Z czym jest zgodna Konstytucja?
Czwartek, 8 maja 2014 (11:13)Najnowszy wpis prof. dr. hab. Piotra Jaroszyńskiego na blogAiD
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego (po dwóch latach!), zgodnie z którym ustawa o podwyższeniu wieku emerytalnego jest zgodna z Konstytucją, wywołał falę krytyki, nie tylko pojedynczych osób, ale milionów. A liczba niezadowolonych będzie rosła, ponieważ w powszechnym, czyli ludzkim, odczuciu wyrok ten jest niesprawiedliwy, zarówno wobec mężczyzn, jak i szczególnie kobiet.
Ze strony oburzonych padają różne argumenty, ale problem w tym, że te argumenty z punktu widzenia obowiązującego w Polsce prawa nie mają znaczenia. One mają znaczenie z punktu widzenia elementarnego poczucia sprawiedliwości i zdrowego rozsądku. Ale kto powiedział, że porządek prawny w naszym kraju jest oparty na zdrowym rozsądku i elementarnym poczuciu sprawiedliwości? Nikt, bo przecież porządek prawny oparty jest na Konstytucji. I to wobec Konstytucji trzeba zadać pytanie: z czym jest zgodna Konstytucja? Odpowiedź brzmi zaskakująco: z niczym. Konstytucja jest bowiem pierwszą ustawą w porządku prawa, czyli tzw. Ustawą Zasadniczą. Przed nią nie ma nic. Ta Konstytucja nie odwołuje się ani do Boga jako źródła prawa, ani do ludzkiej natury w ramach prawa naturalnego. Ona sama jest czymś pierwszym.
Skąd się w takim razie wzięła? Może z jakiegoś innego objawienia, z jakiegoś nadrozumu, który czyta fundamentalne zasady sprawiedliwości. Nic podobnego. Konstytucja jest wynikiem woli większości, tej większości, która w roku 1997 głosowała za jej przyjęciem. Ale dziwna to była większość. Wprawdzie „za” głosowała większość biorących udział w referendum (52,71 proc.), ale tych biorących udział w referendum było mniej niż połowa (42,82 proc.). A to oznacza, że Konstytucję przegłosowała mniejszość społeczeństwa, bo tylko ok. 20 proc., czyli jedna piąta!
Przegłosowała więc nie tylko mniejszość, ale zdecydowana mniejszość, więc trudno dziś mówić, że większość społeczeństwa przyjęła tę Konstytucję, bo przyjęła zdecydowana mniejszość, a tylko dzięki magicznym procedurom i zasadom mniejszość posiada u nas moc większości.
Co więcej, do głosowania za przyjęciem Konstytucji potrzebne były głosy, a nie rozumy, potrzebna była wola, urabiana przez medialną propagandę, jakie to jest wielkie osiągnięcie ta Konstytucja. Dziś widzimy, jak wielkie: zgodnie z Konstytucją może tracimy suwerenność, a pracować będziemy musieli nawet do 101 lat. Dlaczego nie?
Ratunkiem na te różne pułapki konstytucyjne byłby zdrowy rozsądek i poczucie sprawiedliwości wśród sędziów TK, a nie formalizm. Ale o to, jak widać, jest bardzo trudno. Wypada więc powtórzyć za Rzymianami: summum ius summa iniuria! Najwyższe prawo – największa niesprawiedliwość!
Konstytucja nie zastąpi prawego sumienia, a wola czy to większości, czy mniejszości, czy takiej właśnie dziwnej „większej mniejszości”, nie zastąpi natury i Dekalogu. Jeśli szukamy sprawiedliwości, musimy wracać do autentycznych źródeł i zasad prawa, a szczególnie muszą wracać sędziowie.