Uzdrawiająca siła Kościoła
Wtorek, 13 maja 2014 (10:16)Media sporo uwagi poświęcają występowi pana Wursta z Austrii, który przebrany za kobietę zaśpiewał kiczowatą piosenkę, zapomniawszy się uprzednio ogolić. Publiczność polska wydaje się w zdecydowanej większości oburzona, że nie wygrał reprezentant z Polski ze swoim pseudofolkowym hitem „My Słowianie”; tu z kolei podczas występu odarte z godności kobiety przemierzały scenę w takt równie kiczowatej pioseneczki.
Kiedy słyszę o promocji wulgarnej patologii seksualnej na występach dla mas (na przykład w postaci Eurowizji), to wykrzykuję za Ojcem Świętym Benedyktem XVI: „Jak dobrze być chrześcijaninem!”. W Kościele katolickim, gdzie wartości są uporządkowane, dobro jest dobrem, a zło złem, gdzie system wartości daje życie w wolności, a my możemy w bezpośrednim kontakcie z Bogiem w Najświętszych Sakramentach współpracować z Bożą łaską, jesteśmy doprawdy ludźmi szczęśliwymi.
To szczęście świat chce nam wydrzeć na różne sposoby, próbując wmówić, że ludzie wartości i normalności są na przykład opóźnieni o 70 lat, ciągną się w tyle za nową Europą. Ja z kolei sądzę, że ta nowa Europa niedojrzała jeszcze na tyle, aby zrozumieć głębię Prawdy Ewangelii i Miłość Chrystusa.
I to od nas zależy, czy damy się zwieść, oszukać, zepchnąć z tej drogi Prawdy. Indyjski kapłan katolicki, charyzmatyk z Kerali goszczący 41. raz w Polsce, o. James Manjackal, podkreślił w ostatnią niedzielę, że od naszej decyzji zależy, czy jesteśmy ze świata, czy tylko pozostajemy w świecie, nie będąc do niego przywiązani. Nasza ojczyzna jest w Królestwie Bożym, do którego dążymy, bo wolą Bożą jest przede wszystkim i zawsze nasza świętość.
Wydaje mi się, że na co dzień nie doceniamy i nie dostrzegamy wielkich przywilejów z życia w kraju katolickim, gdzie wolność w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej jeszcze nie została nam odebrana (chociaż władze wraz z eurokratami pracują nad tym dość usilnie). W Austrii, gdzie o. James przechodzi rekonwalescencję po śpiączce, jeden ksiądz ma pod swoją opieką duszpasterską sześć, siedem parafii, a Msza Święta jest tylko dwa razy na dzień. I to nieregularnie.
Rekolekcje z o. Jamesem Manjackalem były dla sześciu tysięcy pielgrzymów wielką lekcją katolicyzmu ku wolności. Z ograniczeń, nałogów, grzechów. To wielkie odnowienie w Duchu Świętym za pośrednictwem charyzmatyka z Indii sprawiło wielkie cuda. Nie tylko cuda uzdrowień fizycznych. Myślę, że dla wielu przede wszystkim była to głęboka odnowa religijna. Jednym z takich widzialnych cudów były długie kolejki do spowiedzi. Niejedna osoba w ciągu tych czterech dni przystępowała po latach posuchy do sakramentu pojednania, a potem do Komunii Świętej, ze łzami szczęścia przyjmując Jezusa Chrystusa pod dwiema postaciami.
Zadanie, jakie stawia przed nami o. James, to nie być „cichutkimi katolikami”, gdy doświadczamy wielkich cudów Bożych, o których trzeba mówić odważnie, dzielić się swoim szczęściem z bliźnimi, nawet jeśli będzie to nam przysparzać wrogów. Mamy być świadkami na wzór apostołów, którzy najpierw się bali i pozostawali w ukryciu, a potem wyszli na ulice Jerozolimy, by dawać świadectwo Prawdzie. Dawać swoim życiem przykład prawdziwego zamieszkania Ducha Świętego w nas. Mamy mówić o Jezusie, o Jego wolności, o godności katolika.
To się wiąże bezpośrednio z godnością człowieka jako takiego. Szczególnie w kontekście seksualnej rewolucji i jej negatywnych konsekwencji w postaci licznych aberracji, jakie się przeforsowuje i jakich się dokonuje przemocą w całej Unii Europejskiej.
„Szanujcie ciało drugiego człowieka, ono jest świątynią Boga” – powiedział o. James, nawiązując do słów św. Pawła z Pierwszego Listu do Koryntian: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście”.
Nasze zadanie to uwielbianie Boga całym ciałem, uwolnienie się od pokus, pożądliwości. „Dlaczego swojej szyi nie przyozdabiasz krzyżem czy szkaplerzem? Nie wiesz, że bez nich tak utworzona pustynia na twoich piersiach staje się miejscem, gdzie chętnie zadomowi się szatan? Ozdób tę część ciała krzyżykiem, aby nie była ona zachętą do przybycia zła w to miejsce” – mówił o. James, znów nawiązując do Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian: „Strzeżcie się rozpusty; wszelki grzech popełniony przez człowieka jest na zewnątrz ciała; kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!”.
W rozmowie z jezuitą ks. Eberhardem von Gemmingiem, przeprowadzonej tuż przed przyjazdem Ojca Świętego Benedykta XVI do Kolonii, na pytanie, jakie przesłanie chce przekazać młodzieży podczas Światowych Dni Młodzieży, Papież odpowiedział: „Chciałbym im ukazać, jak cudownie jest być chrześcijaninem. Powszechnie uważa się, że chrześcijaństwo składa się z mnóstwa przykazań, zakazów i zasad, których należy przestrzegać, a więc jest czymś zawiłym i uciążliwym; gdy zrzuci się to brzemię, człowiek staje się bardziej wolny. Ja zaś chcę jasno ukazać, że kiedy niosą nas wielka Miłość i Objawienie, to są to skrzydła, a nie brzemię. Cudownie jest być chrześcijaninem ze świadomością, że otwiera to przed nami szeroką perspektywę i wielką wspólnotę. Jako chrześcijanie nigdy nie jesteśmy sami. Bóg zawsze jest z nami, a my zawsze jesteśmy razem w wielkiej wspólnocie, wspólnocie drogi; mamy plan na przyszłość i prawdziwy Byt, godny, by Weń wierzyć. To jest radość bycia chrześcijaninem i piękno wiary”.
Dr Tomasz M. Korczyński