cudu została zbadana w rzymskiej klinice Gemelli.
Doktor Vargas Roman, który konsultował przypadek Diaz z innymi specjalistami, orzekł po zbadaniu pacjentki, że nie jest w stanie z medycznego punktu widzenia wytłumaczyć ustąpienia wszystkich symptomów tętniaka. – Nie znalazłem żadnych podstaw naukowych, by wyjaśnić, dlaczego tętniak zniknął. Jeśli to cud, to głos w tej sprawie należy do Kościoła. Ja jako katolik w to wierzę – stwierdził w wywiadzie dla włoskiego tygodnika „Oggi”.
Magdalena Pachorek