Śmierć za życie
Piątek, 16 maja 2014 (19:05)Mamy XXI wiek. Wydawałoby się, że przy rozbudowanym molochu instytucjonalnym w postaci ONZ, działalności organizacji pozarządowych, podpisania przez wiele państw Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i innych dokumentów, w tym samym XXI wieku można zostać skazanym na karę śmierci za swoje poglądy lub przynależność do jakiejś religii.
W mediach światowych i polskich dość szeroko omawia się dzisiaj wyrok skazujący na śmierć młodą chrześcijankę Meriam Yahia Ibrahim Ishag. Problem jest poważny, ponieważ kieruje nasz wzrok ku islamowi i prawu szariatu.
O sprawie 27-letniej Ibrahim pisałem ponad tydzień temu na portalu NaszDziennik.pl, kiedy jeszcze nie było szumu medialnego na ten temat (zob. tutaj). W tym miejscu przypomnę tylko kilka faktów.
Ibrahim została skazana na śmierć za rzekomą zmianę religii, z islamu na chrześcijaństwo (w przypadku odwrotnego kierunku przestępstwa w islamie nie ma, przeciwnie, jest w takiej sytuacji nawet instytucjonalna aprobata owej tendencji). Jej ojciec Adraf Al-Hadi Mohammed Abdullah jest muzułmaninem, a zgodnie z prawem szariatu, które obowiązuje w Republice Sudanu po podziale kraju w 2011 roku, kobieta ta, chociaż ojciec opuścił rodzinę, gdy była dzieckiem (miała sześć lat) i od samego początku została wychowana w chrześcijaństwie (prawosławiu) przez swoją matkę pochodzącą z Etiopii, jest muzułmanką. W tym przypadku religia ojca decyduje o wierze dzieci. Jednak nie w każdym przypadku, a co gorsza istniejący wyjątek od reguły znów odnosi się do życia Ibrahim. Przejdę teraz do sprawy rzekomego „cudzołóstwa”, za które przed śmiercią Ibrahim ma zostać wybatożona (stukrotnie) pejczem. Otóż, Meriam ośmieliła się wyjść za mąż za chrześcijanina z Sudanu Południowego, Daniela Wani. To przestępstwo, o ile kobieta jest muzułmanką. Dziecko, chłopiec Martin, które ma w tej chwili 20 miesięcy, nie należy zatem formalnie do ojca chrześcijanina, ale do religii, konkretnie do islamu, dlatego wydalony z kraju Daniel Wani nie ma prawa do własnego dziecka, a ponieważ Ibrahim jest samotna, mały Martin musi przebywać z nią w celi śmierci. Aby tego było mało, Ibrahim jest w ciąży, w dziewiątym miesiącu, i kaci czekają, aż urodzi swoje dziecko, żeby ją potem wybatożyć. Prawnik złożył apelację od wyroku. Sędzia Abbas Mohammed Al-Khalifa dał chrześcijance trzy dni do namysłu, aby przeszła na islam, ale ona odmówiła, więc ma zostać powieszona w ciągu dwóch lat, ze względu na karmienie dziecka piersią. Przez pół godziny imam próbował nakłonić ją do zmiany wiary. Kobieta stanowczo odpowiedziała: „Jestem i byłam chrześcijanką, nigdy nie popełniłam apostazji”.
W tej sytuacji możemy mieć tylko nadzieję, że wyrok nie zostanie wykonany. W Polsce nie ma ambasady i konsulatu Republiki Sudanu. Nie możemy zatem pisać petycji ani pikietować, wyrażając swój sprzeciw. Jako chrześcijanie możemy się jednak modlić i mieć pewną nadzieję, gdyż od czasu uzyskania niepodległości kraju, w 1956 roku, tylko jeden raz, w 1985 roku, wykonano wyrok śmierci za apostazję, czyli odejście od islamu (w islamie nie istnieje pojęcie konwersji, zmiana religii jest postrzegana jako przestępstwo apostazji). Karę wykonano na Mahmudzie Mohamedzie Taha, islamskim reformatorze, którego sąd sudański uznał za heretyka.
Trzeba pamiętać, że Sudanem rządzą islamscy mordercy, z prezydentem ludobójcą Omarem al Baszirem na czele. Przy ich kalibrze przestępstw, jakich się dopuścili od lat 80. do dziś w Sudanie, sprawa Ibrahim, która zbulwersowała międzynarodową opinię publiczną, jest – przepraszam za sformułowanie – „nic nie znaczącym pyłkiem”. To bandyci.
W ciągu trwania drugiej wojny domowej (1983-2005) islamiści z Północy przeprowadzili wśród chrześcijan z Południa prawdziwą rzeź niewinnych ludzi. Krzyżowali chrześcijan, porywali dzieci, które były sprzedawane na niewolników lub zbrojeni i wysyłani na wojnę jako żołnierze lub tragarze, rządowe wojska islamskie oraz islamska milicja dżandżawidów mordowały wioskę za wioską, palono domy, w których zamykano w środku ludzi, rządowe bombowce (trwa to do dziś) zrzucały bomby na cele zamieszkałe przez cywilów. Zaplanowana i wywołana przez Chartum klęska głodu pozbawiła życie setki tysięcy Sudańczyków z Południa, przeprowadzano masowe aresztowania i tortury, a wszystko w imię Allaha. W czasie tej wojny zginęło od 2 do 2,5 mln osób, a ok. 4–5 mln osób zostało wysiedlonych ze swoich domów.
Co dziś?
Chrześcijanki są notorycznie karane chłostą za noszenie dżinsów lub nienoszenie nakrycia głowy, nie wolno sprzedawać alkoholu, ewangelizować, publicznie manifestować religii innej niż islam, niedziela nie jest dniem wolnym od pracy. Według danych międzynarodowego Dzieła katolickiego Stowarzyszenia Papieskiego Pomoc Kościołowi w Potrzebie, w latach 1975–2005 nie zostało wydane ani jedno pozwolenie na budowę kościoła na północy Sudanu. Około 35 tys. osób z plemienia Dinka jest nadal niewolnikami, przetrzymywanymi przez „ich” arabskich „panów”, którzy uważają, że te osoby mogą być ich sługami, ponieważ nie są muzułmanami.
Jedyne, co w sprawie Ibrahim może cieszyć, to fakt, że podobnie jak w przypadku uprowadzonych dziewczynek chrześcijańskich z Chibok w Nigerii, świat może zwróci nareszcie uwagę na problem postępującej islamizacji świata, deptania wolności i praw człowieka przez państwa islamu, a także, że zjawisko prześladowań chrześcijan jest masowe i dotyka od 200 do 300 milionów ludzi na całym świecie.
Tutaj znajduje się rozmowa z mężem skazanej na śmierć Mariam Yehya Ibrahim w CNN. Relacja z wydarzenia podana przez BBC dostępna jest tutaj.
Dr Tomasz M. Korczyński