Kierunek: Azja
Wtorek, 20 maja 2014 (19:16)W sytuacji, gdy polskie firmy mają problemy z eksportem żywności do Rosji i innych krajów dawnego ZSRS, zaczynają szukać nowych rynków zbytu w Azji. Kluczowe znaczenie mają w tym przypadku Chiny.
Polsce zależy przede wszystkim na odblokowaniu eksportu wieprzowiny, ale rozmowy w tej kwestii mogą potrwać jeszcze kilka miesięcy. Chińczycy rozważają zastosowanie tzw. regionalizacji importu wieprzowiny, czyli kupowaliby mięso z terenów nieobjętych strefą buforową. Ta zaś obejmuje teraz część gmin z czterech powiatów województwa podlaskiego (sejnieński, augustowski, sokólski i białostocki). Tak więc po pomyślnym zakończeniu negocjacji z Pekinem, moglibyśmy sprzedawać tam w zasadzie bez przeszkód naszą wieprzowinę.
Ogromny rynek chiński miał zaś w ostatnich latach coraz większe znaczenie dla polskich zakładów mięsnych z powodu bardzo dużej dynamiki wzrostu sprzedaży – W 2013 roku, w porównaniu do 2012, eksport do Chin wzrósł do 300 mln złotych, czyli trzykrotnie – argumentuje Jerzy Rey, przewodniczący Rady Związku „Polskie Mięso”. Co więcej, bardzo dobre wyniki odnotowywaliśmy także w przypadku eksportu mięsa na inne azjatyckie rynki. Teraz będziemy musieli je odzyskiwać, a to nie będzie na pewno łatwym zadaniem. Trzeba też pamiętać o tym, że pomyślne negocjacje z Pekinem mogą przyczynić się do ponownego otwarcia dla nas rynków w innych państwach Dalekiego Wschodu.
Ale Azja może kupować też inne polskie produkty żywnościowe. Otworzyły się np. możliwości sprzedaży do Chin polskich wyrobów mleczarskich. Minister rolnictwa Marek Sawicki poinformował, że 69 polskich zakładów mleczarskich zostało akredytowanych na eksport swoich wyrobów do Państwa Środka. To bardzo ważna informacja, zwłaszcza w kontekście problemów z wywozem naszej żywności do Rosji, bo choć ten kierunek sprzedaży jest obiecujący, to jednak problemy polityczne rzutują na prowadzenie interesów gospodarczych. W pierwszych miesiącach tego roku wartość wywozu do Rosji polskiego nabiału się podwoiła, a jak mówi Waldemar Broś, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich, Rosjanie cenią sobie zwłaszcza polskie sery i masło. Jednak problemy Mlekovity z eksportem (Rosjanie oskarżyli polską firmę, że w jej wyrobach jest za dużo bakterii jelitowych – Mlekovita tym oskarżeniom zaprzeczyła) pokazują, że może to być niepewny rynek. Zresztą zdywersyfikowanie eksportu, aby nie uzależniać się od jednego rynku jest jak najbardziej racjonalnym rozwiązaniem.
I z tego powodu tym większe jest zainteresowanie Chinami. Ten kraj już jest uważany za najbardziej perspektywiczny dla naszego mleczarstwa. Prezes Broś wskazuje, że polskie firmy są już w stanie sprostać surowym wymaganiom jakościowym stawianym przez Chiny (Chińczycy nie trawią laktozy i produkty dla nich muszą być produkowane przy zastosowaniu innych technologii). – Eksporterom, także firmom z Polski, powinno też sprzyjać to, że chińscy konsumenci mają niskie zaufanie do swoich firm. Ma to związek z aferą dotyczącą dodawania przez chińskie firmy melatoniny do produktów mlecznych dla dzieci – mówi Waldemar Broś.
Marek Sawicki dodaje, że nasza żywność ma mieć też ułatwiony dostęp do strefy wolnocłowej w Szanghaju, gdzie mieszka więcej ludzi niż w całej Polsce. Na rozwijanie interesów z Chinami liczy też branża owocowa, zwłaszcza producenci jabłek. W sytuacji, gdy spada eksport do Rosji, nie ma innego wyjścia, jak szukać nowych rynków zbytu. Polska musi zaś nastawić się na eksport poza UE, bo co roku sprzedajemy za granicę około 1 mln ton jabłek (są lata, że nawet więcej) i bez tego cały sektor wpadłby w ogromny kryzys, bo takiej ilości owoców nie udałoby się zagospodarować na rynku krajowym i unijnym. Dlatego sadownicy duże nadzieje wiążą z kilkuletnią kampanią promocyjną polskich jabłek, jaka ma się odbyć w Azji.
Nie zapominajmy też i o tym, że możemy wiele zdziałać na rynkach w krajach Afryki Północnej i Azji Mniejszej, gdzie chętnie są kupowane nasze wyroby mleczarskie, owoce, warzywa, słodycze. Z powodu wprowadzenia zakazu uboju rytualnego, znacznie zmniejszył się za to eksport wołowiny i drobiu do krajów muzułmańskich.
Krzysztof Losz