Dobry Pasterz
Wtorek, 13 maja 2014 (14:29)Homilia ks. Adriana Galbasa SAC, wygłoszona w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Fatimskiej, Zakopane, 12 maja 2014 roku
Bracia i siostry,
wczoraj była czwarta niedziela wielkanocna, Niedziela Dobrego Pasterza! Nie „zdolnego pasterza” albo „inteligentnego pasterza”, albo „przedsiębiorczego pasterza”, tylko pasterza dobrego, czyli takiego, który jest dobry dla każdej swej owcy, niezależnie od jej kondycji.
To Chrystus jest Dobrym Pasterzem. Sam tak się nam dzisiaj przedstawił w Ewangelii: „Ja jestem Dobrym Pasterzem”, jest dobrym Pasterzem, bo umarł na krzyżu po to, by owce miały życie i miały je w obfitości, a zmartwychwstając – stanął na czele owczarni, czyli Kościoła, i prowadzi go po właściwych ścieżkach nad wody życia wiecznego. Chrystus jest Dobrym Pasterzem, dlatego owce, które za Nim idą, czują się przy Nim bezpieczne. Nawet gdyby musiały przejść przez jakieś ciemne doliny, niczego nie muszą się bać, bo ich Pasterz jest przy nich. Jedyne, co owca powinna zrobić, to Pasterzowi zaufać, zaufać Dobremu Pasterzowi i iść za Nim.
Pomiędzy nami idziesz, Panie [modlimy się w jednym z moich ulubionych hymnów brewiarzowych],
Po kamienistej drodze życia
I słuchasz słów zrodzonych z lęku
Przed jutrem pełnym tajemnicy…
Ileż jest tych kamienistych ścieżek, o które kaleczymy każdego dnia nasze stopy i serca! Jak dużym często lękiem wypełnione jest nasze życie. Lękiem o przyszłość, której nie znamy: o to jutro „pełne tajemnicy”! I jeśli jest coś, co potrafi tę naszą życiową wędrówkę uczynić lżejszą, jeśli jest coś, co potrafi dać większy spokój naszemu sercu – to jest nim ufna wiara w to, że Jezus Chrystus – Pasterz Dobry idzie z nami: „Pomiędzy nami idziesz, Panie”.
Bracie i siostro,
czy dzisiaj, w tym momencie twojego życia, po tylu dniach, które na pewno masz już za sobą i przed (być może) tyloma, które masz jeszcze przed… czy dzisiaj, teraz, w tym momencie twojego życia idziesz za Jezusem Dobrym Pasterzem, czy dajesz się Jemu prowadzić, dokądkolwiek On pójdzie, a nie dokądkolwiek ty chcesz iść!? Jeśli tak, to znaczy, że ta Wielkanoc nie poszła na marne! Jeśli tak, to znaczy, że całe twoje chrześcijaństwo nie idzie na marne.
Iść za Chrystusem Dobrym Pasterzem to, jak mówi Papież Benedykt XVI: „poznawać Chrystusa i kochać Go coraz bardziej, tak by nasza wola jednoczyła się z Jego wolą, a nasze działanie i Jego działanie stawały się jednym”. Jasne wskazanie. Idziemy za Chrystusem Dobrym Pasterzem, gdy podejmując codzienne decyzje, choćby drobne, dokonując rozmaitych wyborów (małych i wielkich), wybieramy to i tylko, co jest zgodne z wolą Bożą: to co wybrałby na naszym miejscu Chrystus, zaś odrzucamy to, co jest bezbożne i niechrystusowe.
