Wyczyszczona kartoteka
Poniedziałek, 12 maja 2014 (02:00)Z dr. Piotrem Gontarczykiem, historykiem, biografem Wojciecha Jaruzelskiego, rozmawia Maciej Walaszczyk
Twierdzi Pan, że akta archiwalne Wojciecha Jaruzelskiego zostały sfałszowane, manipulacje określa Pan mianem „rekonstrukcji teczki personalnej”. Co się z nią stało?
– Dokumenty te były fałszowane na dużą skalę w sposób nieprawdopodobny.
Na jakiej podstawie tak Pan twierdzi?
– W tekście, który napisałem dla Pamięć.pl, podaję na to wiele dowodów. Tego rodzaju materiał archiwalny dotyczący oficera, który rozpoczyna służbę w latach 40., a kończy ją w latach 90., przechodzi konkretne procedury. Dotyczą one kolejnych etapów powstawania jego teczki personalnej. Ustaliłem to m.in. na podstawie jej wielu elementów, np. paginacji czy wyrywania pewnych kart i innych śladów, które powinny w niej być, ale ich jednak nie ma. Dokumenty, które powstawały przez kilkadziesiąt lat, np. w latach 50., noszą ślady tego, że były po prostu fabrykowane najprawdopodobniej pod koniec lat 80.
Na czym polega „rekonstrukcja” teczki Jaruzelskiego? O jakie dokumenty chodzi i co zmieniano?
– Wiele dokumentów zostało z tej teczki wyjętych – to jest pierwsza podstawowa sprawa. Poza tym tzw. kwestionariusz oficera – a więc dokument, który powstał najdalej w latach 1956-1957, a w którym zbierano wszystkie dane, m.in. jaki był przebieg służby lub dane dotyczące jego rodziny, np. tego, co robiła ona podczas ostatniej wojny – został z teczki personalnej Jaruzelskiego wykradziony i stworzony na nowo. W jego miejsce wsadzono do niej taki sam druk, by w miejsce zawartych tam wcześniej informacji wpisać inne. Teczkę na wielką skalę fabrykowano. Wiele informacji udało się z niej usunąć, jak również fabrykowano zupełnie nowe dokumenty, które zostały do niej dołączone.
Twierdzi Pan, że niektórych poprawek miał dokonywać sam Jaruzelski odręcznie. Skąd ta pewność? Kto w ogóle zajmował się tymi zmianami, jacyś archiwiści, ludzie wojskowych służb specjalnych?
– Taka jest ocena grafologa. Hipoteza jest taka, że teczka była preparowana w interesie i pod opieką, a także przy współudziale samego zainteresowanego mniej więcej w latach 1989-1990. Wtedy gdy Jaruzelski był prezydentem RP.
Dlaczego Pana zdaniem to robił? Chciał w ten sposób zmienić własną biografię i pozbyć się informacji niewygodnych dla siebie?
– To są czasem rzeczy śmieszne i żenujące, niektóre natomiast bardzo poważne. Zasadniczo teczkę personalną Jaruzelskiego dopasowywano do wersji historii i biografii samego zainteresowanego, jaką zaczął głosić w tym czasie, a więc w latach 1989-1990. Dostosowano ją do ducha czasu, dodając i zabierając z niej różne informacje. Zacierano ślady o jego działalności w wojsku. Jest to po prostu mistyfikacja propagandowa, jaką przeprowadzono w jego interesie.
Jakie fragmenty usuwano z lat np. 40. czy 60.?
– Konsekwentnie starano się usunąć z niej dowody na to, że zwalczał polskie podziemie niepodległościowe pod koniec lat 40.
Jaką rolę odgrywał w tej sprawie?
– W latach 40. czy 50. wielokrotnie wspominał o tym, że walczył z bandytyzmem, m.in. w latach 1945-1947 na Lubelszczyźnie. Przed sfałszowanymi przez komunistów wyborami został natomiast wysłany w rejon Piotrkowskiego i Radomska. Tam zwalczał oddziały Konspiracyjnego Wojska Polskiego, a więc zgrupowania podziemia działające na terenie województwa łódzkiego.
Przewijała się swego czasu teza, że Jaruzelski miał być też tajnym współpracownikiem Informacji Wojskowej. Czy to również mogło być usunięte z kartoteki?
– Nie można wykluczać, że w czasie tej operacji te informacje zginęły. Trudno jednak jednoznacznie mówić na ten temat. Niewykluczone, że ślady takiej współpracy w tej teczce były, ale zostały wyczyszczone.
Można wobec tego domniemywać, że Jaruzelski był po prostu człowiekiem, którego Moskwa zainstalowała w ówczesnym wojsku?
– To był przede wszystkim mitoman przyzwyczajony do tego, że od lat 50. można było swobodnie fabrykować swoją przeszłość dotyczącą służby w wojsku. Wszystkie poprawki jego biografii odnoszą się do tego, że był człowiekiem lepszym niż w rzeczywistości. Wszystko miało wyglądać bardziej bohatersko, bardziej kombatancko, a jego rodzina miała być prześladowana. Usunięte zostały wszelkie informacje mogące cokolwiek ustalić na temat rodziny jego żony. Są również inne żenujące historie. W oficjalnej biografii Jaruzelskiego jest informacja, że przez dwa lata był na Syberii, gdzie pracował przy wyrębie tajgi. Tymczasem własnoręcznie usunął te informacje, które świadczyły o tym, że przez pół roku pracował tam w sklepie, wszystko po to, by potem najważniejszą informacją było to, że przez dwa lata pracował przy wyrębie lasów. Nie są to informacje pierwszorzędne dla historyka, ale pokazujące, jak małego formatu jest ten człowiek. Faktycznie Jaruzelski był na froncie około 9 miesięcy, po rekonstrukcji akt przedłużono mu udział w drugiej wojnie światowej do dwóch lat, tak by pasowało, że jakoby swój szlak bojowy zaczynał od Oki. To przykład megalomanii człowieka oderwanego od rzeczywistości.
Dlaczego, Pana zdaniem, wyczyszczono informacje dotyczące jego żony?
– To jest pytanie do historyków. Ja na chwilę obecną nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć. Nie można niczego dowiedzieć się na temat jej rodziców czy jej innych krewnych. Jest tylko jej data urodzenia i imię.
Przy okazji śmierci zamordowanego w 1997 r. byłego dyrektora Departamentu Kadr MON gen. Jerzego Fonkowicza i byłego premiera Piotra Jaroszewicza sugerowano, że mogli oni znać niewygodne informacje na temat biografii Jaruzelskiego. Można te sprawy wiązać?
– Wydaje się to mało prawdopodobne, bo nie ma tutaj żadnych śladów i tropów, które mogą się ze sobą łączyć. Niczego oczywiście do końca wykluczyć nie można.
Zakończył Pan już badania archiwalne potrzebne do książki na temat Wojciecha Jaruzelskiego?
– Jeśli chodzi o materiały z teczki personalnej, to sprawa jest zakończona. Mam nadzieję, że biografię polityczną Jaruzelskiego, nad którą pracuję, ukończę w przyszłym roku.