Palmtop generała Buka
Poniedziałek, 20 sierpnia 2012 (06:12)Z płk. Arturem Pikoniem, szefem szkolenia w Dowództwie 12. Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej, przyjacielem śp. gen. Tadeusza Buka, który zginął w katastrofie smoleńskiej, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Od tego roku zawody strzeleckie noszą imię śp. generała Tadeusza Buka. To szczególny znak pamięci o dowódcy Wojsk Lądowych?
- Tak. Zresztą takich form jego upamiętnienia jest więcej, bo na przykład corocznie organizowany jest w 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej bieg ze Spały do Żagania, gdzie generał Buk zdobył pierwsze szlify generalskie. Dla weteranów, którzy uczestniczą w zawodach strzeleckich, upamiętnienie w ten sposób swego dowódcy - a przecież są tu i tacy, którzy byli z nim na misjach - ma szczególne znaczenie. Same zawody pozwalają tym żołnierzom spotkać się razem, mogą oni sprawdzić podczas nich swoje umiejętności i przede wszystkim poczuć, że wojsko o nich nie zapomina.
Kiedy poznał Pan generała Buka?
- Z panem generałem spotkałem się po raz pierwszy w 1985 r., kiedy przyszedłem do Żagania. Pan generał, wtedy jeszcze porucznik Buk, pełnił już obowiązki dowódcy kompanii, ja zaś dowódcy plutonu. Po kilku latach zrównaliśmy się funkcją, bo wspólnie pełniliśmy obowiązki dowódcy batalionu. Nasze drogi rozeszły się pod koniec lat 80. Pan generał Buk poszedł na akademię, ja pozostałem jeszcze w Żaganiu. Ponownie spotkaliśmy się w 2002 r., on został wtedy dowódcą 34. Brygady Kawalerii Pancernej w Żaganiu, w której ja byłem szefem sztabu, później szefem szkolenia. Służyliśmy tam razem przez dwa lata, przygotowując m.in. jedną ze zmian PKW do Iraku. W latach 2004-2005 generał pełnił funkcję zastępcy dowódcy Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe w Iraku. Był wtedy zastępcą generała Skrzypczaka, ja zaś pod jego nieobecność dowodziłem 34. brygadą. Gdy wrócił z Iraku, poszedł na wyższe stanowiska, a w 2007 r. przejął dowodzenie nad IX zmianą PKW w Iraku. Kilkakrotnie jeszcze spotykałem się z generałem Bukiem, gdy został dowódcą 1. Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej, a potem dowódcą Wojsk Lądowych. Był kilka razy w Szczecinie, gdy pełniłem służbę w Złocieńcu, w brygadzie, która podlega pod 12. dywizję szczecińską.
Wielu żołnierzy wspomina generała Buka jako profesjonalistę w każdym calu.
- O tak. Jako jego kolega i przyjaciel muszę powiedzieć, że organizowane przez niego zajęcia czy prowadzone przedsięwzięcia szkoleniowe były na wysokim poziomie. Choć był wymagający, to miał zawsze właściwe, spokojne podejście do ludzi, mimo że - jak to w wojsku - zdarzały się nerwy. Nigdy nie zachowywał się w taki sposób, by na innych patrzeć z góry. Gdy ktoś był jego przyjacielem, to zostawał nim do samego końca. I nie przeszkadzało mu, czy jest równy mu stopniem, czy tylko szeregowym. Wykazywał się dużym profesjonalizmem i nowatorstwem. Szczególnie, jak został dowódcą 34. brygady, miał kilka nowych pomysłów, które wprowadzał. Przede wszystkim pasjonowała go elektronika i wykorzystanie jej w szkoleniu, a także w normalnym, codziennym funkcjonowaniu. Gdy internet dopiero do nas wchodził, on starał się go jak najszybciej wykorzystywać. Zawsze posługiwał się palmtopem - swoim elektronicznym notesem, w którym zapisywał wszystkie dane. Pamiętam, jak podczas jednej z kontroli w jednostce zadano mu pytanie: "Gdzie ma pan swój zeszyt pracy?". Wtedy generał Buk wyciągnął swój palmtop i powiedział: "To jest mój zeszyt pracy". Elektronika nie była dla niego gadżetem, lecz była mu bardzo pomocna w pracy.
Co zyskały dzięki niemu Wojska Lądowe?
- Chciał wiele rzeczy wprowadzić, ale był niestety bardzo krótko dowódcą Wojsk Lądowych. Mogę powiedzieć, co wprowadził w brygadzie. Przede wszystkim całkiem inny porządek dnia. Wcześniej obejmował on wstawanie wszystkich o godz. 7.30, meldowanie się i rozpoczęcie zajęć. Generał ten czas przyspieszył, wydłużając go trochę w ten sposób. Wprowadził też całkiem inne metody szkolenia, zajęcia były zintegrowane, połączone z różnymi zajęciami specjalistycznymi. Wprowadził również nowy sprzęt, którego - jak niektórzy twierdzili - nie da się wprowadzić. Zanim go wdrożył, wcześniej wypróbowywał go na kilku ćwiczeniach. Miał naprawdę wiele ciekawych pomysłów i starał się je za wszelką cenę wdrażać, choć oczywiście słuchał w tej kwestii również negatywnych opinii, które mu przedstawiano. Z reguły dążył do tego, by wprowadzić coś nowego.
Szybko zyskał miano jednego z lepszych dowódców.
- Nie miałem przyjemności być z nim na żadnej misji. Natomiast z rozmów z kolegami, którzy z nim tam byli, wiem, że był żołnierzem, który potrafił w każdej chwili podjąć stosowne decyzje, i były one z reguły trafne. Rzadko kiedy zdarzało się, żeby rozminął się z przełożonymi czy podjął błędną decyzję. Mimo że często były one trudne, to jednak, jeśli tylko mogły być zrealizowane, naprawdę przynosiły efekt. Miał przez to wielki szacunek u żołnierzy.
W jakich okolicznościach dowiedział się Pan o śmierci gen. Tadeusza Buka?
- Usłyszałem informację w mediach, że była katastrofa. Wiedziałem, że generał Buk leciał tym samolotem. Byłem zaskoczony tym, co się stało. Nie tylko zresztą ja, ale cała moja rodzina. Razem z żoną znaliśmy go bardzo dobrze. Był to dla nas szok, że zginął wspaniały człowiek i razem z nim tak wiele innych wspaniałych osób. Żal, że go nie ma z nami. Jeszcze dużo by osiągnął w armii i na pewno jako dowódca dużo zmienił na korzyść w Wojskach Lądowych. Jak wspomniałem, miał wiele pomysłów. Słyszałem, że chciał np., by brygady wojskowe nie były w dużych miastach, tylko tam, gdzie jest blisko poligon, by bezpośrednio na nim można było się szkolić. Prywatnie powiem, że niesamowicie lubił historię, znał kilka języków, a jego ogromną pasją było myślistwo. Mówił, że czasami, po powrocie z akademii, zamiast siedzieć w domu, wolał iść polować. Bardzo mile go wspominam. Zawsze, gdy się razem spotykaliśmy, rozmawialiśmy o dawnych czasach.
Dziękuję za rozmowę.