• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Rynek mleczarski się zawęża

Poniedziałek, 19 maja 2014 (16:31)

W związku z kryzysem na Ukrainie i embargiem rosyjskim spada nie tylko eksport polskiej wieprzowiny, ale także wyrobów mleczarskich. Podkarpacie jest wprawdzie niewielkim producentem mleka, ale spadek eksportu wyrobów mleczarskich zaczyna być również odczuwalny w tym regionie.

Rynek produktów mleczarskich w Polsce niebezpiecznie się zawęża. Na razie produkujemy znacznie więcej mleka i jego przetworów, niż jesteśmy w stanie skonsumować. Żeby interes był opłacalny, musimy eksportować ok. 40 proc. naszych wyrobów mleczarskich. Nie najlepszą sytuację pogłębia zahamowanie eksportu na Wschód.

Kryzys odczuwalny jest w całym kraju, także w mleczarniach na Podkarpaciu. Od 20 do 30 proc. spadł eksport na Wschód produktów Mlekovity. To największy w regionie producent wyrobów mleczarskich, m.in. mleka w proszku, śmietany, serów twardych, twarogów czy masła, do którego należy Spółdzielnia Mleczarska Mlekovita oddział w Trzebownisku i w Sanoku. Spadek eksportu sprawił, że zmniejszyła się nie tylko hurtowa sprzedaż, ale także handel z drobnymi kontrahentami z Ukrainy, którzy coraz rzadziej odwiedzają producenta. Efektem tego jest obniżka cen produktów mleczarskich, co pociąga za sobą także niekorzystne dla rolników obniżenie cen skupu mleka.

Problemem mogą się także okazać nowe zapisy programu rozwoju obszarów wiejskich ograniczające pomoc dla produkcji ekologicznej, co powoduje, że część gospodarstw mleczarskich już zaczyna uciekać od produkcji ekologicznej. Okazuje się bowiem, że certyfikaty są zbyt drogie w stosunku do korzyści, jakie można osiągnąć, produkując ekologiczne mleko. W tej sytuacji polscy producenci ekologicznych wyrobów mleczarskich już niebawem mogą mieć problem. Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Jasienicy Rosielnej w pow. brzozowskim, gdzie wytwarzane są ekologiczne produkty jak np. mleko, twarogi czy masło, na razie radzi sobie, ale istnieje obawa, że taka sytuacja na dłuższą metę w połączeniu z ograniczeniem pomocy unijnej na ekologię może spowodować brak surowca.

Jaki rynek po zniesieniu limitów?

Spadek cen mleka i zahamowanie eksportu na Wschód to nie jedyne problemy, z jakim spotykają się, a na pewno niedługo zetkną się małe mleczarskie gospodarstwa i producenci wyrobów mleczarskich. Ekonomiści już dziś zwracają uwagę, aby rolnicy przygotowali się na zmianę unijnych przepisów dotyczących zniesienia limitów produkcyjnych na mleko, które zaczną obowiązywać w przyszłym roku.

– Nowa sytuacja rodzi wiele wyzwań, ale też wiele zagrożeń. Wyzwaniem jest to, że będzie można więcej produkować. To z kolei szansa na większą sprzedaż pod warunkiem, że uda się znaleźć rynki zbytu – uważa dr Władysława Jastrzębska, ekonomistka z Uniwersytetu Rzeszowskiego. Jednak jak dodaje, uwolnienie rynku mleczarskiego oznaczać będzie również większą konkurencję ze strony innych krajów Unii Europejskiej, które już są gotowe zwiększyć produkcję. Żeby jej sprostać, polscy rolnicy będą musieli m.in. zwiększyć swoje stada bydła mlecznego. Okazuje się bowiem, że w Polsce przeciętne stado liczy 6 krów, podczas gdy w Niemczech przeciętne stado krów liczy 46, w Holandii - 76, a w Danii - 140. Mało tego, hodowcy z tzw. starej Unii z myślą o nowych zasadach powiększają jeszcze swoje stada, podczas gdy w Polsce przeciwnie. Dodatkową kwestią jest także to, że zwiększenie stada w ciągu roku jest niemożliwe, bo potrzeba na to przynajmniej dwóch lat. Powstaje zatem pytanie, czy polscy rolnicy czy hodowcy są w stanie sami z siebie podjąć się bądź co bądź inwestycji, jaką jest zwiększenie stada i czy zabezpieczą sobie odbiór wyprodukowanego mleka.

Potrzebne są działania ze strony rządu

Ważne jest także, żeby w obliczu załamania eksportu na rynki wschodnie rząd podjął działania dotyczące znalezienia nowych rynków zbytu za granicą dla naszych wyrobów mleczarskich. Zdaniem dr Jastrzębskiej, takie poszukiwania powinny być wsparte polityką handlową, jaką prowadzi rząd – ministerstwo rolnictwa w każdym kraju.

– Wiele rzeczy należy naprawić, jak chociażby znany temat sprzedaży wędzonych wędlin, gdzie normy zawartości substancji smolistych, które wykluczają nasze produkty wędzone, w tym także sery, zostały ustalone już dawno, tymczasem do dziś resort rolnictwa nie zrobił nic albo niewiele, żeby w obliczu restrykcji pomóc polskim producentom w utrzymaniu się na rynku – uważa dr Jastrzębska.

Szansą może być obiecujący i bardzo chłonny rynek chiński, gdzie obecnie eksportowanych jest zaledwie 6 proc. polskich wyrobów mleczarskich. Tym zaś, co w rywalizacji z innymi producentami powinno przemawiać na korzyść naszych wyrobów mleczarskich, np. na rynku chińskim jest jakość. Ta ścieżka to wielka szansa dla naszych producentów, problemem może być jednak ograniczenie przez UE dopłat do produktów ekologicznych. Może się bowiem okazać, że brak finansowego wsparcia będzie barierą nie do przeskoczenia dla mniejszych gospodarstw ekologicznych w Polsce.  

Mariusz Kamieniecki