Aby jednak wiedzieć, co powinniśmy wybrać, potrzebny jest stały kontakt ze słowem Bożym. Jeden z psalmów powie, że słowo Boże jest „lampą dla naszych stóp”. Jest lampą, a nie reflektorem. To duża różnica. Bo reflektor oświetla drogę na kilkaset metrów do przodu, a lampa, zwłaszcza taka, o jakiej mówi ten psalm, prawdopodobnie oliwna, może oświetlić miejsce wystarczające na postawienie tylko jednego kroku. Jeśli słowo Boże jest lampą, to znaczy, że stale musimy je mieć przy sobie. Nie możemy sobie oświetlić drogi na zapas, nie możemy sobie naświecić raz na całe życie. Trzeba codziennie, pokornie i wytrwale medytować Słowo Pana jak Maryja, która składała Jego słowa w swoim sercu i pokornie je rozważała. Papież Franciszek zachęca nas, abyśmy nosili stale przy sobie mały egzemplarz Pisma Świętego, by czytając i medytując zawarte tam Słowo Boże, wiedzieć, dokąd prowadzi nas Dobry Pasterz.
I potrzebna jest także znajomość nauki Kościoła, która – jak powiedział ostatnio prefekt watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary – chroni nas przed zatopieniem tego co istotne, w morzu tego, co „nieokreślone i prowizoryczne”. Jak ogromne jest to morze, to wiemy pewnie wszyscy i dobrze. Jak prowizoryczne są choćby słowa wielu polityków, którzy już w środę nie pamiętają tego, co powiedzieli we wtorek, jak prowizoryczne są często ich przedwyborcze obietnice, które nierzadko mają dotrwać jedynie do najbliższych wyborów. A ile nieokreśloności i wieloznaczności jest w licznych propozycjach moralnych, dotyczących choćby rodziny czy życia społecznego, które formułowane są w opozycji do stanowiska Kościoła.
Jasny, pewny i sprawdzony wykład nauki Kościoła jest niczym koło ratunkowe, które chroni nas przed utonięciem w tym morzu byle czego, jest też jasną wskazówką, dokąd prowadzi każdego z nas i cały Kościół Jezus Chrystus – Jego Dobry Pasterz!
Bracia i siostry,
wczoraj, w samą Niedzielę Dobrego Pasterza, Kościół rozpoczął też kolejny (tym razem już 51.) Tydzień Modlitw o Powołania Kapłańskie. Jest to zrozumiałe i logiczne, bo to księża mają być przede wszystkim ikonami Chrystusa Dobrego Pasterza. To trudna sztuka. Nie do nauczenia w żadnych szkołach, nawet tych ze skrótem WSD, nie do wyczytania w żadnych, nawet najpobożniejszych podręcznikach, nie do kupienia nawet w najlepszych sklepach. Bo to jest łaska. Z pewnością jest ona ofiarowana każdemu, kto otrzymuje od Boga powołanie do kapłaństwa, i z pewnością każdy powołany, który tej łaski nie zmarnuje, każdy, który podejmie z nią współpracę – będzie dla powierzonego sobie ludu pasterzem dobrym.
Dwa tygodnie temu dwóch dobrych pasterzy zostało kanonizowanych. Jeden wprost nazywany był „dobrym pasterzem Janem”, a dobroci drugiego wielokrotnie zaznaliśmy jako członkowie Kościoła, jako Polacy, a wielu z nas pewnie także osobiście. Warto ich słuchać odtąd jeszcze głębiej i jeszcze częściej. Warto przyjmować ich recepty na pasterską i ludzką dobroć.
Papież Jan XXIII w swoim Dzienniku duszy pisze tak: „podstawą mego kapłaństwa musi być życie wewnętrzne, zmierzające do odnalezienia Boga w mej duszy, do ścisłego z Nim zjednoczenia, do stałego i spokojnego rozważania prawd, jakie Kościół do wierzenia podaje”. A gdy w czasie wojny był kapelanem na froncie, pisał: „przez cztery lata wojny, które spędziłem wśród świata miotającego się w konwulsjach, ile łask dał mi Pan, ile zdobyłem doświadczenia, ile miałem okazji czynienia dobra moim braciom! Jezu mój, dziękuję Ci za to i błogosławię”.
