Najlepiej udokumentowana bitwa
Niedziela, 18 maja 2014 (07:05)Z prof. Zbigniewem Wawrem, dyrektorem Muzeum Wojska Polskiego, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Dlaczego masyw Monte Cassino był tak ważnym miejscem w kampanii włoskiej?
– Pierwsze natarcie aliantów w 1943 roku uświadomiło dowództwu całej armii, że tam nie ma szans przejścia i uderzenia w kierunku Rzymu. Szukano innych dróg. Pod uwagę były brane dwie, które prowadziły w kierunku Rzymu: droga nr 7, biegnąca wzdłuż brzegu Morza Tyrreńskiego, i droga nr 6, która przechodziła obok masywu Monte Cassino przez miasteczko Cassino i wchodziła w dolinę rzeki Liri. Dowództwo alianckie, ze względu na to, że był to najszerszy w tym miejscu teren, wybrało ostatecznie dolinę rzeki Liri. Uważano bowiem, że droga nr 7, która biegnie wzdłuż wybrzeża, jest za wąska i łatwo ją zablokować. Wystarczyło zniszczyć kilka pojazdów czy czołgów, które znalazły się na tej drodze, i zablokować dalszy ruch aliantów. By jednak posuwać się dalej w kierunku doliny rzeki Liri i tam rozwinąć jednostki pancerne, trzeba było zająć masyw Monte Cassino, gdzie bronili się Niemcy.
Odcinek, na który trafił 2. Korpus Polski gen. Władysława Andersa, był szczególnie trudny.
– Przede wszystkim wiódł przez liczne wzniesienia, teren był skalisty i do tego zaminowany. Trzeba było najpierw robić przejścia w polach minowych, by móc rozwinąć natarcie. Ponadto niemiecki system obrony stanowił niejako system naczyń połączonych, który wzajemnie chronił się ogniem. Oddziały, które na przykład atakowały wzgórze „Widmo”, mogły być ostrzeliwane z innych wzgórz.
Amerykanie nie radzili tam sobie, może szwankowało u nich dowodzenie?
– To nie chodzi o dowództwo, po prostu przeciwnik był za silny i za dobrze zorganizowany. Trzeba pamiętać, że walczyła tu doborowa jednostka spadochronowa, oddziały strzelców górskich. To były oddziały przystosowane do walk na takim terenie. Tkwili tam kilka miesięcy. Wiedzieli już, gdzie można się spodziewać ataku, które odcinki trzeba pokryć ogniem itd. Polacy nie mieli łatwiejszego zadania od Amerykanów, gdyż Niemcy zmieniali swoje stanowiska. Nikt też nie rozpoznawał ich wszystkich bunkrów na „Widmie” czy San Angelo.
Jak przygotowani i uzbrojeni byli do walk we Włoszech żołnierze 2. Korpusu?
– Polacy mieli standardowe wyposażenie – takie, jakie miały oddziały brytyjskie. Podlegaliśmy dowództwu brytyjskiemu, mieliśmy więc ten sam system zaopatrzenia, co Anglicy. Nasze umundurowanie było brytyjskie, podobnie jak oporządzenie i racje żywnościowe oraz uzbrojenie. Polacy przeszli specjalne przeszkolenie. Po opuszczeniu Związku Sowieckiego, po ewakuacji do Iranu, otrzymywali brytyjskie uzbrojenie. W Egipcie i Palestynie, górach Libanu wszystkie nasze jednostki przeszły przeszkolenie w walce górskiej.
W jakiej kondycji byli nasi żołnierze?
– Nigdy nie siedziałem w sowieckim łagrze, więc trudno mi powiedzieć, jak się czuli. Choć byli już odżywieni, to jednak na pewno trudne przeżycia, jakich doświadczali na Syberii, pozostawiły ślad w ich psychice. Na pewno inaczej zachowywali się żołnierze Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, którzy nie przeszli przez sowieckie piekło.
Polacy odznaczyli się wielkim bohaterstwem, zdobywając po kolei niemieckie umocnienia. Co złożyło się na ich ostateczny sukces?
