• Czwartek, 23 kwietnia 2026

    imieniny: Wojciecha, Jerzego

Liczą straty po powodzi

Wtorek, 20 maja 2014 (17:15)

Fala wezbraniowa na Wiśle przemieszcza się w dół rzeki. O bezpieczeństwo martwią się mieszkańcy Lubelszczyzny, gdzie zagrożenie powoli mija, i Mazowsza, gdzie fala dopiero dotrze. Tymczasem na Podkarpaciu, gdzie jeszcze wczoraj wody, nie tylko Wisły, zagrażały mieszkańcom, dziś trwa szacowanie strat.

Jak wynika z informacji służb wojewody podkarpackiego na terenie Podkarpacia woda na rzekach systematycznie opada, ale stany alarmowe wciąż przekroczone są na Wiśle w Szczucinie i na granicy województwa w Sandomierzu, a także w Nisku i Radomyślu na rzece San. – Wczoraj w Sandomierzu woda utrzymywała się na poziomie 740 cm, dzisiaj jest to 682 cm i woda systematycznie opada. Przekroczenia są jeszcze na wodowskazach w Kole na Wiśle, Nisku i Radomyślu na Sanie oraz w Rudzie Jastkowskiej na rzece Bukowa. Jednak i w tych miejscach poziom wód z godziny na godzinę obniża się – informuje Małgorzata Oczoś-Błądzińska, rzecznik prasowy wojewody podkarpackiego. Cały czas monitorowana jest sytuacja powodziowa na terenie powiatów: tarnobrzeskiego, mieleckiego i stalowowolskiego. Na terenie tego ostatniego powiatu uszczelniane są przecieki na wałach Sanu w Chwałowicach i Dąbrówce Pniowskiej. Trwa również monitoring przesiąkających wałów na osiedlach: Nagnajów, Wielowieś i Sielec w Tarnobrzegu. Ponadto strażacy sprawdzają stan wałów we Wrzawach i Zalesiu Gorzyckim. Z powodu powodzi wciąż nieprzejezdne są drogi: Gorzyce-Orliska, Baranów Sandomierski-Dymitrów Mały. Choć największe zagrożenie minęło, to wciąż trwa monitoring rzek i cieków wodnych, ale jak informuje Centrum Zarządzania Kryzysowego Wojewody Podkarpackiego, o całkowitym bezpieczeństwie hydrologicznym będzie można mówić dopiero za kilka dni, kiedy woda opadnie do stanów całkowicie bezpiecznych.

Opadająca woda odkrywa zniszczenia

Na obszarze Podkarpacia, tam, gdzie opadła woda, prace prowadzą komisje do spraw szacowania strat i szkód po powodzi. Jeszcze dziś powinna zapaść decyzja dotycząca wypłaty odszkodowań dla bieszczadzkich gmin, które jako pierwsze zostały dotknięte podtopieniami. Dotyczy to miejsc, gdzie żywioł najbardziej dał się we znaki w ubiegłym tygodniu: w powiecie ustrzyckim, w Ustrzykach Dolnych, Krościenku i w gm. Olszanica, gdzie wezbrane wody pozostawiły po sobie zniszczenia domów, dróg, szkoły, a także podtopionego w Ustrzykach Dolnych szpitala, siedziby Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej czy jednej ze szkół. W Olszanicy wstępne straty szacowane są na ponad milion złotych, ale zbilansowane mogą być znacznie wyższe. Szkody liczy samorząd, ale pomoc jest potrzebna także mieszkańcom, którym żywioł zabrał dorobek życia, niszcząc domy, obejścia i wyposażenie. Woda ustępując, coraz bardziej odsłania rozmiar zniszczeń. Największe są w Krościenku, gdzie najbardziej ucierpieli mieszkańcy gospodarstw położonych u zbiegu rzek Strwiąż i Stebnik. W tych rejonach domy zostały zalane do wysokości półtora metra. Poszkodowani oczekują na komisje z firm ubezpieczeniowych i proszą o doraźną pomoc. Tak jest np. w przypadku lokatorów zalanych mieszkań w bloku komunalnym w Ustrzykach Dolnych. Straty liczą też lokalni przedsiębiorcy. Wojewoda podkarpacka zaapelowała do samorządów o jak najszybsze przesyłanie informacji o wysokości strat. To przyspieszy wypłaty zasiłków dla poszkodowanych, którzy mogą liczyć na kwoty do 6 tysięcy złotych. Wojewoda zapowiada także pomoc z budżetu państwa dla poszkodowanych samorządów.

Tymczasem fala powodziowa przechodząca przez Lubelszczyznę zmierza w kierunku Warszawy. Minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz podczas dzisiejszej konferencji prasowej zapewnił, że najgorsze już minęło, a fala wezbraniowa, jaka dotrze do Warszawy, będzie o metr niższa niż przed czterema laty. Zaapelował także do mieszkańców stolicy, aby bez potrzeby nie wchodzili na wały przeciwpowodziowe.

Mariusz Kamieniecki