Tragedia uprowadzonych dziewcząt
Czwartek, 15 maja 2014 (19:36)Tragedia uprowadzonych dziewcząt z Nigerii trwa. Ponad 270 dziewcząt uprowadzonych 14 kwietnia ze szkoły we wsi Chibok w Nigerii przez bojowników Boko Haram pozostaje w rękach porywaczy. Międzynarodowe Dzieło chrześcijańskie Open Doors dotarło do jednej z dziewcząt, której udało się zbiec, a także do rodziców porwanych chrześcijanek. Dziewczynka opowiedziała, że mężczyźni, których początkowo brały za żołnierzy, grozili, że zastrzelą każdą osobę stawiającą opór. „Jeszcze nie spałyśmy - powiedziała 17-letnia Joyce, uczestniczka zajść w szkole w Chibok – kiedy przyjechali ci mężczyźni. Myślałyśmy, że to żołnierze. Kazali nam się zebrać w jednym miejscu, po czym podłożyli ogień pod budynki szkolne. Nie oszczędzili nawet naszych rzeczy osobistych”.
Terroryści kazali Joyce i ponad trzystu innym dziewczętom wsiąść do ciężarówek, grożąc, że zastrzelą każdego, kto będzie się sprzeciwiał. Następnie odjechali do lasu Sambisa.
„Dali nam coś do picia i kazali przygotować dla nich jedzenie” – mówi Joyce. Następnego dnia po południu Joyce oddaliła się pod pretekstem skorzystania z toalety i tak udało się jej zbiec wraz z dwiema koleżankami. Około godziny dwudziestej dziewczęta dotarły do obozowiska ludu Fulani, wędrownych pasterzy. Tam spędziły noc i następnego dnia udało im się wrócić do domu.
W sumie z rąk porywaczy uciekło blisko czterdzieści dziewcząt. Nadal nie wiadomo, jaki los spotkał pozostałe 270 uczennic. Szczególnie bolesnym faktem jest to, że stanowy rząd miał wystarczająco wiele informacji, by przewidzieć rozwój wydarzeń. Wśród uprowadzonych znajduje się dwudziestoletnia dziewczyna pochodząca z wioski nieopodal wsi Chibok. Ojciec uczennicy jest sparaliżowany strachem i zastanawia się, dlaczego władze szkoły nalegały, aby dziewczęta zostały na noc w szkole, mimo iż krążyły pogłoski o zbliżającym się niebezpieczeństwie.
„Żyjemy w ciągłym napięciu” – mówi jej ojciec, który ze względów bezpieczeństwa pozostaje anonimowy. „Dzień i noc modlimy się o powrót naszych córek. Nie robimy nic innego, choć zaczęła się właśnie pora deszczowa i należałoby iść w pole”.
Ojciec innej z uczennic także twierdzi, że od jakiegoś czasu krążyły pogłoski o planowanym ataku na wioskę Chibok, gdzie setki dziewcząt, głównie z chrześcijańskich domów, miało wrócić do szkoły na czas egzaminów. Tylko nieliczni rodzice mieszkający w okolicy zdołali odebrać dziewczęta ze szkoły przed nastaniem nocy. Inni, mieszkający dalej, musieli pozostawić córki na noc w szkolnym internacie. „Wielu rodziców z sąsiednich wsi chciało przywieźć dziewczęta rano, w dniu egzaminu” – mówi jeden z ojców. – „Jednak władze szkoły nie wyraziły zgody. Teraz nasze córki są w rękach porywaczy”. Ten sam ojciec uczestniczył w spotkaniu ponad pięćdziesięciorga rodziców uprowadzonych dziewcząt zorganizowanym w czwartek. Wyznał, że wielu z nich oskarża szkołę o rażące zaniedbanie. „Jak można usprawiedliwić fakt, iż dyrektor postanowił zatrzymać dziewczęta w szkole, mimo niepokojących doniesień o zbliżającym się ataku? I jak mamy rozumieć to, że żadna z córek osób zatrudnionych w szkole nie została porwana?”.
Pytania pozostają bez odpowiedzi. Do rodziców docierają jednak z całego świata słowa pokrzepienia i wyrazy współczucia, jak również wyrazy potępienia dla działań Boko Haram oraz nieudolności nigeryjskich władz, które do tej pory nie zdołały pomóc zakładniczkom.
Chrześcijanki, którym na szczęście udało się zbiec z rąk porywaczy, zostały ponownie wezwane do szkoły w celu ukończenia egzaminów.
Chibok jest chrześcijańską enklawą w zdominowanym przez muzułmanów stanie Borno w północno-wschodniej części kraju. Już wiele razy społeczności chrześcijańskie zamieszkujące ten region były atakowane przez Boko Haram, ciężko uzbrojonych bojowników islamskich, mających za cel ustanowienie w całym kraju prawa islamskiego. Borno jest ich nieformalną stolicą.
Warto podkreślić, że działalność bandytów z Boko Haram wywołuje sprzeciw nie tylko wśród chrześcijan.
Wojskowy przywódca Nigerii z lat 80., były prezydent i emerytowany generał Muhammadu Buhari potępił „bezsensowną przemoc” Boko Haram oraz wyraził swoje współczucie dla rodzin porwanych: „To skandaliczne nagranie zamieszczone w internecie jest dowodem bezmyślności bigotów. Ukazuje ich takimi, jakimi rzeczywiście są. Niemożliwym jest, by ludzie tego pokroju grozili nam lub gwałcili naszą suwerenność. Z ich wypowiedzi i czynów jasno wynika, że nie mają Boga w sercu. Nie zależy im na dobru naszego kraju i jego mieszkańców. Jestem muzułmaninem, znam także naukę chrześcijańską i rozumiem, że obie religie dążą do pokojowego współistnienia całej ludzkości”.
Niektórzy z czołowych uczonych muzułmańskich potępili zbrodnicze działania Boko Haram. Przedstawiciele The Islamic Fiqh Academy, członka Organizacji Współpracy Islamskiej, powiedzieli, że porwania w Nigerii „sprzeciwiają się wszelkim zasadom humanitarnym i moralnym, a także zaleceniom Koranu i Sunny”.
Dr Tomasz M. Korczyński