• Czwartek, 23 kwietnia 2026

    imieniny: Wojciecha, Jerzego

Dorabiali na boku…?

Wtorek, 13 maja 2014 (22:03)

Marszałek Województwa Podkarpackiego Władysław Ortyl zapowiedział dziś, że złoży wniosek o odwołanie z funkcji swojego zastępcy Jana Burka. To pokłosie doniesień dotyczących dwóch podległych marszałkowi wicedyrektorów, którzy łączyli pracę dla urzędu z pracą w prywatnej firmie. Problem w tym, że jeden z nich to zięć wicemarszałka Burka.

Decyzja marszałka Ortyla ma związek z informacjami medialnymi dotyczącymi Konrada Łobody, zastępcy dyrektora departamentu społeczeństwa informacyjnego w Urzędzie Marszałkowskim w Rzeszowie, oraz Pawła Stochmala, zastępcy dyrektora Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie, prywatnie zięcia wicemarszałka województwa Jana Burka. Obaj wicedyrektorzy obok pracy zawodowej dorabiali po godzinach w prywatnej firmie nadzorującej inwestycje unijne realizowane ze środków UE dla innych podmiotów. Niektóre z nich finansował Urząd Marszałkowski w Rzeszowie. Po doniesieniach prasowych obaj wicedyrektorzy stracili swoje stanowiska, a wicemarszałek Burek złożył rezygnację ze stanowiska.

Burza w szklance wody...?

Na zwołanej dziś konferencji prasowej marszałek Władysław Ortyl poinformował, że zarząd województwa w związku z ostatnimi wydarzeniami zmienił schemat organizacyjny Urzędu Marszałkowskiego, ponadto na najbliższej sesji sejmiku marszałek złoży wniosek o odwołanie ze stanowiska wicemarszałka Jana Burka bez wniosku o powołanie nowego wicemarszałka bądź członka zarządu. W ocenie marszałka Ortyla, najważniejsze jest teraz dogłębne wyjaśnienie całej sprawy. Poinformował również, że w urzędzie marszałkowskim i filharmonii zostały wszczęte wewnętrzne kontrole dotyczące przyznawania unijnego wsparcia i ewentualnych nieprawidłowości związanych z funkcjonowaniem czy też naruszeniem regulaminu wspomnianych instytucji. Od ich wyników zależeć będą kolejne decyzje. Marszałek nie wyklucza też wycofania się z podjętych decyzji personalnych, jeśli nieprawidłowości się nie potwierdzą.

– W ubiegłym roku, we wrześniu, poleciłem, aby odebrać oświadczenia od dyrektorów, zastępców, kierowników, czy nie pracują przy projektach związanych z pomocą europejską, a także czy nie dorabiają przy projektach budżetowych. Te oświadczenia zostały zebrane i nie było tam nic, co mogłoby wskazywać, że takie relacje mają miejsce – wyjaśniał dziś marszałek Ortyl.

Wyniki kontroli zdecydują też, czy obok decyzji personalnych będzie także wniosek do organów ścigania, czy zakończy się na burzy w szklance wody. Czy decyzja o odwołaniu wicemarszałka Jana Burka będzie miała wpływ na układ sił w Sejmiku, gdzie przed rokiem władzę przejęło PiS i Prawica Rzeczpospolitej…?

– Istotą zgłoszonego przeze mnie wniosku nie jest obawa ani patrzenie, czy zachwieje to układem sił w Sejmiku, czy nie. Zdarzył się taki przypadek. Uważam, że trzeba postępować transparentnie, trzeba dać możliwość pełnego wyjaśnienia, pełnego sprawdzenia tej sprawy. Takie są standardy: dwóch wicedyrektorów natychmiast odeszło. Jaka będzie arytmetyka sejmikowa nie jest najważniejsze. Najważniejszą sprawą jest wyjaśnienie i pokazanie, jeżeli rzeczywiście takie rzeczy miałyby miejsce, że tego typu działania w obrębie środków budżetowych, publicznych nie mogą mieć miejsca – podkreślał marszałek Władysław Ortyl.

Czas na wyjaśnienia

Jan Burek został też zawieszony w prawach członka PiS. W ocenie polityków PiS, cała sprawa rozdmuchana teraz, w okresie kampanii do Parlamentu Europejskiego, ma na celu uderzenie w przeciwnika politycznego i bardziej przypomina machanie szabelką przez PO - PSL - SLD niż realne szanse na przejęcie władzy w samorządzie Podkarpacia. Priorytetem jest jednak wyjaśnienie całej sprawy.

– W naszym ugrupowaniu obowiązuje zasada, że jeżeli którykolwiek z członków znajduje się w centrum spraw dotyczących nawet podejrzenia naruszenia prawa czy wobec którego są kierowane zarzuty natury etycznej, to prezes Jarosław Kaczyński podejmuje decyzję o zawieszeniu danej osoby w prawach członka PiS do czasu wyjaśnienia sprawy. Tak też się stało w wypadku Jana Burka. Na razie nie można przesądzać, jak ta sprawa się zakończy – wyjaśnił w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl poseł PiS Andrzej Szlachta, sekretarz Podkarpackiej Rady Regionalnej PiS.

Mariusz Kamieniecki