• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Czas próby

Środa, 21 maja 2014 (09:30)

Nauczyciel z Zanzibaru (autonomicznej wyspy należącej do Tanzanii) Mathew Limo zdaje sobie sprawę, że kiedy razem z rodziną idzie na Mszę Świętą do kościoła, nie jest wcale pewne, czy wróci żywy lub zdrowy do domu. Może powrócić jako wdowiec, może utracić dzieci.

Na początku maja ub.r. dokonano zamachu bombowego podczas Mszy Świętej inaugurującej działalność nowego kościoła katolickiego pw. św. Józefa w Aruszy. Trzy osoby straciły wówczas życie, ponad sześćdziesiąt odniosło obrażenia. Do zamachu doszło na kontynencie, gdzie większość populacji to chrześcijanie. Natomiast sytuacja wyznawców Chrystusa na Zanzibarze jest jeszcze trudniejsza. Dla nich to czas prawdziwego wyzwania. Na tanzańskiej wyspie, gdzie 98 proc. ludności to muzułmanie, chrześcijanie są traktowani nie tylko jak obcy, ale jak wrogowie.

Międzynarodowe dzieło katolickie Pomoc Kościołowi w Potrzebie wskazuje na fakt, że miniony rok charakteryzował się potężną falą przemocy wobec chrześcijan z tego kraju. Do tej pory są oni obiektem ataków. Wspomniany katolik Mathew Limo bardzo boi się, że jego żona i dzieci mogą zostać zmuszeni do przejścia na islam.

Uczęszczanie do kościoła

Limo powiedział w rozmowie z PKWP, że „jeśli idziemy w niedzielę do kościoła, musimy przechodzić wśród tłumu ludzi, którzy często starają się nas zastraszyć. Mamy stosunkowo dużą parafię, liczącą około czterystu osób. Spośród nich mniej więcej dwieście przychodzi na Mszę św. Domy wokół kościoła należą do muzułmanów. Często krzyczą, że jesteśmy głupcami, że chodzimy do kościoła, lub że nasze kobiety są nagie, ponieważ muzułmanki są całe zakryte, od stóp do głów”. Sam Limo nie czuje się atakowany, ale jego cała uwaga skupiona jest na żonie i dzieciach. Zresztą nie tylko jego, także muzułmanów.

Mordowanie księży

Chrześcijanie na wyspie stali się ostrożniejsi, ponieważ fala brutalnych ataków na kościoły i ludzi rozpoczęła się w grudniu 2012 roku. Ksiądz katolicki i protestancki pastor zostali zabici, a drugi ksiądz katolicki ranny. Wywołało to powszechne obawy wśród społeczności chrześcijańskiej, że nastanie czas pogromów.

56-letni ksiądz katolicki Evaristus Mushi został zastrzelony przy wejściu do katedry pw. św. Józefa. Szedł odprawić Mszę św. w świątyni. Ksiądz Ambroży Mkenda został poważne ranny, a ks. Anselmo Mwang'amba został oblany kwasem i stracił wzrok. Sprawcy są nadal na wolności i według wielu chrześcijan policja utrudniała dochodzenie, zacierając dowody na miejscu zbrodni. Według Limo, sprawcami są mieszkańcy Zanzibaru.

„Sprawcy nie przybyli z zewnątrz. Ci ludzie pochodzą stąd. Radykalizują się, niektórzy są szkoleni przez terrorystów z grupy islamskiej Al Shabaab”. Ta terrorystyczna organizacja islamistów jest ściśle związana z religijnym ugrupowaniem UAMSHO (inaczej: Jumuiya ya Uamsho na Miadhara ya Kiislam, czyli Stowarzyszenie na rzecz Mobilizacji i Propagowania Islamu), które stara się stworzyć niepodległe państwo islamskie na wyspie Zanzibar (pisałem o niej m.in. tutaj).

Strach przed konwersją

Limo czuje się wystarczająco bezpieczny, aby wyjść z domu i podróżować. „Jeśli są wybory, jak choćby te, które odbędą się tu w przyszłym roku, to atmosfera na wyspie staje się bardzo napięta. Na ulicy ludzie starają się ciebie wprowadzić w zakłopotanie lub sprawić, abyś stał się zły. W czasie wyborów wracam do domu wcześniej i nie wychodzę wieczorami”, wyjaśnia.

Choć taka sytuacja nie ma miejsca obecnie, wciąż martwi się o swoje dzieci. „W domu staramy się uczyć je miłości do Chrystusa i do Kościoła. Ale obawiamy się tego, co mogą zrobić inni. Często słyszymy historie o muzułmanach, którzy starają się, aby dzieci zmieniły wiarę. Z przykrością musimy mówić naszym dzieciom, aby były ostrożne w zaprzyjaźnianiu się z muzułmańskimi dziećmi”.

  • Ze względów bezpieczeństwa nazwisko rozmówcy PKWP zostało zmienione.
dr Tomasz M. Korczyński