• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Rozwój chrześcijaństwa a islam

Czwartek, 8 maja 2014 (20:31)

Według raportu badacza religijnego i statystyka Dicka Slikkera z chrześcijańskiej grupy konsultacyjnej „Project Care” z Harderwijk (Holandia), na świecie przybywa muzułmanów, a chrześcijan jest coraz mniej. Slikker przeprowadził analizę zmian, jakie dokonały się na przestrzeni 110 lat, przyglądając się liczbom wyznawców Chrystusa i Allaha (od 1900 roku do 2010 roku).

Według jego danych od 1900 roku obie religie odnotowały niesłychany progres. Na początku wieku na świecie żyło 560 milionów chrześcijan i 197 mln muzułmanów, w 2010 roku było już 2,2 mld chrześcijan i 1,5 mld muzułmanów, przy czym w 1900 roku chrześcijanie stanowili 34,5 proc. światowej populacji, zaś w 2010 roku 32,9 proc., natomiast muzułmanie w 1900 roku reprezentowali 12,3 proc. światowej populacji, a w 2010 roku już 22,5 proc.

Największy rozwój zarówno chrześcijaństwo, jak i islam przeżywają w Afryce. To tutaj udział procentowy chrześcijan wzrósł do 37 proc., w przypadku islamu o 10 procent. W Azji muzułmanów przybyło o 10 proc., natomiast w przypadku chrześcijan odnotowano wzrost o 6 procent. I co może najważniejsze. O ile islam nie odnotowuje zazwyczaj spadku (wyjątkiem jest jedynie Azja Wschodnia, gdzie udział procentowy muzułmanów spadł o 4 proc.), o tyle chrześcijaństwo zanika, szczególnie zaś dokonuje się to w USA i w Europie. W Stanach Zjednoczonych liczba chrześcijan spadła o 18 proc., a w Europie o 16 procent. Według Slikkera jest to efekt postmodernistycznych ideologii, materializmu, sekularyzmu, racjonalizmu, odrzucenia duchowej zwierzchności i ukierunkowania się na samowystarczalność osobistą, jednostkową. Oczywiście tych powodów jest więcej, można je mnożyć, łącznie ze wskazaniem na współczesne zagrożenia, jakie nas dotyczą w świecie Okcydentu, niemniej tendencja do odchodzenia od osobowego Boga w Trójcy Jedynego jest faktem. I co równie ważne, w Europie przybywa stale muzułmanów, wzrost o 4 proc., a w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie o 1 procent.

Co do Ameryki Łacińskiej, na tym kontynencie ubyło chrześcijan o 3 proc., zaś muzułmanie zachowali status quo. W Oceanii liczba muzułmanów wzrosła o 2 proc., liczba chrześcijan spadła o 3 procent.

Islam potężnieje w Afryce Zachodniej, chrześcijaństwo w Afryce Środkowej.

Największy progres, uwzględniając liczbę mieszkańców – chrześcijaństwo przeżywa w Afryce Środkowej, zwyżkując o 81 proc., w Afryce Wschodniej także liczby są imponujące, wzrost na poziomie 50 procent.

Największe straty chrześcijaństwo odnotowało zaś w Europie Zachodniej, spadek o 30 proc., oraz w Europie Północnej, minus 23 procent. Ta tendencja będzie narastać.

Równocześnie w Europie Zachodniej islam przybiera na sile (wzrost o 6 proc.) oraz w Europie Północnej (wzrost o 3 proc.). Niemniej największe sukcesy islam odnotował w Afryce Zachodniej (wzrost o 26 proc.) oraz w Azji Południowej (wzrost o 15 proc.).

Przyjaciel Silvio Berlusconiego, nieżyjący już dyktator Libii, powiedział w 2010 roku w Rzymie, że islam powinien stać się religią Europy. Kadafi nawiązał tym samym do swoich słów sprzed czterech lat, gdy w 2006 roku stwierdził bardziej rzeczowo w arabskim kanale Al-Jazeera, w jaki sposób islam podbije Europę. Stanie się to bez mieczy, bez broni, bez wojska. Dyktator odnosił się wtedy do statystyk urodzeń, imigracji, a także do czasów, kiedy Turcja wejdzie do Europy. Jego zdaniem, to tylko kwestia czasu, kiedy islam będzie dominował na tym kontynencie. Zresztą, inni polityczni czy religijni przywódcy świata islamskiego mówią to samo. Imam Abu Base, jeden z najważniejszych stronników Al-Kaidy, powiedział, że dżihad i imigracja idą w parze, bez imigracji nie może być dżihadu.

Co dalej z chrześcijaństwem?

W książce „The Next Christendom: The Coming of Global Christianity” amerykański profesor historii Philip Jenkins prognozował, że w 2025 roku 60 proc. wszystkich katolików będzie pochodzić z Afryki oraz Ameryki Łacińskiej, natomiast w 2050 roku odsetek ten osiągnie 66 procent. Jego teza, że XX stulecie było ostatnim, w którym w Kościele katolickim dominowali Europejczycy i Amerykanie i że nadszedł teraz czas Ameryki Łacińskiej, jest może mniej niepokojąca niż twierdzenie, że Europa to już nie Kościół.

W jakiejś mierze przekonanie o zapaści chrześcijaństwa w Europie koresponduje z pełnym żalu i smutku zapytaniem św. Jana Pawła II w 1980 roku na temat wiary Francji, „Francjo, córko najstarsza Kościoła, czy jesteś wierna przyrzeczeniom twojego Chrztu”, oraz z apelem papieskim w Santiago de Compostela, dwa lata później, gdy Papież zwrócił się do całej Europy: „Ja, Jan Paweł, syn polskiego narodu, który zawsze uważał się za naród europejski ze względu na swe początki, tradycje, kulturę i żywotne więzy (…) ja, następca Piotra na Stolicy Rzymskiej, stolicy, którą Chrystus zechciał umieścić w Europie i którą kocha za jej trud szerzenia chrześcijaństwa na całym świecie (…) kieruje do ciebie, stara Europo, wołanie pełne miłości: Odnajdź siebie samą! Bądź sobą! Odkryj swoje początki. Tchnij życie w swoje korzenie. Tchnij Życie w autentyczne wartości”.

Czy mamy się przygotować na reewangelizację Europy? Byłoby to niesłychane odwrócenie ról, gdyby na misję na Stary Kontynent wyruszyli czarnoskórzy i indiańscy misjonarze. Święty Jan Paweł II mówił i o tym, zaznaczając, że byłoby to swoistym spłaceniem długu przez Afrykę i Amerykę Łacińską.

Cały raport Dicka Slikkera znajduje się tutaj.

Dr Tomasz M. Korczyński