• Czwartek, 23 kwietnia 2026

    imieniny: Wojciecha, Jerzego

Rzeczywistość na opak

Piątek, 9 maja 2014 (02:01)

Szef Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zarzuca Rosji rozkręcanie histerii wokół pomnika gen. Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie.

Sfera symboliki po PRL – pomniki wdzięczności Armii Czerwonej –wciąż straszy, a jako Polacy mamy problem z traktowaniem daty 9maja 1945 r. jako cezury wyznaczającej nową okupację.

Historycy IPN, AON, muzeów Historii Polski i Muzeum Powstania Warszawskiego nie mają wątpliwości: w 1945 r. rozpoczęła się w Polsce okupacja, tym razem pod narodowymi sztandarami i z polską symboliką państwową. Po eksterminacji elity nastąpiła budowa nowego sowieckiego modelu państwa.

Do tego celu potrzebowano kolaborantów – akcentowali paneliści debaty „Wyzwolenie? Rok 1945 w Europie” zorganizowanej przez Instytut Pamięci Narodowej i Akademię Obrony Narodowej.

Z nazwy PKWN prawdziwe jest tylko to, że był to Komitet. O tym, jak sytuacja miała się w wojsku, świadczy anegdota, według której pewne słowo na „g” podoficer pisał przez „ó”, oficer przez „u”, a generał przez „a” – opowiadał jeden z prelegentów. Zdaniem naukowców, skutki tzw. wyzwolenia należy oceniać w świetle utraconych szans.

Doktor Andrzej Zawistowski zwrócił uwagę, że III RP zaniedbała uporządkowanie sfery symbolicznej. Chodzi nie tylko o obecność pomników wdzięczności armii sowieckiej, ale również obowiązywanie do dziś bierutowskiego dekretu o ustanowieniu święta 9 maja. – Rosja do dziś świadomie czci tę datę jako dzień zwycięstwa w tzw. wielkiej wojnie ojczyźnianej. Celowo zresztą unika się tam określenia II wojny światowej, ponieważ wówczas okazałoby się, że zaczęła się ona w 1939 r. od niemiecko-sowieckiego najazdu na Polskę –podkreślał historyk.

Profesor Andrzej Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, dodał, że ukute przez historyków i publicystów powiedzenie, iż Armia Czerwona nie mogła przynieść wolności, bo sama była zniewolona, było najtrafniejszym określeniem jej roli w tzw. wyzwalaniu.

Gra Moskwy

Kunert przypomniał przy okazji, że ustawa z 1933 r. o grobach wojennych dotyczy żołnierzy różnych narodowości, którzy zginęli na terenie Rzeczypospolitej. – We wszystkich 600 miejscach, gdzie mamy kwatery żołnierzy Armii Czerwonej, RP gwarantuje nienaruszalność i opiekę nad nimi – mówił wczoraj, zwracając uwagę, że Rosja nakręca histerię wokół pomnika gen. Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie.

Moskwa konsekwentnie nie chce pamiętać, że obok, w Braniewie, znajduje się największy cmentarz żołnierzy sowieckich poległych na terenie Polski, nad którym państwo polskie sprawuje pieczę. – Nie można zrównać naszego stosunku do cmentarzy wojennych z pomnikami czci i wdzięczności czerwonoarmistów – przyznał Kunert.

Szef ROPWiM opowiada się za przeniesieniem m.in. pomników Czerniachowskiego i warszawskiego czterech śpiących „w odpowiednie miejsce”. – Wojewoda mazowiecki i IPN również zgadzają się z takim stanowiskiem – dodał.

Dojmujący w tego rodzaju debatach jest brak akcentu, że IIwojna światowa wybuchła przy zaangażowaniu Związku Sowieckiego, a jej katastrofalne skutki odczuły Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej już w 1939 roku. Ich efektem była brutalna sowietyzacja tych ziem, masowe deportacje, wywłaszczanie, rabunek i Katyń. Rok 1945 był jedynie konsekwencją września 1939 roku.

Wielka rosyjska ofensywa propagandowa, w tym plan kar za łamanie oficjalnych „ustaleń” tamtejszej historiografii na temat udziału Sowietów w ostatniej wojnie, dowodzą, że temat jest wciąż aktualny.

