Coraz bliżej pokoju?
Piątek, 16 maja 2014 (14:28)Prorosyjscy separatyści wycofali się z okupowanych budynków w Mariupolu na wschodzie Ukrainy, gdzie ulice od rana kontrolują patrole złożone z milicji i pracowników lokalnych zakładów przemysłowych, należących do najbogatszego Ukraińca Rinata Achmetowa.
Memorandum o przywróceniu porządku w mieście podpisali: kierownictwo zakładów metalurgicznych Achmetowa, władze miejskie i reprezentanci organizacji społecznych. Zaakceptował je także, jak pisze agencja AP, przedstawiciel samozwańczej tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, której niepodległość ogłoszono po niedawnym pseudoreferendum.
Prorosyjscy separatyści kontrolowali od tygodni gmachy państwowe w Mariupolu, drugim pod względem wielkości mieście obwodu donieckiego. Associated Press pisze, że rano w półmilionowym Mariupolu nie było śladu obecności rebeliantów.
German Mandrakow, który dowodził ludźmi okupującymi jeden z gmachów w Mariupolu, powiedział agencji AP, że zmuszono ich do opuszczenia budynku. – Ktoś próbuje posiać niezgodę w naszych szeregach, ktoś coś podpisał, lecz my będziemy kontynuować walkę – zapowiedział.
W kilkupunktowym memorandum w sprawie przywrócenia porządku w Mariupolu nawiązano do tragicznych wydarzeń w tym mieście z 9 maja, gdy około 20 separatystów zginęło w walce z siłami rządowymi o budynek milicji. Po stronie sił rządowych zginęła jedna osoba, a pięć zostało rannych; czterech separatystów pojmano.
Rano kilkudziesięciu pracowników zakładów przemysłowych w kombinezonach i hełmach usuwało barykady przed jednym z budynków państwowych. Jeden z nich powiedział, że mieszkańcy są zmęczeni walką i chaosem. – Grabieże i maruderstwo muszą się skończyć – zaznaczył.
Rzecznik lokalnej milicji Julia Lafazan powiedziała, że w Mariupolu działa obecnie ok. 100 zespołów złożonych z dwóch milicjantów i od sześciu do ośmiu pracowników zakładów metalurgicznych; zespoły patrolują ulice miasta. – Po raz pierwszy od tygodni mogę wyjść po zakupy bez lęku – powiedziała agencji AP 47-letnia Wałentyna Toczylina.