• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Zagrożenie przekazaniem

Poniedziałek, 19 maja 2014 (17:45)

Trwają rozmowy związkowców z Morskiej Stoczni Remontowej Gryfia z zarządem spółki. Związkowcy nie zgadzają się z planami dalszej restrukturyzacji stoczni. Pracownicy chcą, by wycofano się m.in. z outsourcingu, czyli przekazania części spółki w zarząd firmom zewnętrznym.

 

Zarząd spółki chce przekazywać ludzi i działy innym podmiotom gospodarczym w tzw. outsorcing. Pierwszy dział, który po 16 czerwca ma zostać oddany, to obróbka mechaniczna.

– Obecny stan stoczni można porównać do pacjenta w stanie zagrożenia życia, ale stabilnym, który w każdej chwili może umrzeć albo ożyć. Ten zakład przede wszystkim musi zacząć na siebie zarabiać, bo inaczej nie będzie w stanie dalej funkcjonować – powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Bartłomiej Szmyt, przewodniczący komisji zakładowej Związku Zawodowego NSZZ „Solidarność”.

Związki zawodowe, które reprezentują pracowników stoczni, wyrażają sprzeciw wobec oddawania części spółki w zarząd firmom zewnętrznym. Takie działanie oznacza pozbywanie się wartościowych ludzi, którzy z kolei tracą poczucie bezpiecznego zatrudnienia.

– Nie podobają nam się działania obecnego zarządu, który zamiast szukać pracy i zdobywać nowe kontrakty czy nowe zlecenia, niepotrzebnie zajmuje się restrukturyzacją. Pozbywa się ludzi, aby obniżyć koszty funkcjonowania spółki i ukryć swoją nieudolność – powiedział Bartłomiej Szmyt.

Prowadzone rozmowy na razie nie wniosły nic nowego do tej sprawy. Zarząd upiera się przy swoim, ma jakiś dziwny cel do zrealizowania – odsunąć ludzi w outsorcing. Co więcej, zamiast skoncentrować się na zdobywaniu nowych zleceń, to zajmuje się reorganizacją, która nie prowadzi do niczego dobrego.

Obecnie zadłużenie stoczni wynosi kilka milionów złotych, brak nowych środków będzie oznaczał wydłużenie okresu spłacania rat kredytowych. – Jeszcze raz podkreślę, że jeśli panowie z zarządu nie zaczną szukać nowych kontraktów, to prędzej czy później dojdzie do grupowych zwolnień lub upadłości zakładu pracy. Nie ukrywam, że na stanowiskach zarządzających znajdują się nieodpowiednie osoby – mówi Bartłomiej Szmyt.

Związkowcy nie wykluczają zawiązania komitetu protestacyjnego, jeżeli najbliższe rozmowy z zarządem stoczni nie przyniosą oczekiwanych przez nich rozwiązań.

Magdalena Pachorek