• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Rajd demonów

Czwartek, 8 maja 2014 (14:03)

Po uprowadzeniu 14 kwietnia br. w nigeryjskiej miejscowości Chibok (północny stan Borno) niemal 300 młodych chrześcijanek na Zachodzie zawrzało. Po portalach społecznościowych kampania #BringBackOurGirls („Oddajcie nam nasze dziewczynki”) rozlała się błyskawicznie. Nawet Michelle Obama dołączyła do grona znanych osób wspierających tę akcję. Na swoim Twitterze pierwsza dama napisała: „Nasze modlitwy są z uprowadzonymi dziewczynkami z Nigerii. To czas na #BringBackOurGirls”.

Wprawdzie żadne mainstreamowe media nie zająknęły się, że problem dotyczył chrześcijańskich dzieci, ale oburzenie było na tyle silne, że Stany Zjednoczone poczuły się w obowiązku „jakoś” zareagować. Waszyngton zapowiedział więc, że USA wyślą oddział żołnierzy do Nigerii, by pomóc tamtejszym władzom odbić zakładniczki, które tymczasem albo zostały zgwałcone, albo oddane dżihadystom jako żony lub niewolnice, albo wywiezione z kraju (do Kamerunu i Czadu).

Prezydent Nigerii Goodluck Jonathan (chrześcijanin) przyjął z zadowoleniem ofertę Waszyngtonu. Do Nigerii dotrą amerykańscy żołnierze, policjanci, negocjatorzy i eksperci amerykańskiego wywiadu oraz osoby wyspecjalizowane w udzielaniu pomocy ofiarom porwań i przemocy. Oprócz Stanów Zjednoczonych swoją pomoc zaoferowały Wielka Brytania, Chiny oraz Francja. Minister spraw zagranicznych tego ostatniego państwa Laurent Fabius powiedział, że „w obliczu tak przerażającego aktu Francja, jak i inne demokratyczne narody musi zareagować. Tej zbrodni nie można nie ukarać”. Niewątpliwie Francja jest aktualnie najbardziej aktywnym państwem Zachodu, zaangażowanym w militarną obecność w Afryce, żeby wspomnieć Niger, Kamerun, Mali, Republikę Środkowoafrykańską.

Boko Haram odpowiedziało

Na wieść o amerykańskiej interwencji tchórzliwi bandyci z Boko Haram urządzili w okolicy miejscowości Gamboru Ngala w północno-wschodnim stanie Borno, na granicy z Kamerunem wielką rzeź. W ciągu zaledwie dwunastu godzin od ogłoszenia informacji o pomocy Zachodu islamscy zabójcy zamordowali trzystu cywilów. Nacierali na nich na targach, strzelali do tłumów, wdzierali się do domów i sklepów.

Bojówki musiały wpaść w popłoch. Stąd uderzenie w niewinnych ludzi. Uzbrojonym przestępcom dotąd wszystko bezkarnie uchodziło, armia nigeryjska raz, że nie radzi sobie z opanowaniem krwawego konfliktu, dwa – jest infiltrowana od wewnątrz przez islamistów. Oddziały komandosów amerykańskich to dla Boko Haram co innego. Jest to inny format przeciwnika, dlatego wściekłość i chęć odwetu nie dały na siebie długo czekać, aby wylać się z bastionu sekty.

Nie sądzę, aby przemoc po interwencji Zachodu w Nigerii ustała. Ten najludniejszy kraj Afryki sam musi znaleźć odpowiednie środki do wyjścia z kryzysu, bez oglądania się za wybawicielami.

Mam nadzieję, że dziewczynki wrócą bezpiecznie do swoich rodzin. Jednak najważniejszą, pozytywną stroną tego tragicznego wydarzenia, jeżeli już jakieś można wskazać, jest przebudzenie się społeczeństwa nigeryjskiego, chęć zaangażowania się w publicznej przestrzeni przeciwko brutalności i bezkarności bandytów, a także przeciwko nadużyciom wojska, które macza palce w wielu zbrodniach na cywilach.

Nieszczęście dziewczynek budzi solidarność i współpracę ponad religiami, jeżeli ktoś dotąd sympatyzował z przestępcami, po tej napaści na dzieci ma mniej atutów, aby przekonać o waleczności milicji islamskiej. Islamiści przekroczyli granicę, naród nigeryjski się przeciwko nim zjednoczył, zaczął też wywierać presję na rząd centralny i władze stanowe północnej Nigerii, gdzie swoje bazy mają islamscy fanatycy.

Oprócz tego sprawa uprowadzonych dziewczynek zwróciła nareszcie uwagę świata na działalność tej islamskiej sekty ekstremistów (o co niestety zabiega także Boko Haram).

Pytanie tylko, na jak długo. Czy nie stanie się tak, że kolejny dzień przynoszący setki meldunków nie będzie więcej pamiętać o chrześcijankach z Chibok?

Do społecznej kampanii #BringBackOurGirls (na Facebook-u) można dołączyć  tutaj

Dr Tomasz M. Korczyński