Nonsensy „Wyborczej”
Sobota, 10 maja 2014 (02:00)Z prof. Włodzimierzem Marciniakiem (PAN), sowietologiem, rozmawia Zenon Baranowski
Publicysta „Gazety Wyborczej” twierdzi, że mamy „dług wdzięczności” u sowieckiego gen. Iwana Czerniachowskiego, kata wileńskiej AK, którego pomnik znajduje się w Pieniężnie. Snuje też dywagacje, że „dzięki zwycięstwu Armii Czerwonej nad hitlerowskimi Niemcami” możemy mówić po polsku.
– Nie wiem, czy ma sens w ogóle analizowanie tego, co by było, i wywodzenie z tego postawy wdzięczności. Takie wartościowanie z polskiego punktu widzenia jest kompletnym nonsensem. I raczej dowodzi nieumiejętności w poznawaniu realiów historycznych przez autora tego komentarza. Z naszej, polskiej perspektywy oba totalitaryzmy czy obie tendencje do hegemonii są równie złe, dlatego że one występują zawsze w parze. Mówienie, że Niemcy hitlerowskie były gorsze od Związku Sowieckiego, jest o tyle absurdalne, że jednego i drugiego zła doświadczaliśmy zawsze razem, a nigdy oddzielnie.
Pomnik niszczał, ale gdy tylko władze miasta postanowiły go usunąć, Rosjanie nagle sobie o nim przypomnieli i zorganizowali uroczystości.
– Dotyka pan istotnej rzeczy, ponieważ jeśli chodzi o kwestię usunięcia pomników wdzięczności, to w ogóle nie chodzi o historię. Rosjanie nie przywiązują istotnego znaczenia do grobów i do cmentarzy. Dla nich liczą się pomniki. Ich praktykowanie pamięci jest zupełnie inne niż nasze. Dla nas są ważniejsze cmentarze i mogiły, a dla nich nie ma to żadnego znaczenia. I na cmentarz w Braniewie zjechali tylko w związku ze sprawą w Pieniężnie.
Czyli o co im chodzi?
– Oni w ten sposób sprawdzają, czy można przeniknąć w ramach małego ruchu granicznego dużą grupą i zrobić propagandową akcję. I tylko to. I red. Wroński do tego powinien się odnieść, a nie do kwestii, komu i za co powinniśmy być wdzięczni albo który totalitaryzm był gorszy. Politycznie istotne jest to, co robią Rosjanie w tej chwili. A publicysta chce uzasadniać prawo Rosjan do organizowania hucp propagandowych na terenie Polski.
Rosjanie rozgrywają historyczne sprawy w ramach aktualnej polityki?
– Kompletnie nie o przeszłość chodzi. To jest kwestia pozoru. Istnieją sprawy sporne politycznie współczesne, a historia i przeszłość jest wykorzystywana instrumentalnie tylko i wyłącznie jako pretekst do rozgrywania spraw współczesnych, politycznych.