– Nie mówmy o wyzwoleniu od okupacji niemieckiej, bo wyzwolono nas w takim razie również od administracji Polskiego Państwa Podziemnego, a oficjalnego wicepremiera polskiego rządu wywieziono do Moskwy, by go osądzić – przypominał dr Andrzej Zawistowski. W wielu regionach Polski przez wiele miesięcy prosowiecka administracja nie miała kontroli nad terenem, gdzie władzę sprawowały oddziały podziemia niepodległościowego.

Nie sposób też pominąć w tym miejscu ofiar „wyzwolenia”, milionów ludzi, którym łamano życie.

„Wyzwoleni” od państwa

Historycy zwracają uwagę na odmienny charakter okupacji niemieckiej i sowieckiej. Niemcy dążyli przez kilka lat do eksterminacji Narodu Polskiego. – Dla wielu ludzi sowiecka okupacja po 1945 r. była rodzajem fizycznego ocalenia, choć miała ona charakter zniewolenia ideologicznego – mówił Robert Kostro, dyrektor Muzeum Historii Polski.

Najlepszym punktem odniesienia wobec maja 1945 r. jest 11 listopada 1918 r., kiedy Polacy sami decydowali o sobie, ale 8 i 9 maja nie. Nawet ochrona Bolesława Bieruta i Edwarda Osóbki-Morawskiego składała się wyłącznie z obywateli sowieckich.

Zdaniem uczestników wczorajszego panelu, komuniści szli w Polsce z programem sowieckim realizowanym od 1930 roku. –Nie było tutaj realizacji żadnych pomysłów polskich komunistów. Była kolektywizacja wsi, budowa nowego, sowieckiego społeczeństwa, które było im najbardziej potrzebne – mówił dr Paweł Ukielski z Muzeum Powstania Warszawskiego.

System sowieckiego ludobójstwa, będąc bardziej doświadczony od niemieckiego nazizmu, w ciągu 15 lat zmodyfikował swoją politykę względem terytoriów podporządkowywanych. W tym kontekście przypomniano przeprowadzoną kilka lat przed II wojną eksterminację ludności pochodzenia polskiego na terytoriach sowieckich, która pochłonęła około 150 tys. ofiar.

– Fakt istnienia Polskiego Państwa Podziemnego delegitymizował istnienie władzy ludowej w Polsce – podkreślał Ukielski.

Chłodne powitanie

Realistycznie należy również oceniać legitymizację społeczną nowej władzy i jej poparcie społeczne. Doktor Andrzej Zawistowski przypomniał, że komuniści nigdy nie poddali się weryfikacji wyborczej. Przeczytał m.in. meldunki oficerów AK z okolic Zambrowa, jak ludność witała „wyzwolicieli” z obawami i chłodem.

– To tereny, które były już trzy razy „wyzwalane” podczas okupacji. Po tym, co działo się po 17 września 1939 r., Niemcy byli traktowani jak wyzwoliciele spod sowieckiego panowania. Po kilku tygodniach to minęło, ale takie sytuacje były. Jednak w 1945 r. ludzie tzw. wyzwolenie witali chłodno, mając w pamięci brutalność krasnoarmiejców. Więźniowie obozów koncentracyjnych zostali wybawieni, ale obóz np. na Majdanku nie został zamknięty, trafili tam żołnierze Armii Krajowej – zaznaczył Kostro.

Poparcie komuniści zyskali w grupach mniejszości narodowych, np. żydowskiej, i tzw. działaczy robotniczych. – Ich charakterystycznymi reprezentantami są Jakub Berman czy Mieczysław Moczar. Oni dobrali do siebie np. Józefa Cyrankiewicza z przedwojennej PPS. Ale w grupie tej znalazły się i osoby o niewątpliwym autorytecie, jak znany z odbudowy Warszawy np. Jan Zachwatowicz czy Eugeniusz Kwiatkowski – tłumaczył dyrektor Muzeum Historii Polski.

To była operacja wyrafinowana, polegająca na działaniu środowisk politycznych i społecznych, operująca hasłami realizmu politycznego i możliwościami przeprowadzenia reform.

Maciej Walaszczyk