Piękne słowa. On, dobry Papież Jan, był jak ojciec. Powiedział też kiedyś zdanie, które dzisiaj jest jeszcze bardziej aktualne, że „łatwiej ojcu mieć dzieci niż dzieciom ojca”. Chciał być więc i był ojcem dla dzieci bez ojca.
A Jan Paweł II, dla którego kapłaństwo zawsze było darem i tajemnicą, tak pisze o nim w jednym ze swoich wierszy:
Takiej potrzeba duszy (…)
co wyspowiada ból świata, nieszczęścia brzemię rozwikła i sięgnie ręką po Miłość ukrzyżowanych rąk
A drugą ręką serc sięgnie – najbiedniejszych z nędzarzy
I sercom owym objawi żar przebitego Serca
I w obu tych serc ognisku płomieniem się rozżarzy.
Takie było jego kapłaństwo. Z jednej strony przymocowane do Najświętszego Serca Jezusa i do Niepokalanego Serca Maryi. Niemogące się oderwać od tych Serc. Dla mnie jednym z najpiękniejszych obrazów jego pontyfikatu była ta chwila, gdy tutaj, w tym kościele, na zakończenie Mszy św. uklęknął przed tym tabernakulum i długo się modlił, nie chciał wstać, jakby był przywiązany jakąś niewidzialną nicią łaski i miłości.
A z drugiej strony św. Jan Paweł II był przymocowany do serca człowieka, szczególnie tego „najbiedniejszego z nędzarzy”. Chciał mu przekazać cały żar przebitego Serca Pana.
Parafrazując dziś słowa poety, powiemy, że ich portrety (św. Jana XXIII i św. Jana Pawła II) w naszym domu co dzień nam przypominają, „co może jeden człowiek i jak działa świętość”.
Bracia i siostry, pielgrzymi, parafianie, słuchacze Radia Maryja, widzowie Telewizji Trwam i wszyscy tu obecni, wzywam was do modlitwy za kapłanów.
Módlcie się za księży, by byli, byśmy byli dobrymi pasterzami jak ci dwaj święci Papieże. Módlcie się, byśmy byli celebransami świętych tajemnic, a nie celebrytami, adorującymi samych siebie i kręcącymi się tylko wokół swoich spraw. Módlcie się, byśmy nie byli karierowiczami, byśmy nie chcieli wspinać się tylko po kolejnych szczebelkach ludzkich zaszczytów, by zapewnić sobie odpowiednią pozycję i wywyższać się nad innymi, byśmy nie byli tymi, którzy posługują się kapłaństwem dla siebie samych, ale tymi, służą kapłaństwem innym, w których Chrystus wzrasta każdego dnia, byśmy byli gotowi oddać ludowi Bożemu nasze życie, a jeśli trzeba, to i naszą śmierć.
Módlcie się, byśmy byli pasterzami, zatroskanymi także o owce, które nie są w owczarni. Kiedyś być może były, ale już nie są. Znacie ich przecież dobrze. To wasi krewni, sąsiedzi, znajomi, koledzy z pracy, ze szkoły, ze studiów albo z klubu sportowego. Owce, których już albo których jeszcze nie ma w owczarni. Nie ma ich, bo nigdy nie przyszły, nie ma ich, bo sobie poszły, albo nie ma, bo zostały przegonione przez najemników, którzy stanęli na czele owczarni. Obyśmy – jak św. Piotr – z pierwszego czytania – umieli do nich dotrzeć, spotkać się z nimi i przyprowadzić ich do bezpiecznego kręgu wspólnoty Kościoła.
Módlcie się też, bracia i siostry, byśmy – jako pasterze – mieli szczególnie dużo miłości do owiec pokaleczonych przez wilki, porozrywanych przez ich kły, do owiec, które – niczym wnuczka z bajki o Czerwonym Kapturku – dały się nabrać wilkom; ich słodkiej mowie i potulnym gestom, do owiec cierpiących (często długotrwale) z powodu śmiertelnych grzechów, aby te owce nigdy nie zwątpiły w skuteczność Bożych lekarstw, tych słodkich opatrunków Pana, którymi są Jego dobroć i Jego miłosierdzie.
