• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

O takiej Libii marzył naczelny „Wyborczej”?

Środa, 21 maja 2014 (11:41)

Przed paroma dniami niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” miał opiewać intelekt Adama Michnika, wskazując m.in. na jego pacyfizm, który ma jednak swoje granice, ponieważ „lewicująco-liberalny Michnik” opowiedział się za interwencją w Libii. Ten autorski wyłom w pacyfizmie Michnika jest właściwie tylko kolejnym z licznych błędów tego guru dla lewicującej (prawie lewitującej) młodzieży spod sztandaru nowej lewicy (czyli starej jak Marks). Dobrze, że jest FAZ, bo nawet bym się nie dowiedział, że intelektualista Adam Michnik mógł odważyć się na taką woltę w stosunku do własnych przekonań. W każdym razie ta „piorunująca” informacja stała się dla mnie impulsem do krótkiego skomentowania aktualnej sytuacji w Libii, która jest bezpośrednią konsekwencją interwencji NATO w tym kraju.

Libia stoi przed katastrofą zanurzenia się w wojnie domowej. Aspekt prześladowań chrześcijan w nowej, „wspaniałej” erze po Kaddafim omawiałem kilkakrotnie na łamach portalu NaszDziennik.pl (zob. m.in. tutaj oraz tutaj).  Teraz chciałbym podjąć temat niestabilnej sytuacji politycznej w tym kraju. W niedzielę, 18 maja, uzbrojeni rebelianci, lojalni wobec zbuntowanego generała Chalify Haftara zaatakowali parlament w Trypolisie pod pretekstem zwalczania islamskich fanatyków. Zdaniem sił zbrojnych wiernych Haftarowi (który w 2011 roku przybył ze Stanów Zjednoczonych), islamiści pod pozorem uprawiania polityki realizują plan przekształcania demokracji w szariat. Z demokracją Libia ma tyle wspólnego, ile Turcja z byciem państwem europejskim, niemniej taka argumentacja przekonuje wojskowych i niektórych ich popleczników w armii.

Ponieważ trwa marazm, wręcz kryzys polityczny wynikający z braku uzgodnienia nowego rządu, sytuacja ta tworzy glebę pod kolejny przewrót lub rewolucję, a co gorsza pod wojnę domową. Haftar, pomimo bycia konkurentem Kaddafiego, realizuje kampanię antyislamską i walczy z milicjami islamskimi w okolicach Bengazi. Dla wielu jest jednak spadochroniarzem CIA, działającym na zlecenie tajnych służb amerykańskich. Jak jest w rzeczywiści, zweryfikuje historia, ale fakt pozostaje taki, że w każdej z potyczek ginie po kilkadziesiąt osób, a setki są ranne.

W Libii panuje chaos, który sprawia, że nie wiadomo tak naprawdę, kto jest czyim sojusznikiem, a kto wrogiem. Główna linia frontu zdaje się przebiegać pomiędzy rebeliantami gen. Haftara a bezsilnym rządem, który nie mając wsparcia w skłóconym parlamencie, posiłkuje się niektórymi bojówkami islamskimi.

Jednak jak zauważa wikariusz apostolski Trypolisu, ks. bp Innocenzo Martinelli, położenie jest trudne, ponieważ nie wiadomo „dokładnie, kto się ukrywa za różnymi ugrupowaniami milicji i jakie ma zamiary”. Biskup ma nadzieję, że nie dojdzie do wojny domowej, „chociaż wszystkie przesłanki na to wskazują. Libia przeżywa dziś szczególny moment. Nigdy dotychczas nie doświadczyłem tak krytycznej sytuacji. Mam nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek. Moje nadzieje opierają się na modlitwie, a także na świadomości, że ludzie marzą o pokoju”.

Poza tym JE Martinelli powiedział: - Po gwałtownych potyczkach w ubiegłą niedzielę dzień dzisiejszy wygląda tak, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Zdumiewa mnie, że ludzie są w stanie w sytuacji wojny przejść tak swobodnie w stan pokoju. Wynika to z tego, że ludzie po tylu latach niestabilności potrzebują i życzą sobie pokoju. Z tej też przyczyny proszę o modlitwę za nas, ponieważ sama modlitwa może poruszyć serca ludzi.

Niestety, w najgorszym wypadku sytuacja może się odwrócić. Z relatywnego pokoju dzień codzienny może stać się wojną, dlatego należy podjąć apel modlitewny biskupa z Trypolisu, aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli.

To, co się dziś dzieje w Libii, jest niewątpliwie spowodowane błędem NATO-wskiej interwencji i oddania przez Zachód władzy umiarkowanym fundamentalistom, szajkom bandytów i przede wszystkim dobrze zorganizowanym radykałom islamskim. W Libii ci ostatni mają swoje bazy na ogromnej przestrzeni tego państwa. Ugrupowania terrorystyczne wysyłają stąd dżihadystów na front walki z niewiernymi (np. do Syrii). Chaos, jaki zapanował po obaleniu Kaddafiego, może zapoczątkować krwawą rozprawę w kolejnym kraju tak zwanej arabskiej wiosny. Nie po raz pierwszy (i chyba nie po raz ostatni) chaotyczne i nieadekwatne zaangażowanie Zachodu doprowadziło do katastrofy państwa z kontynentu afrykańskiego. I nawet Adam Michnik tego nie przewidział. Co gorsza - poparł, przynajmniej zdaniem „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Dr Tomasz M. Korczyński