– Otóż Polacy chcieli pokazać, że potrafią walczyć i odnieść zwycięstwo. To już był piąty rok wojny i wszyscy pragnęli zemścić się na nieprzyjacielu, pokazać, że jesteśmy lepszym wojskiem, które potrafi wygrywać.
Walki pod Monte Cassino, które pochłonęły tak wiele ofiar po obu stronach, można porównywać do walk prowadzonych w Normandii?
– Tu były cięższe walki. W liczbie ofiar w czterech bitwach o Monte Cassino zginęło, zostało rannych lub zaginęło prawie 200 tysięcy żołnierzy po obu stronach. To więcej niż w Normandii. Poza tym Normandia i masyw Monte Cassino to zupełnie inna rzeźba terenu, tam był teren nadbrzeżny, tu górski. Choć oba bardzo trudne, to jednak w Normandii łatwiej było posiłkować się artylerią i lotnictwem. Na Monte Cassino lotnictwo nie dawało już takiego samego wsparcia. Samoloty nie były wtedy tak precyzyjne, jak są dzisiaj.
Dlaczego udział Polaków w bitwie o Monte Cassino był często przez zagranicznych historyków marginalizowany?
– Poza tym, co napisał generał Anders, i kilkoma innymi mniej lub bardziej popularnymi pozycjami nie ma żadnych opracowań o udziale Polaków w bitwie o Monte Cassino wydanych w języku angielskim, niemieckim czy francuskim. Na przykład Wańkowicz nie był przetłumaczony na angielski. Spotkałem kiedyś brytyjskiego historyka Matthew Parkera, który dostał ode mnie książkę o Polakach biorących udział w IIwojnie światowej w języku angielskim. Stwierdził później, że dopiero z niej dowiedział się wielu rzeczy o walkach o Monte Cassino. Trzeba niestety pamiętać o tym, że wiedza o Monte Cassino na Zachodzie jest wykładnią pozycji wydanych w języku angielskim.
Sowiecka propaganda próbowała pokazać, że żołnierze 2. Korpusu walczyli w złej sprawie, i piętnowała postać gen. Władysława Andersa.
– Nie znam prasy sowieckiej z tamtego okresu, ale na pewno nie pisano w niej, że Polacy zajęli Monte Cassino. Stalin ział nienawiścią do 2. Korpusu. Do 1956 roku nie można było w Polsce normalnie pisać o Monte Cassino. Stale natomiast pojawiały się same inwektywy w stosunku do żołnierzy gen. Andersa. Pozbawieni byli po wojnie praw emerytalnych. We wnioskach do emerytury, które składali żołnierze z armii Andersa pod koniec lat 40., pisano, że „służby w faszystowskiej armii Andersa nie uznaje się za służbę w Wojsku Polskim”. Co ciekawe, uznawano za to udział w wojnie 1920 roku czy służbę w przedwojennej policji.
Jaki jest stan badań bitwy pod Monte Cassino?
– Pięć lat temu napisałem książkę „Monte Cassino. Walki 2. Korpusu Polskiego”. Wykorzystałem w niej wszystkie dokumenty, które były dostępne. Wielu ludzi przysłało mi cenne informacje, choć – jak wiadomo – nigdy nie zbierze się wszystkiego. Monte Cassino o tyle jest szczęśliwą bitwą, że generał Anders nakazał sporządzenie sprawozdań. Pisano je na bieżąco, większość z nich kończy się z datą 6-8 czerwca, część pisali żołnierze, którzy byli wtedy już w szpitalach. Stąd jest to najlepiej udokumentowana bitwa polska w materiale archiwalnym. Dzięki Wańkowiczowi powinna być ona dodatkowo dobrze znana Polakom.
W jaki sposób Muzeum Wojska Polskiego uczci 70. rocznicę walk o Monte Cassino?
– W poniedziałek otworzyliśmy w muzeum wystawę „Od Monte Cassino do linii Gotów”, na której obecna była córka generała Andersa. Prezentujemy umundurowanie, odznaczenia, broń oraz dokumenty z walk o Monte Cassino. Wydaliśmy także album z ciekawymi zdjęciami i dokumentami „Monte Cassino ’44”. Ukazuje on historię armii Andersa od wyjścia 2. Korpusu z Rosji.