Przede wszystkim jednak módlcie się, bracia i siostry, za nas, kapłanów, byśmy jako wasi pasterze byli ludźmi głębokiej modlitwy, byśmy – zgodnie ze słowami dzisiejszego psalmu – tak pragnęli Boga „jak łania pragnie wody ze strumieni”, byśmy zawsze chętnie, z pobożnością i czcią przystępowali do ołtarza Bożego, do Boga, który oby był weselem i radością naszą.
Dziękujmy też dzisiaj za dobrych pasterzy, których spotkaliśmy w swoim życiu; za księży, którzy nas przygotowali do sakramentów i sakramentów udzielali, którzy głosili nam Słowo Boże oraz uczyli mądrze i pobożnie żyć.
Módlmy się dzisiaj także za tych, którzy przygotowują się do kapłaństwa w seminariach duchownych w Polsce i na świecie. Oni często przeżywają nawałę cierpień. Są w ogniu walki; walki wewnętrznej, duchowej, bo przecież komuś zależy na tym, by nie byli księżmi, ale też są w ogniu walki z zewnątrz, gdyż często ich decyzji, by zostać księdzem, nie towarzyszy nie tylko radość najbliższych, ale nawet ich chłodna aprobata.
I módlcie się także o nowe i dobre powołania do kapłaństwa, aby także przyszłe pokolenia, wasze dzieci i dzieci waszych dzieci nie błądziły jak owce bez pasterza, ale miały dobrych przewodników na drodze wiary.
A do tej modlitwy, bracia i siostry, dołóżcie takie właściwe nas – księży – traktowanie: z życzliwością, ale bez podlizywania się, z dobrocią, ale bez przedobrzenia, z otwartością, ale bez utraty granic, krytycznie, ale nie krytykancko. Nie bądźcie ani antyklerykalni, ani klerykalni. Bądźcie normalni: kiedy chcecie – podziękujcie, kiedy uznacie – pochwalcie, ale umiejcie też zwrócić uwagę, wykazać błąd albo niedopatrzenie, zwłaszcza kiedy widzicie, że zamiast być pasterzami, stajemy się znakami drogowymi, czyli zamiast prowadzić ludzi do Chrystusa, tylko wskazujemy im drogę, a samym nam się ruszyć nie chce. „Waszym obowiązkiem – powiedział kiedyś do świeckich Józef Ratzinger – jest niejako zmuszać kapłana, by wbrew swemu zwątpieniu był tym, do czego jest powołany, i chcieć go jako kapłana, i pomagać mu w tym”. Róbcie to!
A że jest maj i że jesteśmy w sanktuarium na Krzeptówkach, w przeddzień 13 maja, to tym bardziej módlmy się i starajmy o to wszystko za wstawiennictwem Pani Fatimskiej, Matki Kapłanów i Wychowawczyni Powołań Kapłańskich, Tej, która była cicha i piękna jak wiosna. Święty Jan Paweł II powiedział, że Maryja przybyła do Fatimy, aby „wstrząsnąć sumieniami, ukazać prawdziwy sens życia, pobudzić do nawrócenia z grzechów i do duchowej żarliwości, rozpalić dusze miłością do Boga i miłością do bliźniego”. Niech Pani Fatimska dokonuje więc tego dzieła, szczególnie wśród nas – kapłanów – a poprzez naszą posługę i przykład – w życiu całego ludu Bożego.
Maryjo, która z miłością
Słuchasz modlitwy człowieczej
Pokornie Ciebie prosimy
Przybądź i z nami pozostań.
O przyjdź, gdy grzech nas przygniata
Swoim straszliwym brzemieniem
Rozerwij ciężkie kajdany
Zniewalające sumienia (…)
Od złej przygody zachowaj
Słabych tej ziemi pielgrzymów
Napełnij życie pokojem
Zanim zabłyśnie nam wieczność. Amen